Zły czas dla kredytu walutowego

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 2010-08-30 00:00

Przy tych jastrzębiach KNF wychodzi na gołąbka. Już słychać łabędzi śpiew kredytów walutowych.

Ministerstwo Finansów jest za przykręceniem śruby, bo boi się o rating Polski, a bank centralny — o inflację

Przy tych jastrzębiach KNF wychodzi na gołąbka. Już słychać łabędzi śpiew kredytów walutowych.

Klamka zapadła — sprzedaż mieszkaniowych kredytów walutowych zostanie ograniczona. Pytanie tylko, jak bardzo. Przed miesiącem Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) opublikowała projekt zmian w rekomendacji S z nowymi zasadami udzielania kredytów walutowych. Proponuje m.in., żeby poziom waluty w całym portfelu kredytowym banku nie przekraczał 50 proc.

Banki kredytujące w euro i franku (choć frank jest już walutą niszową) wpadły w popłoch. Udzieliły już tyle kredytów walutowych, że mogłyby dawać wyłącznie kredyty złotowe, gdyby wytyczne nadzorcy weszły w życie.

Może być ostrzej

Rekomendacja nie zakazuje wprost udzielania kredytów walutowych. Jednak podczas spotkania z bankowcami w miniony czwartek Stanisław Kluza, przewodniczący KNF, dał do zrozumienia, że stanowisko komisji wcale nie musi być najbardziej radykalną opcją, jaka może zostać zrealizowana.

— W kuluarach dowiedzieliśmy się, że jeszcze ostrzejsze poglądy mają Ministerstwo Finansów oraz Narodowy Bank Polski — opowiada uczestnik spotkania zastrzegający sobie anonimowość.

Resort krzywo patrzy na kredyty walutowe, ponieważ mogą one popsuć wizerunek Polski na rynkach międzynarodowych. Jesteśmy zieloną wyspą, ale inwestorzy obserwują, jak pożyczamy w walucie obcej, wystawiając się na ryzyko kursowe.

— Ministerstwo obawia się, że dalsze powiększanie zadłużenia może doprowadzić do obniżenia ratingu polskich papierów skarbowych, które trudniej będzie uplasować i trzeba będzie dać wyższą cenę — opowiada nasz rozmówca.

Z kolei NBP martwi się o stabilność makroekonomiczną, którą moga zachwiać zmiany kursów walutowych. Po ostatnim posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej Marek Belka, prezes banku centralnego, powiedział, że dla zachowania równowagi ważne jest ograniczanie szybkiego przyrostu kredytów walutowych dla gospodarstw domowych.

NBP w swojej opinii do rekomendacji S poparł stanowisko KNF w sprawie nowych regulacji.

— Nadzorca znalazł się pośrodku między resortem finansów i bankiem centralnym a środowiskiem bankowym — mówi prezes jednego z banków.

Solidarni bankowcy

Branża bankowa zachowuje się natomiast nadzwyczaj solidarnie. Inaczej niż przy pierwszej rekomendacji S, kiedy środowisko podzieliło się na gorących zwolenników oraz przeciwników kredytów walutowych, teraz w zasadzie mówi jednym głosem. Podczas czwartkowego spotkania przeciw nowym regulacjom oponowały nie tylko banki, które pożyczają głównie w walucie, ale również dostarczyciele kredytów wyłącznie złotowych.

— Zapisy rekomendacji rzeczywiście idą zbyt daleko, jeśli chodzi o maksymalny limit ekspozycji na walutę, sposób liczenia zdolności kredytowej, czy aktualizacji wyceny nieruchomości — mówi prezes banku, który kredytuje klientów tylko w rodzimej walucie.

Bankowcy uważają, że rynek kredytowy w sposób odpowiedni regulują już rekomendacje S, S1 oraz T. Ograniczenia mogą uderzyć nie tylko w sektor bankowy, ale w całą gospodarkę. Przeciwko nowym rozwiązaniom twardo opowiedział się m.in. Wiesław Thor, p.o. prezes BRE Banku.

Nie dramatyzujmy

Propozycje nadzoru poparł natomiast Mateusz Morawiecki, prezes BZ WBK. Bank był jednym z trzech banków oprócz Pekao oraz ING Bank Śląski, który długo nie chciał wprowadzić do oferty kredytów walutowych. Złamał się w końcu, podobnie jak Śląski. Prezes Morawiecki tłumaczył, że trzymając się konserwatywnej i bezpiecznej polityki kredytowej tracił najlepszych klientów, którzy odchodzili do konkurencji, gdzie mogli zaciągnąć kredyt walutowy.

Inni bankowcy odebrali wystąpienie szefa BZ WBK, członka Rady Gospodarczej przy premierze, jako zapowiedź jeszcze ostrzejszych zmian, niż proponuje KNF.

— Prezes Morawiecki jest z pewnością wprowadzony w rozmowy w resorcie finansów — mówi jeden z bankowców.

— Nie dramatyzujmy — odpowiada inny.

Przyznaje, że w kuluarach rzeczywiście słyszało się to i owo. Ale to są tylko słowa.

— Nie sądzę, żeby ktoś poważnie rozpatrywał skrajniejsze scenariusze niż propozycja KNF, która jest najbardziej radykalną z możliwych wersji. Spodziewam się, że w rekomendacji pojawi się sporo zapisów zmiękczających obecną wymowę — mówi anonimowo prezes banku.

Magdalena Kobos, rzeczniczka Ministerstwa Finansów, mówi, że resort dopiero zapoznaje się z propozycjami komisji i nie wypracował jeszcze stanowisk w tej sprawie. Z NBP nie doczekaliśmy się wczoraj odpowiedzi na pytanie o zdanie banku centralnego. Pośrednio wyraża je jednak opinia przesłana do KNF w ramach konsultacji projektu rekomendacji S.

Mądry Polak po (cudzej) szkodzie

KNF proponuje: uczmy się na doświadczeniach innych państw

Skandynawia

Jedną z głównych przyczyn kryzysu bankowego w Szwecji, Norwegii i Finlandii w latach 80. i 90. było nadmierne zadłużenie w walutach obcych. W Szwecji sięgało ono 50 proc. wartości wszystkich kredytów, a w Finlandii — przekraczało 40 proc. Gwałtowna deprecjacja walut krajów skandynawskich, wywołana przez działania spekulantów, doprowadziła do załamania na rynku kredytowym i hipotecznym, wywołując kryzys sektora bankowego. Koszty wychodzenia z kryzysu poniesione przez rządy, banki centralne i inne instytucje, sięgnęły w zależności od kraju od 3 do 7,4 proc. PKB.

Węgry, Rumunia

Banki centralne w obydwu krajach straciły możliwość wpływania za pomocą stóp procentowych na podaż kredytów, ponieważ większość była udzielana w walutach obcych. W 2009 r. rząd węgierski wprowadził limity, m.in. ograniczył LTV (loan to value — stosunek wielkości kredytu do wartości kredytowanej nieruchomości) do poziomu 70 proc. dla waluty krajowej, 60 proc. dla euro i 45 proc. dla franka szwajcarskiego.

Ameryka Łacińska

Globalny kryzys bankowy dotknął banki w Ameryce Łacińskiej w znacznie mniejszym stopniu niż w Europie Środkowo-Wschodniej. Na tamtym kontynencie 60 proc. kredytów udzielanych jest w walucie rodzimej i w większości finansowane z depozytów. W Europie Środkowo-Wschodniej 60 proc. portfela stanowią waluty obce, dla których źródłem finansowania jest rynek zewnętrzny.