ZUS kredytuje składki firm

Grzegorz Nawacki
opublikowano: 2010-03-27 10:24

O rozłożenie płatności na raty nie będzie łatwiej, ale milej — obiecuje prezes ZUS

Prawie 13 tys. firm zawarło w 2009 r. układ z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych (ZUS), który pozwala na spłacanie zaległych składek w ratach. Do spłacenia mają 282,7 mln zł. Rok wcześniej zawarto 13,2 tys. układów o wartości 296,2 mln zł. Ponadto ZUS umorzył składki 8,7 tys. firmom o wartości 63,3 mln zł, a 148 firmom odroczył termin płacenia bieżących składek o wartości 46,4 mln zł. Dostać ulgę od ZUS nie jest łatwo.

— W pierwszym półroczu 2009 r. rozpatrzyliśmy 20 tys. wniosków o zawarcie układu. Pozytywnie zostało rozpatrzonych 7,3 tys. — mówi Mirosława Boryczka, członek zarządu ZUS.

Wszędzie inaczej

Firmy nie mają co liczyć na poluzowanie polityki przyznawania ulg.

— Układ to swego rodzaju kredytowanie firm i nie zmieniamy kryteriów przyznawania tej formy pomocy. Ale wprowadzamy nowe standardy. Chcemy, by wszyscy płatnicy byli traktowani tak samo, a zasady udzielania ulg były czytelne i zrozumiałe —mówi Zbigniew Derdziuk, prezes ZUS.

Taki standard to, cytując klasyka, oczywista oczywistość, ale do tej pory w ZUS bywało różnie.

— Kontrole wykazały nadmierną uznaniowość w zawieraniu układów. Albo nasi pracownicy zbyt chętnie przyznawali układy, albo z kolei firmy odbijały się jak od muru. Na dodatek nie było spójności i w przypadku firm w takiej samej sytuacji wydawano różne decyzje — przyznaje Zbigniew Derdziuk.

Od 1 kwietnia to się zmieni. ZUS wprowadza procedury i mechanizmy, które tę uznaniowość wyeliminują. Zasady przyznawania ulg będą jednoznaczne i czytelne dla firm.

Człowiek i system

Jednym z kluczowych elementów jest system oceny kondycji finansowej firmy, o zwarcie układu mogą się bowiem ubiegać jedynie firmy, które wpadły w tarapaty.

— Sprawdzamy firmę dokładnie. Jeśli terminowo reguluje zobowiązania wobec kontrahentów prywatnych to raczej nie ma większych szans na to, że zgodzimy się na układ — mówi Mirosława Boryczka.

Prezes twierdzi, że system jest bardzo podobny do tego, jakim posługują się banki przy ocenie zdolności kredytowej.

— Ale to tylko narzędzie, bo ostateczną decyzję podejmuje jedna osoba: kierownik inspektoratu czy oddziału — mówi Zbigniew Derdziuk.