Zrób sobie premiera, przecież to takie proste

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2004-05-24 00:00

Bierze się trochę Belki, Marka Belki, dorzuca trochę Wojciechowskiego, Janusza, jeszcze odrobina Andrzeja Zolla (nawet bez jego wiedzy, nie mówiąc już o zgodzie), szczypta Kluski, Romana (nie potwierdza, nie zaprzecza, ale — w razie czego — „wie, co należałoby zrobić dla kraju”) i już mamy kandydata na premiera „ponad podziałami”. Zwolennicy innych polityków i opcji mogą sobie wziąć jeszcze kawałeczek z nich — to nie zaszkodzi. Ponieważ i tak, po spreparowaniu takiego kandydata, dalej postępujemy tak, jak niezapomniany partyzant Wojciech Naróg, pseudo-Elegant, z wojennego filmu „Barwy walki”. Tym, którzy zapomnieli, przypomnijmy, że Elegant, zirytowany tym, że na każdy posiłek, niezależnie od dnia i pory dnia, musi jadać grzyby, zapowiedział: jak już skończy się ta wojna, przyjadę do lasu, nazbieram grzybów (samych prawdziwków), wrócę do domu, starannie je oczyszczę, uduszę, posolę, popieprzę i... za okno wypie....

Nazywanie tego, co dzieje się wokół niby-premiera Marka Belki i jego niby-rządu, drgawek wokół sejmowego kandydata na premiera, „przesileniem rządowym”, traci już rację bytu. Przecież żaden normalny człowiek tak długiego przesilenia by nie wytrzymał. Ten parlament, nie wiedzieć czemu, wytrzymuje. Ale przecież i to przesilenie, jak każde (podobnie jak każda wojna), kiedyś się skończy. A wtedy pójdziemy, ale nie na grzyby, tylko na wybory.