Złoty zaczął tracić impet
Nowy tydzień nie rozpoczął się dla złotego najlepiej. Już od godzin porannych jego wartość zaczęła systematycznie spadać. Jak uważają specjaliści zajmujący się rynkiem walutowym, osłabienie naszej waluty jest pokłosiem wycofywania się z inwestycji na krajowym rynku przez zagranicznych graczy. Skracają oni swoje dotychczasowe pozycje, co należy wiązać z obawami o wyniki najbliższego spotkania amerykańskiego Fed. Coraz bardziej realna groźba podniesienia w Stanach Zjednoczonych stóp procentowych przeraziła rynki finansowe. Co prawda inwestorzy od dawna liczyli się z takim rozwojem wydarzeń i zdyskontowali te negatywne doniesienia w cenach, niemniej jednak mało kto spodziewał się, że stopy mogą wzrosnąć od razu o pół procentu. Opublikowane na zamknięcie zeszłego tygodnia amerykańskie dane makroekonomiczne wskazują, że Fed może nie mieć innego wyjścia jak tylko w istotny sposób przeciwstawić się groźbie rosnącej inflacji.
NIEPOKOJE ze świata negatywnie wpłynęły na rodzimy rynek. Na otwarciu poniedziałkowej sesji złoty został wyceniony na poziomie 2,59/2,46 proc. powyżej parytetu. Za dolara płacono 4,2060 /10 zł, zaś za nową walutę europejską 4,1130/90 zł.
W OPINII dealerów, kwotowania złotego w ciągu najbliższych dni będą wypadkową zachowania zagranicznych inwestorów, którzy w dalszym ciągu mogą realizować zyski, jak i doniesień z własnego podwórka. Wczoraj GUS przykładowo podał dane na temat wielkości PKB w zeszłym roku. Jego wartość wzrosła o 4,1 proc., w czym największy udział miała bardzo dobra dla gospodarki końcówka roku (w ostatnim kwartale PKB podskoczył o 7,2-7,4 proc.)
W TRAKCIE dnia złoty w dalszym ciągu się osłabiał. Narodowy Bank Polski ustalił kurs złotego do dolara na 4,2076 zł, a do euro na poziomie 4,1250 zł. Średnie odchylenie naszej waluty wobec tych walut wyniosło 2,40 proc. powyżej parytetu wobec 3,16 proc. w piątek.
Na poniedziałkowej aukcji bonów skarbowych Ministerstwo Finansów wystawiło na sprzedaż papiery o łącznej wartości 900 mln zł. Zainteresowanie inwestorów okazało się spore, skutkiem czego popyt prawie dwukrotnie przewyższył podaż.