Zużycie energii musi w Polsce mocno spaść

Inga Rosińska
03-12-2001, 00:00

Po wejściu do UE w Polsce wzrosną koszty transportu — uważa Francois Lamoureux, szef unijnej Dyrekcji Transportu i Energii. Najwyższy unijny urzędnik zajmujący się polityką transportową i energetyczną ostrzega, że potrzebne są drastyczne wysiłki, by ograniczyć wykorzystanie energii w Polsce.

„PB”: Jakie będą skutki ataku terrorystycznego na USA? Jak wygląda sytuacja z perspektywy szefa dyrekcji, zajmującej się energią i transportem Unii?

- Francois Lamoureux: Przede wszystkim panuje duże zaniepokojenie z powodu spadku liczby osób latających samolotami. Nie wiadomo, czy jest to zjawisko przejściowe. Potrzebne są nowe regulacje dotyczące bezpieczeństwa. Złożyliśmy już propozycje. Jednak w sprawie transportu KE mówi jasno: choć nie wiemy, czy spadek liczby podróżnych będzie stały, to nie jest powód, aby akceptować inne formy pomocy państwa dla linii lotniczych, oprócz pieniędzy na restrukturyzację.

Po 11 września mówił Pan, że bardzo niebezpieczne jest traktowanie krajów Bliskiego Wschodu jako jedynego źródła energii. Jeszcze przed atakami terrorystycznymi Romano Prodi, szef KE, lansował inicjatywę większego otwarcia na rynek rosyjski. W Polsce nadal wiele osób boi się energetycznego uzależnienia od Rosji. Unia nie ma takich obaw?

- Nigdy nie mieliśmy problemów. Rosja zawsze dostarczała gaz na uzgodnionych warunkach i była wiarygodna. Chcemy, żeby tak samo było po rozszerzeniu.

Zajmuje się Pan też polityką gospodarowania zasobami paliwowymi. Polska z trudem wynegocjowała okres przejściowy, pozwalający na dłuższe dochodzenie do unijnej normy dotyczącej rezerw. Unia dała Polsce czas do 2008 r. na zgromadzenie rezerwy paliwa, która wystarczy na 3 miesiące w przypadku kryzysu. Bruksela chce podnieść poprzeczkę aż do 5 miesięcy. To oznacza większe koszty dla budżetu i producentów paliw.

- Długość tego okresu nie jest najważniejsza, dlatego zaakceptowaliśmy wasz wniosek o okres przejściowy. Podstawowa sprawa to właściwe wykorzystywanie tych rezerw. Obowiązującą dotychczas doktryną było skoordynowane działanie w przypadku kryzysu. Proponujemy, aby zastanowić się nad wykorzystywaniem rezerw do celów antyspekulacyjnych. Być może już w przyszłym roku złożymy konkretną propozycję.

Polscy negocjatorzy są zadowoleni, że w rozdziale „energia” nie mieli problemu z elektrowniami atomowymi, jak np. Czesi. Czy Polska nie będzie musiała jednak zbudować elektrowni jądrowych?

- W tzw. Zielonej Księdze Energii zwróciliśmy uwagę europejskich polityków, że ze względu na równowagę energetyczną UE — jeżeli chcemy respektować nasze zobowiązania międzynarodowe, szczególnie z Kyoto — nie do uniknięcia jest refleksja nad wykorzystaniem energii jądrowej. Porównując konkurencyjność cen węgla produkowanego w UE i importowanego, Polska stanie przed trudnym wyborem, jakie inne źródło energii wybrać. W Polsce węgiel stanowi 64 proc. struktury energetycznej, w Unii zaledwie 16 proc. Ropa i gaz też nie mają świetlanej przyszłości. Za 10-20 lat nastąpi wyczerpywanie się złóż. Obecnie UE zależy w 50 proc. od importu surowców energetycznych. Jeżeli nic nie zrobimy, to za 20 lat po rozszerzeniu dojdziemy do poziomu 70 proc. To wyjątkowo drażliwy punkt dla Polski, ale uważamy, że potrzebne są drastyczne wysiłki w zarządzaniu popytem i ekonomicznym wykorzystaniem energii w Polsce. Poziom zużycia energii w Polsce jest niepokojąco wysoki. Także w przypadku paliwa w transporcie.

Tymczasem Polska wciąż jeszcze nie zakończyła rozmów na temat transportu. Jakie mamy trudności w tej dziedzinie?

- Korki — wszyscy znamy kolejki na granicy polsko-niemieckiej. Kolejna sprawa to brak infrastruktury kolejowej, która mogłaby odciążyć drogi. Należy zmobilizować w tym celu inwestorów prywatnych i państwowych. Mamy też problem okresów przejściowych. Prosicie o długi okres zakazujący wjazdu do Polski unijnym ciężarówkom, które mają nacisk przekraczający 11,5 t na oś. Trzynaście lat zakazu wjazdu na polskie drogi to zbyt dużo. Rozsądne jest pięć lat. Można sobie wyobrazić, że dla niektórych, mniej ważnych dróg, Unia zaakceptuje dłuższy okres, ale niech ktoś udowodni, że polskie drogi nie mogą znieść tego nacisku.

Unia też ma swoje prośby o okres przejściowy. Polskę czeka pięcioletni zakaz wykonywania kabotażu, czyli lokalnego transportu na terenie państw UE.

- Unia chce tego zakazu, bo istnieje problem różnicy kosztów socjalnych. Sama Wspólnota potrzebowała 40 lat, zanim otworzyła rynki na kabotaż. Pięć lat dla kandydatów to nie jest wygórowana propozycja. Chodzi o zawody z mało stabilnej dziedziny gospodarki. Można tu łatwo spodziewać się protestów społecznych.

KE napisała w Dokumencie Strategicznym z 13 listopada, że Unia musi być gotowa na przyjęcie nawet 10 krajów w 2004 r. Ten pomysł budzi strach w coraz większej liczbie polityków.

- Jeżeli rozszerzenie może pociągnąć za sobą inwestycje w krajach kandydujących, także w dziedzinie transportu i energii, to może być sposób, aby rozszerzenie okazało się udane. Najgorszą rzeczą byłoby przyjmowanie „na kredyt” z dużą liczbą okresów przejściowych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Inga Rosińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Surowce / Zużycie energii musi w Polsce mocno spaść