Na prywatne szkoły językowe, firmy szkoleniowe i uczelnie padł blady strach. Jedne już mają za sobą kontrole Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (ZUS), inne spodziewają się ich w każdej chwili. Na celowniku są umowy o dzieło, podpisywane z lektorami, wykładowcami, metodykami, trenerami. ZUS uznaje, że to umowy, zlecenia, a płatnicy są winni państwu składki, których do tej pory nie odprowadzali. I kontrole kończą się nakazem zapłaty składek ubezpieczeniowych za kilka lat wstecz.



Tysiące kontroli
Przedstawiciele branży szkoleniowej twierdzą, że działania oddziałów ZUS nie wyglądają na przypadkowe. Cel kontroli prowadzonych w różnych regionach kraju jest taki sam — urzędników ciekawią wyłącznie umowy o dzieło.
— Tak jest w województwach zachodniopomorskim, dolnośląskim, śląskim, mazowieckim i wydaje się, że te działania są ukierunkowane na podmioty szkoleniowe, które zawierają z trenerami umowy o dzieło — mówi Anna Kępka, wiceprezes Polskiej Izby Firm Szkoleniowych (PIFS).
To samo mówią członkowie Polskiego Stowarzyszenia na Rzecz Jakości w Nauczaniu Języków Obcych PASE. Jacek Członkowski, prezes stowarzyszenia, podkreśla, że takie kontrole nasiliły się w ostatnich miesiącach.
Skala zainteresowania „szkoleniowymi” umowami o dzieło przez ZUS jest trudna do oszacowania. Zakład takimi danymi nie dysponuje.
— ZUS nie prowadzi statystyki wyodrębniającej z zakresu kontroli podlegania ubezpieczeniom społecznym osób wykonujących powierzoną pracę na podstawie umów nazywanych umowami o dzieło. W trakcie kontroli sprawdzane jest, czy płatnik zgłosił osoby podlegające obowiązkowo ubezpieczeniom społecznym z różnych tytułów — informuje „PB” Radosław Milczarski z biura prasowego ZUS.
Wyjaśnia, że kontrolą są obejmowane podmioty ujęte w planie rocznym, w podziale na płatników zgłaszających do ubezpieczeń od 1 do 4 ubezpieczonych, od 5 do 20 i powyżej 21, prowadzących firmy m.in. w branży usługowej, handlowej oraz szkoleniowej. Jego zdaniem, w praktyce występują przypadki, w których wyniki kontroli świadczą o zawieraniu umów nazywanych umowami o dzieło.
— W branży szkoleniowej są już tysiące takich spraw. Fala ruszyła na przełomie lat 2008/2009. Początkowo, po złożeniu wyjaśnień przez kontrolowane podmioty, część postępowań umarzano, teraz w zasadzie każda umowa o dzieło „idzie pod nóż” — ocenia Jacek Pyssa, radca prawny, dyrektor Departamentu Prawnego w Instytucie Studiów Podatkowych (ISP), gdzie szukają pomocy właściciele kontrolowanych firm.
Czym jest dzieło
Kontrolowani twierdzą, że w większości wypadków ZUS uznaje, że badane umowy nie mają nic wspólnego z dziełem. Nie przyjmuje argumentów, że dotyczą autorskich szkoleń, wykładów i kursów. Według wyjaśnień biura prasowego Zakładu, w przypadku umów zawieranych w branży szkoleniowej nie występował np. zindywidualizowany rezultat.
— Mamy do czynienia z konfliktem dwóch rodzajów umów, często o bardzo podobnym przedmiocie świadczenia. Różni je przede wszystkim to, czy umowa zmierza do osiągnięcia ustalonego rezultatu, czy wymaga jedynie starannego działania. W pierwszym przypadku chodzi o dzieło, w drugim — o zlecenie, a dokładnie o świadczenie usług, do którego stosuje się przepisy o zleceniu — wyjaśnia przepisy kodeksu cywilnego Karol Grzybowski, prawnik w ISP. To tylko pozornie jednoznaczne kryterium klasyfikacyjne. Istotne są też dodatkowe okoliczności, np. element twórczy.
— Zasadniczo lektor czy wykładowca nie daje gwarancji, że kogoś czegoś nauczy. Ale sposób przekazywania wiedzy nie musi być sztampowy. Rynek wymaga dziś, aby lektorzy byli kreatywni, nie poprzestawali na realizacji programu z podręcznika. Znamy wielu wykładowców, którzy dostali zadanie stworzenia dla szkoły programu autorskiego, w tym również w sposób dynamiczny, czyli w toku prowadzonych zajęć, aby uwzględnić zainteresowania i potrzeby zgłaszane przez słuchaczy. I to jest ich dzieło. Można powiedzieć, że jest to program skrojony na miarę, a więc charakteryzuje go nie tylko twórczy, ale również zindywidualizowany charakter — podkreśla Karol Grzybowski.
Prawnicy ISP, na podstawie powierzonych im spraw, mówią, że ZUS z góry stwierdza, że takie umowy to fikcja.
— W praktyce odmienność zlecenia i dzieła tkwi w niuansach. Nawet prawnicyspierają się, jak je rozróżniać. ZUS nie dyskutuje, patrzy na nazwę umowy, nie na jej charakter — podkreśla Jacek Pyssa. Według niego, kontrolujący powinni przepytać obie strony umowy, bo zgodnie z prawem, aby przyjąć jej właściwy charakter, ważna jest ich rzeczywista wola, której nie da się zawsze wyczytać z literalnego brzmienia umowy. Zwłaszcza że często przedsiębiorcy sami nieświadomie wpędzają się w kłopoty, np. ściągając gotowe — i często błędne — wzory umów z internetu.
— Ponieważ rozumienie pojęcia dzieła nie jest łatwe, tym bardziej w państwie prawa należałoby to żmudnie zbadać, ale nie przed sądem po wydanej przez ZUS decyzji, ale przed jej wydaniem — mówi Jacek Pyssa.
Zmiana frontu
Kontrolowanych i prawników zaskakują obecne decyzje. Kwestionowane umowy przed laty bardzo rzadko budziły wątpliwości, nie były nawet przedmiotem specjalnego zainteresowania.
— ZUS nie miał zastrzeżeń do umów o dzieło. Teraz prezentuje inne podejście, a przecież prawo się nie zmieniło — podkreśla Jacek Członkowski.
Ze spraw prowadzonych przez pełnomocników z ISP wynika, że urzędnicy wracają obecnie do umów pozytywnie zweryfikowanych w latach 2004-05. Zapytaliśmy ZUS o zmianę stanowiska. Zakład nie odniósł się do tego, lecz przytacza wykładnię przepisów — np. że zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażania.
Ustalenia kontroli (niestety, nie podano, ilu i z jakiego okresu) oraz wydane na tej podstawie decyzje nie potwierdziły, że badane umowy spełniają te kryteria. ZUS podkreśla, że jego stanowisko potwierdza sądowe postępowanie odwoławcze. W jednym z wyroków sąd stwierdził: „co do zasady dziełem jest stworzenie czegoś lub przetworzenie do postaci, w jakiej nie istniało. W przypadku przeprowadzania cyklu szkoleń nie występuje żaden rezultat uwidoczniony w jakiekolwiek postaci materialnej i niematerialnej. Nie ma także podstaw do konstruowania ewentualnej odpowiedzialności za wady dzieła. Wykładowca nie może się zobowiązać do tego, że jego kursant zda egzamin kwalifikacyjny po ukończeniu szkolenia”.
— Idąc tym tokiem rozumowania, można by stwierdzić, że wykonanie utworu muzycznego czy recytacja wiersza przez artystę jest także umową starannego wykonania. Niedorzeczne, ale gdy rząd szuka wszelkich źródeł zasilenia budżetu, każda ewentualność jest możliwa — polemizuje Anna Kępka. Jacek Członkowski też stawia wniosek, że znaleziono nowe źródło finansowania kasy państwowej.
— To zły sygnał dla przedsiębiorców. Zmiana interpretacji prawa po latach rodzi niepewność co do jego stosowania wobec prowadzących działalność gospodarczą. Gdy łączy się z nakazami zapłaty obejmującymi minione okresy, staje się niebezpieczna. Niektóre firmy wpadną w tarapaty, staną się niewypłacalne. Może trzeba będzie brać kredyty i spłacać je z osobistego majątku — prognozuje prezes PASE.
Zaległości idą w miliony
W grę wchodzą różne kwoty, średnio od kilkudziesięciu tysięcy złotych do ponad stu tysięcy. Znamy przypadek szkoły, której właściciele zastanawiają się, skąd wziąć ponad milion złotych plus na odsetki, jeśli przegrają bój o swoje racje. Nie wszyscy odwołują się od ustaleń kontroli. Niektórych nie stać na spór, inni darują go sobie dla świętego spokoju.
— Boją się wykluczenia z rynku. Jeśli nie zapłacą składek, nie otrzymają zaświadczenia o niezaleganiu z należnościami wobec ZUS. Trzeba je przedstawiać np. w konkursach na dofinansowane z EFS projekty szkoleniowe oraz przetargach — mówi wiceprezes PIFS. Beata Filar, właścicielka szkoły języków obcych Language Centre w Toruniu, walczy o swoje racje do końca. Niedawno złożyła skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego. Uważa, że ma słuszność, bo jej lektorzy pracują nietuzinkowo.
— Żeby utrzymać się na rynku, musimy zaproponować słuchaczom coś innego, niż wynoszą ze szkół publicznych, przygotowujemy też projekty na specjalne zamówienia. Jestem z wykształcenia filologiem, w pracy dyplomowej na zakończenie studiów podyplomowych z zakresu nowatorskich form zajęć językowych zajmowałam się programami autorskimi. Wiem, na czym polega praca twórcza. ZUS tego nie widzi, nie widzą też sądy, które rozpatrywały moją sprawę. Ciekawe, że na każdym etapie sporu w odpowiedzi na moje odwołania spotykam bardzo różne rozumienie działalności szkoły — mówi Beata Filar.
W 2011 r. ZUS zarzucił, że jej lektorzy nie wykonują dzieła, bo — jak określono — nie wyznaczono pól eksploatacji i nie było zapisu o przeniesieniu praw autorskich. Wyjaśnienia niczego nie zmieniły, 28 umów zakwestionowano. W sierpniu ub.r. sąd okręgowy uznał, że ich przedmiotem jest nauczanie, bez odpowiedzialności za efekty, czyli za rezultat. Wyrok wydano wobec jednej z umów, postępowanie w pozostałych zawieszono. Wreszcie sąd apelacyjny orzekł, że chodzi o wykonywanie czynności edukacyjnych, a więc staranne działanie. Uzasadniał, że dzieło to utrwalony wytwór pracy człowieka, musi być ucieleśniony.
Niejednolita temida
Właścicielka toruńskiej szkoły nie zgadza się z merytoryczną interpretacją sądów. W złożonej skardze kasacyjnej przytacza przykłady z orzecznictwa w podobnych sprawach. Stanowiska są rozbieżne, ale nie brakuje poglądów, w tym Sądu Najwyższego, że przedmiotem umowy o dzieło może być przygotowanie i wygłoszenie cyklu specjalistycznych wykładów, oraz że o typie umowy powinna decydować wola stron. Większość spraw prowadzonych przez prawników ISP jeszcze się toczy na niższym szczeblu drogi sądowej. Zapadają różne wyroki, także korzystne dla płatników.
— To jest skomplikowane postępowanie. Wchodzimy w sferę czyjejś świadomości, co do zamierzonego celu, umowa o dzieło wskazuje na określoną wolę, a nie jest łatwo ją wyrazić, zwłaszcza jeśli nie jest się prawnikiem. Stąd w większości przypadków konieczne są żmudne postępowania dowodowe przed sądem — podkreśla Jacek Pyssa.
Skargi kasacyjne do SN od dwóch wyroków wrocławskiego Sądu Apelacyjnego złożył też niedawno prof. Jacek Patyk, radca prawny i pełnomocnik Wyższej Szkoły Bankowej (WSB) we Wrocławiu. Prowadzi on ponad 200 spraw o zakwestionowane przez ZUS umowy o dzieło nauczycieli akademickich tej szkoły oraz Wyższej Szkoły Zarządzania i Finansów, z którą uczelnia połączyła się jesienią 2012 r. Do Sądu Apelacyjnego na razie trafiło kilkanaście odwołań od wyroków sądu okręgowego, kilka oddalono. Cztery z sześciu procesów wygranych na rzecz WSB w sądzie okręgowym ma już wyroki prawomocne, ZUS nie składał od nich apelacji.
Apel do władz, ZUS, sędziów
Przedstawiciele branży szkoleniowej mówią, że rozumieją konieczność sprawdzania przez ZUS, czy płatnicy wywiązują się ze swoich obowiązków. W odpowiedzi na liczne kontrole i sposób ich rozstrzygania postanowili jednak głośno zaprotestować. Będą apelować do rządu, resortu pracy, ZUS i sędziów o prawidłową interpretację prawa cywilnego.
— Nie zgadzamy się na podważanie zasadności kontrolowanych umów bez ich dokładnego zbadania — mówi Anna Kępka, wyrażając opinię reprezentowanej przez nią izby oraz PASE. Obie organizacje będą działać wspólnie.
— Niech też władze powiedzą, kto odpowiada za to, że przez lata nie kwestionowano umów o dzieło na świadczenia edukacyjne, a teraz są one podważane — postuluje Beata Filar. Zastanawia się, czy jeśli to błąd urzędników, dlaczego przedsiębiorcy i wykładowcy mają odpowiadać za takie zaniedbania i straty na koncie ZUS? Jeśli nie, może należałoby zmienić kontrowersyjne przepisy.
ZUS informuje, że płatnikowi składek przysługują zastrzeżenia do ustaleń opisanych w protokole kontroli (art. 91 ust. 3 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych). Jeśli ich nie wniesie, ma obowiązek złożyć brakujące lub korygujące dokumenty zgłoszeniowe i rozliczeniowe (art. 50 ust. 2m). Gdy ich nie złoży, ZUS wszczyna postępowanie administracyjne w celu wydania decyzji, której podstawę stanowi protokół kontroli (art. 91 ust. 5). Po 30 dniach od daty wysłania zawiadomienia o wszczęciu postępowania administracyjnego, Zakład wydaje decyzję dotyczącą zgłoszenia do ubezpieczeń społecznych, od której przysługuje odwołanie do właściwego sądu w terminie i według zasad kodeksu postępowania cywilnego, tj. składa się je w ciągu miesiąca od daty otrzymania decyzji, za pośrednictwem właściwej jednostki ZUS. Po uprawomocnieniu się wyroku sądowego, jeżeli płatnik nadal nie składa dokumentów ubezpieczeniowych, Zakład może sporządzić z urzędu m.in. zgłoszenie do ubezpieczeń społecznych, imienne raporty miesięczne, deklaracje rozliczeniowe oraz dokumenty korygujące te dokumenty (art. 48b ust. 1). Zobowiązanie należy uregulować, z odsetkami za zwłokę po otrzymaniu ostatecznego wyroku sądu. W przypadku wydania przez Zakład decyzji ustalającej obowiązek podlegania ubezpieczeniom społecznym, podstawę wymiaru składek lub obowiązek opłacania składek na te ubezpieczenia, bieg terminu przedawnienia ulega zawieszeniu od dnia wszczęcia postępowania do dnia, w którym decyzja stała się prawomocna (art. 24 ust. 5f).