Zotego mogą osłabić giełdy i kłopoty Łotwy

Marek Rogalski
09-10-2009, 00:00

Dużym błędem byłoby twierdzenie, że złoty traci głównie przez ostatnie zamieszanie w rządzie. To trochę tak jak w ubiegłym tygodniu starano się tłumaczyć zmiany kursu naszej waluty oczekiwaniem na porozumienie PZU z Eureko. Nie widzę za bardzo sensu komentowania ostatnich zmian w gabinecie Donalda Tuska. Wymiana kadr nie dotknęła resortów strategicznych dla zagranicznych inwestorów, czyli finansów i skarbu (ten ostatni wymieniam w kontekście planowanych ogromnych prywatyzacji). Nie oznacza to jednak, że kwestie polityczne nie będą się zupełnie liczyć.

W kontekście spodziewanego gigantycznego deficytu budżetu w 2010 r. wielu inwestorów wciąż zadaje sobie pytanie: co dalej? Czy rzeczywiście uda się zmniejszyć dziurę budżetową w latach 2011-12, tak jak to obiecuje Jacek Rostowski, minister finansów? Po części tak, jeżeli światowa gospodarka wróci na ścieżkę wzrostu i zwiększą się wpływy do budżetu. A co, jeśli będzie inaczej? Kolejnych prywatyzacji już nie będzie, pozostaną tylko odwlekane przez wiele lat, a konieczne reformy finansów publicznych. Kto je zrobi, jeżeli PO zacznie tracić w sondażach? Zagranica na razie zdaje się wierzyć, że rok 2011 przyniesie spore zmiany, jeżeli partia Donalda Tuska uzyska przeważającą większość. Nie chcę wdawać się w preferencje polityczne, ale to na razie obecny premier jest uznawany za jednego z najbardziej proreformatorskich szefów rządu w ostatnich latach.

Nie o tym jednak chciałem pisać. W najbliższych dniach kluczowymi czynnikami dla złotego nie będą informacje z kraju. Na pierwszy plan ponownie wysuwa się Łotwa, wokół której było już gorąco przed wakacjami. Wtedy to tamtejsze władze zobowiązały się, że przeprowadzą spore, bo przekraczające 1 mld USD, cięcia wydatków w przyszłorocznym budżecie, w zamian za pomoc finansową ze strony MFW i Komisji Europejskiej. To miało pozwolić uniknąć dewaluacji tamtejszego łata, który od kilku lat sztucznie jest związany z euro i w obecnej sytuacji jest po prostu zbyt mocny. Niemniej taka operacja mogłaby jeszcze bardziej pogrążyć i tak już najsłabszą gospodarkę w całej Unii Europejskiej, gdyż w ostatnich latach pozaciągano sporo zobowiązań w euro. Prym w pożyczkach wiodły szwedzkie banki, które teraz zapłaciłyby za to sporą cenę.

Temat powraca po doniesieniach, że realizację obietnic utrudniają "polityczne trudności", co zresztą nie powinno być wielkim zaskoczeniem. Pozycja premiera Dombrovskisa nigdy nie była zbyt mocna. Wszak przewodniczy on koalicji aż pięciu partii, które za rok staną do wyborczej walki. Temat potencjalnej dewaluacji łata na jesieni powraca, psując nastroje w naszym regionie. Bo czy nadal będzie można polegać na zapewnieniach łotewskiego premiera, że dopełni warunków umowy z MFW i Komisją Europejską?

Złotemu mogą też zaszkodzić giełdy. Wprawdzie wyniki Alcoa w środę wieczorem zaskoczyły pozytywnie, to jednak optymiści nie mogą czuć się zbyt pewnie. Bo kluczowy będzie dopiero przyszły tydzień, kiedy to poznamy wyniki amerykańskich banków. A wciąż mam wrażenie, że inwestorzy oczekują zbyt wiele i mogą się zawieść. Euro po 4,30 zł w przyszłym tygodniu? To możliwe.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Rogalski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Zotego mogą osłabić giełdy i kłopoty Łotwy