Zmiany przy sterze to normalność

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2023-07-23 20:00

UAKTUALNIONE. Hiszpania w stosunku do Polski to symboliczne antypody, oba państwa znajdują się na dwóch krańcach terytorium Unii Europejskiej oraz kontynentalnej części NATO.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Przedterminowe wybory do Kortezów Generalnych (350-osobowego Kongresu Deputowanych oraz 265-osobowego Senatu) obserwowaliśmy jednak z zainteresowaniem z kilku powodów. Zdumiewający był już sam termin 23 lipca (po hiszpańsku skrótowo 23J), w szczycie upałów, ale powodem kalendarzowego absurdu była panika socjalistycznego premiera Pedro Sáncheza. Po klęsce 28 maja w wyborach lokalnych postanowił nie czekać na planowe parlamentarne do listopada i natychmiast skrócił kadencję, licząc że po przyspieszonej kampanii uda mu się nie stracić władzy. Przed upałem uciekła rekordowa liczba ponad 2,47 mln wyborców (spośród 37,5 mln uprawnionych), którzy zagłosowali korespondencyjnie. Notabene poczta w telewizyjnym spocie uspokajała nieufną opinię publiczną, pokazując rygorystyczną procedurę przechowywania do 23J ściśle ewidencjonowanych kopert w plombowanych sejfach.

Sondaże do samego 23J były bardzo stabilne i wstępne wyniki je potwierdziły. Najwięcej miejsc w Kongresie Deputowanych (Senat, podobnie jak u nas, na powoływanie rządu wpływu nie ma) przypadło Partii Ludowej (PP) – 136, gdy dotychczas miała tylko 89, czyli wzrost o 47. A zatem misję premierowską od króla Filipa VI otrzyma jej charyzmatyczny przewodniczący Alberto Núñez Feijóo. To żadna polityczna sensacja, ponieważ od powrotu w 1976 r. w Hiszpanii demokracji władza przechodzi od chadeków do socjalistów i na odwrót regularnie, w stałym cyklu na 5-8 lat, wyjątkiem były aż 14-letnie rządy socjalistyczne 1982-96. Co bardzo charakterystyczne, faktyczną przyczyną zmian u steru państwa często wcale nie jest programowe zwycięstwo tych, lecz… porażka tamtych, głównie z powodu afer korupcyjnych. Jednakowo lepkie ręce mają zarówno konserwatywni chadecy, jak też nowatorscy socjaliści.

Właśnie w nastrojach antykorupcyjnych Pedro Sánchez został, jako lider Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej (PSOE), premierem w 2018 r. Wśród wielu problemów zderzył się z epidemią COVID-19, z którą poradził sobie połowicznie. Można powiedzieć że dokładnie odwrotnie, jak w podobnym okresie rząd PiS u nas – dość skutecznie utrzymana została w ryzach inflacja, natomiast prawdziwym dramatem społecznym było i jest bezrobocie. Zwolennicy silnej Hiszpanii zarzucają socjalistycznemu rządowi radykalne złagodzenie kursu wobec separatystów baskijskich i katalońskich, nawet ugrupowań terrorystycznych. Pewna plaga jest szokująca z polskiego punktu widzenia – lewicowa pobłażliwość prawna dla ludzi, którzy dość bezczelnie zajmują cudze mieszkania czy domy, bo akurat są niezamieszkiwane na stałe, czyli według intruzów – właścicielom zbędne… Generalnie niedzielne wybory PSOE przegrała z PP, bo zdobyła tylko 122 mandaty, ale to... więcej niż jej dotychczasowy stan 120! Nadal nie traci nadziei na sklecenie koalicji ze skrajnie lewicową partią Sumar (31 miejsc) i innymi drobnymi partyjkami.

Alberto Núñez Feijoo, przewodniczący Partii Ludowej (PP – Partido Popular) postanowił odzyskać dla konserwatywnej chadecji władzę w Hiszpanii, którą w 2018 r. w atmosferze korupcyjnych skandali utracił na rzecz socjalistów premier Mariano Rajoy.
AA/ABACA / Abaca Press / Forum

W PP doszło do oczyszczenia kadr i konsolidacji władzy, gdy na czele stanął Alberto Núñez Feijóo. Ugaszenie konfliktów wewnętrznych pozwoliło na lepszą koordynację działań kampanijnych, konserwatywni chadecy skierowali przekaz przede wszystkim do elektoratu centrowego. Zdobywając pierwsze miejsce z wynikiem 136 mandatów nie będą jednak w stanie utworzyć rządu samodzielnego, bo daleko im do progu 176. Realnym koalicjantem PP może być nacjonalistyczno-konserwatywna, uniosceptyczna partia Vox (czyli Głos), która zdobyła 33 mandaty, czyli aż o 19 mniej niż dotychczas miała będąc w opozycji! Jej lider Santiago Abascal zamierza licytować wysoko i w ewentualnym układzie koalicyjnym wytargować znacznie więcej, niż wynikałoby to z czysto arytmetycznej relacji mandatów. Wyniki wyborów w Hiszpanii mają zdalne przełożenie wizerunkowe na naszą kampanię, ale przewrotne. PiS oczywiście bardzo raduje się z wypłynięcia wreszcie pobratymców z Vox na głębokie wody polityczne, być może rządowe, ale to przecież odpowiednik wcale nie partii Jarosława Kaczyńskiego, lecz… Konfederacji.