Dziś gorące walne w żerańskiej fabryce
Związki chcą rozliczenia ukraińskiego właściciela ze zobowiązań inwestycyjnych.
Czerwiec 2005 r. W obecności prezydentów Polski i Ukrainy zostaje podpisana umowa sprzedaży akcji Fabryki Samochodów Osobowych w Warszawie firmie Ukravto. Mija pięć lat. Sytuacja spółki jest podobna. Produkcja spada, zamówień jak na lekarstwo. Związki zawodowe znalazły winnego — Ukravto, ukraińskiego inwestora. Wczoraj wysłały na ręce premiera Donalda Tuska list z protestem.
"W związku z krytyczną sytuacją związaną z dalszym funkcjonowaniem FSO w Warszawie oraz spółek zależnych (...) zwracamy się do Pana o podjęcie działań, związanych z wnikliwym rozliczeniem realizacji zobowiązań zawartych w umowie z 30 czerwca 2005 r., a dotyczącej sprzedaży przez Skarb Państwa akcji FSO inwestorowi ukraińskiemu" — czytamy w liście wysłanym do Donalda Tuska
Zdaniem związkowców warszawskiej fabryki, nie zostały wykonane zobowiązania dotyczące wielkości produkcji w latach 2008 i 2009 oraz utrzymania minimalnego stanu zatrudnienia. Dziś — podczas obrad walnego zgromadzenia spółki — chcą też złożyć petycję na ręce przedstawicieli ukraińskiego inwestora.
Bez komentarza
— Chcemy m.in. dowiedzieć się, jakie ma plany wobec zakładu i czy nadal chce tu produkować samochody — mówi "PB" Franciszek Piotrowski, przewodniczący zakładowej Solidarności.
Osoby odpowiedzialne za wynegocjowaną w 2005 r. umowę nie są dziś rozmowne.
— Umowa miała na celu zapewnienie dalszego istnienia zakładu i kontynuowania produkcji — mówi enigmatycznie Dariusz Witkowski, wiceminister skarbu w rządzie Marka Belki.
Nie chce odnieść się do zobowiązań inwestycyjnych, dodając, że nie pamięta już szczegółów. W 2005 r., tuż po podpisaniu umowy z Ukravto, mówił, że inwestor deklarował produkcję 150 tys. aut rocznie. Do mediów docierały także informacje, że Ukraińcy mieli utrzymać zatrudnienie na poziomie 2,2 tys. osób (dziś na Żeraniu jest ich 1850).
Komentarza nie udzielił Janusz Woźniak, prezes FSO. Nie udało się uzyskać odpowiedzi resortu skarbu i kancelarii premiera.
Nie chcą cięć
To nie wszystkie problemy w FSO. Fiaskiem zakończyły się rozmowy związków z zarządem o pensjach.
— Nie zgadzamy się na dalszą, 20-procentową obniżkę. Jeśli do poniedziałku zarząd nie uwzględni naszego sprzeciwu, wejdziemy z pracodawcą w spór zbiorowy — mówi Marek Dyżakowski, szef związku zawodowego Inżynierów i Techników FSO.
Nie ukrywa, że konsekwencją odmawiania przez pracowników podpisywania nowych warunków pracy oraz płacy mogą być zwolnienia grupowe.