Zwrot akcji nie jest wykluczony

Kamil ZatońskiKamil Zatoński
opublikowano: 2020-07-09 22:00

Relacja zysku do ryzyka na rynkach akcji jest wyjątkowo niekorzystna, ale sytuację może zmienić decyzja Fedu

Peter Garnry, dyrektor ds. strategii rynków akcji w Saxo Banku, nie ma wątpliwości, że wyceny powróciły do poziomów, na których relacja zysku do ryzyka nie jest atrakcyjna w kontekście historycznym.

— Historia pokazuje, że przy obecnych poziomach wycen istnieje 33-procentowe prawdopodobieństwo, że inwestujący w akcje w ciągu najbliższych 10 lat uzyskają ujemną realną stopę zwrotu — uważa specjalista.

Nie wyklucza jednak, że wyceny mogą jeszcze wzrosnąć, a w przypadku ewentualnego wdrożenia przez Fed kontroli krzywej dochodowości może nastąpić prawdziwy zwrot akcji.

— Kontrola krzywej dochodowości okazała się bardzo korzystna dla akcji amerykańskich w latach 1942-1951, natomiast niekorzystna dla akcji japońskich w okresie od września 2016 r. Główna różnica pomiędzy tymi okresami polega na tym, że Stany Zjednoczone miały wówczas duży deficyt fiskalny, natomiast rząd Japonii de facto zaostrzył impuls fiskalny. Jeżeli kontrola krzywej dochodowości wiąże się z dużym deficytem fiskalnym, może być bardzo korzystna dla akcji, w szczególności akcji spółek z rynków wschodzących, które są zależne od słabego dolara i dobrych warunków finansowych — dodaje Peter Garnry.

Jak wyjaśnia, kontrola krzywej dochodowości może stanowić rozwiązanie problemu wysokiego nominalnego wzrostu i wysokiej inflacji — dzięki delewarowaniu relacji długu publicznego do PKB — ale może mieć również katastrofalne skutki w sytuacji, gdy stopy procentowe są na bardzo niskim poziomie.

— Opublikowane w 2018 r. badanie BIS wykazało, że od początku lat 90. odsetek światowych spółek notowanych na giełdzie, które przeszły w stan „zombie”, dramatycznie wzrósł, w szczególności po światowym kryzysie finansowym. Wydaje się, że ceną niskich stóp, które zmniejszają presję finansową na przedsiębiorstwa, jest nieproduktywne użytkowanie kapitału i powszechna błędna alokacja kapitału i siły roboczej. Nie jest to dobra recepta na przyszłość — uważa specjalista Saxo Banku.

Jego zdaniem inwestorzy powinni zacząć mocniej inwestować w akcje spółek europejskich — pomimo ryzyka politycznego w UE.

— W ubiegłym roku przewaga akcji amerykańskich nad europejskimi wzrosła do rekordowego poziomu w ujęciu historycznym. Od 2007 r. akcje spółek europejskich straciły względem akcji spółek amerykańskich mniej więcej pięć odchyleń standardowych w ujęciu względnym. Spowodowane to było mocnym dolarem, wyższymi wycenami akcji amerykańskich niż akcji europejskich, wyższym wzrostem zysków w Stanach Zjednoczonych w połączeniu z szeroko zakrojonymi programami odkupu akcji oraz przesunięciem tektonicznym kapitalizacji rynkowej w kierunku spółek technologicznych, czyli obszaru, w którymEuropa pozostaje w tyle — mówi Peter Garnry.

Na podstawie dwunastomiesięcznego mnożnika kroczącego EV/EBITDA akcje spółek amerykańskich wyceniane są o 65 proc. wyżej niż akcje spółek europejskich. Tak olbrzymia różnica w wycenach wymaga jego zdaniem idealnej ścieżki zysków w Stanach Zjednoczonych.

— Świat potrzebuje słabszego dolara, a Fed z czasem go zapewni. Będzie to z korzyścią dla akcji europejskich. Ponadto spółki europejskie są w lepszej pozycji w kontekście transformacji ekologicznej i nacisku na robotykę w sektorze opieki zdrowotnej. Mimo iż Europa pozostała w tyle w obszarze IT, widać sygnały, że wreszcie zaczyna się rozpędzać — podsumowuje specjalista Saxo Banku.