Zarząd PKP zgodził się z żądaniami związkowców. Plan regionalizacji przewozów pasażerskich zostanie zmieniony.
Na kolei znowu szumi. Kolejowa Komisja Trójstronna (przedstawiciele rządu, PKP i związków) ustaliła, że rządowy program restrukturyzacji PKP wymaga kolejnych poprawek. Do końca lipca wniosek w tej sprawie do ministra infrastruktury ma przedstawić zarząd PKP.
Związki górą
Na opóźnieniu przekształcenia spółki Przewozy Regionalne w podmioty z udziałem samorządów lokalnych najbardziej zależało związkom zawodowym. Nieuchronnie wiązałyby się z redukcją zatrudnienia. Ale do regionalizacji prędzej czy później dojść musi — choćby dlatego, że już od początku roku to samorządy, a nie budżet, płacą za przewozy. Dlaczego zarząd PKP ugiął się pod presją związkowców?
— Nie chodzi tylko o ich żądania. Program rządowy zakłada, że Przewozy Regionalne będą aportem wnosić majątek do spółek samorządowych w zamian za udziały. To jest niezgodne z prawem. Majątek spółki jest zabezpieczeniem dla roszczeń wierzycieli przewoźnika, którzy mogliby za jego wyprowadzanie zaskarżyć zarząd — wyjaśnia Janusz Lach, dyrektor finansowy PKP.
Program restrukturyzacji był przygotowywany dwa lata. Regionalizacja przewozów jest jednym z jego najważniejszych elementów. Pół roku po tym, jak ruszył, ktoś zorientował się, że nie może być realizowany w tej postaci.
— Nie zmieniamy samej idei regionalizacji. W trzech województwach projekty są już na tyle zaawansowane, że najpóźniej w połowie grudnia powinny ruszyć tam spółki przewozowe. Majątek nie będzie do nich wnoszony aportem, lecz dzierżawiony — mówi Janusz Dettlaff, szef Przewozów Regionalnych.
Kukułcze jajo
Andrzej Piłat, wiceminister infrastruktury, uznał, że do opracowania strategii rozwoju transportu kolejowego rząd w ciągu miesiąca musi powołać zespół ekspertów. Miałby się m.in. zająć podziałem przewozów międzywojewódzkich. Ale Janusz Dettlaff ostrzega, że jeśli rozstrzygnięcie nie zapadnie w ciągu kilku dni, może się okazać, że w grudniu wiele pociągów przestanie kursować. To kwestia procesu tworzenia rozkładu jazdy.
Zgodnie z obecnym rządowym programem, międzywojewódzkie połączenia powinna przejąć od Przewozów Regionalnych spółka PKP Intercity. Tymczasem rada nadzorcza Intercity, zupełnie nie licząc się z ważnym dokumentem rządowym, nie zgodziła się na przejęcie 314 połączeń, bo to groziło zaniżeniem wyniku spółki o 200 mln zł. Intercity chce tylko 81 najlepszych połączeń.
— A na to ja się nie zgodzę. Albo wszystkie zostają u nas, albo wszystkie oddajemy. Połowa z naszych przychodów z biletów to wpływy z tych połączeń. Oddanie najlepszych spowoduje, że obroty spadną, ale koszty prawie się nie zmniejszą — podkreśla prezes Dettlaff.