Zwrot akcji w greckiej tragedii

Maciej Zbiejcik, AS
29-04-2010, 00:00

Politycy i bankierzy usiedli wreszcie do konkretnych rozmów o pomocy dla Grecji. Rynki odrobiły część strat.

We wtorek wieczorem sytuacja na giełdach była dramatyczna. Wczoraj wydawało się, że zostanie opanowana

Politycy i bankierzy usiedli wreszcie do konkretnych rozmów o pomocy dla Grecji. Rynki odrobiły część strat.

Wielkie emocje przeżywają inwestorzy. We wtorek późnym popołudniem na giełdach świata doszło do lawinowej wyprzedaży (SP 500 stracił 2,34 proc, NASDAQ 2,04 proc., a CAC 3,8 proc.). W pierwszych godzinach środowej sesji sytuacja nadal wyglądała bardzo źle. Grecką tragedię przeżywała giełda portugalska, pikując ponad 6 proc.

Inwestorzy doszli do siebie pod koniec sesji, a indeksy zaczęły odrabiać straty. Grecja i Portugalia, które zafundowały inwestorom gorący koniec miesiąca, zaczęły wychodzić na plus.

Odsiecz z Niemiec

Rynek uspokoiła informacja, że na godzinę 16.45 zaplanowano konferencję Angeli Merkel, niemieckiej kanclerz, po spotkaniu z Dominique Strauss-Kahnem, szefem Międzynarodowego Funduszu Walutowego, poświęconym Grecji. Szef MFW oświadczył, że pomoc dla Grecji to 120 mld euro przez trzy lata. Do Berlina na rozmowy o Grecji udał się także Jean Claude-Trichet, szef Europejskiego Banku Centralnego.

Politycy i szefowie najważniejszych instytucji finansowych świata przestraszyli się spadków na rynkach i znacząco przyspieszyli rozmowy o Grecji. Dzień wcześniej agencja ratingowa Standard Poor's obniżyła ratingi dla gospodarek Portugalii (o dwa poziomy) i Grecji (o trzy poziomy) do statusu śmieciowego. Znacząco pogorszyła się sytuacja na greckim rynku długu. Rentowność 10-letnich obligacji Grecji przekroczyła 13 proc. To ogromny koszt dla tego kraju. W Polsce dużo taniej można otrzymać kredyt konsumencki bez zabezpieczenia.

— To, co dzieje się na greckim rynku długu, powinno zmusić władze UE do szybkiego działania, by ustabilizować sytuację. Dlatego korekta może być krótka i nie powinna przekraczać 10 proc. Osobiście nie zdziwiłbym się, gdyby zakończyła się nawet jutro — mówi Marcin Kiepas, analityk XTB.

Mimo pewnego uspokojenia emocji w ostatnich godzinach wczorajszego handlu blilans ostatnich dwóch sesji dla WIG oraz WIG20 to odpowiednio -2,9 i -3,5 proc.

Zwolennicy płaskiej korekty dzięki globalnemu zamieszaniu próbują doszukać się pozytywów dla naszego rynku.

— Mamy korektę, ale nie spodziewam się, byśmy pikowali zbyt mocno. Paradoksalnie możemy zyskać na kłopotach innych rynków. Kapitał z zagrożonych rynków, takich jak Grecja czy Portugalia, może zainteresować się Polską — ocenia Bogusław Taźbirek, szef działu analiz NOBLE Securities.

Marcin Materna, szef działu analiz z Millennium DM, również obstawia niewielkie spadki i widzi silną barierę dla WIG20 przy 2400 pkt. Roland Paszkiewicz, dyrektor biura analiz CDM Pekao, też nie obawia się dramatycznych spadków.

— Obstawiam trend boczny w szerokim przedziale 2350- -2650 pkt — mówi Roland Paszkiewicz.

Nic pewnego

Ostatnie dni pokazały jednak, że rynek w błyskawicznym tempie potrafi przejść od euforii do paniki. Jeszcze w poniedziałek WIG20 zyskał 2,5 proc. W kolejnych dwóch dniach indeksy notowały spore spadki.

— Na razie sytuacja nie wygląda ciekawie. Po tym, co zdarzyło się we wtorek oraz środę, nie mamy dużych szans na powrót na szczyty. Teraz kluczowa wydaje się obrona przez WIG20 2450-2500 pkt. W najbliższych dniach rządzić będą emocje — uważa Maciej Bobrowski, dyrektor działu analiz BDM.

Czarne scenariusze przewidują, że WIG20 może stracić nawet 20 i więcej procent.

— Mamy do czynienia z dużym niepokojem w krajach Eurolandu. To powinno stopować popyt na rynkach i może być dobrym pretekstem do mocniejszej korekty. Nie zdziwiłbym się, jeśli korekta zniosłaby WIG20 poniżej 2000 pkt i potrwałaby kilka tygodni — podkreśla Mirosław Saj, analityk DnB Nord.

W ocenie Mirosława Saja, jeśli wszystko skończyłoby się tylko kilkuprocentową korektą, oznaczałoby to, że rynek jest mocny i indeksy stać na bicie kolejnych rekordów.

Politycy nie rozumieli powagi sytuacji

Piotr Kuczyński

Agencja ratingowa Standard Poor's obniżyła ratingi dla gospodarek Portugalii (o dwa poziomy) i Grecji (o trzy poziomy) do statusu śmieciowego. Perspektywa ratingu Grecji również została określona jako negatywna. Grecja jest pierwszym krajem ze strefy euro, którego dług utracił rating inwestycyjny. Amerykanie przez wiele miesięcy lekceważyli grecki problem, słusznie zakładając, że UE i MFW muszą Grecji pomóc.

Mieli rację, ale nie przewidzieli tego, że Unia jest taka nieruchawa, a kanclerz Angela Merkel, mająca w perspektywie 9 maja wybory regionalne, próbowała zdobywać głosy wyborców dla swojej partii, wyrażając sceptycyzm i mnożąc warunki, pod którymi Grecja może dostać pomoc. Gdyby tę pomoc otrzymała dwa miesiące temu, problem zostałby zduszony w zarodku (na pewien czas, rzecz jasna). Teraz mamy już nie tylko problem Grecji. Jest problem wiarygodności strefy euro. Owszem, Grecja i Portugalia to maleńkie gospodarki, ale za chwilę panika może sięgnąć Hiszpanii i Włoch, a wtedy cała strefa po prostu się zawali.

Zakładam, że jest jeszcze czas, by szybkim działaniem nie dopuścić do realizacji takiego scenariusza, ale jeśli politycy nadal będą dzielili włos na czworo, to niedługo rozpoczniemy drugą fazę kryzysu. Widzę, że europejscy politycy kompletnie nie rozumieli powagi sytuacji , przynajmniej i mówili coś o okolicach 10 maja, kiedy to mieliby pomóc Grecji. Skoro politycy nie rozumieją, że tylko szybkie reakcje uchronią rynki przed reakcją łańcuchową, to sytuacja naprawdę jest poważna. Rozpoczęcie drugiej fazy kryzysu nie jest wykluczone. Każdy inwestor giełdowy wie, że opanowanie paniki na rynku finansowym jest bardzo trudne. Lekarstwo jest tylko jedno: nie tworzyć sytuacji, które do paniki mogą doprowadzić. Czy tak trudno to zrozumieć?

Amerykański rynek akcji od dawna był już i tak gotowy do rozpoczęcia realizacji zysków. Być może nie zareagowałby gwałtownie na informacje o Grecji i Portugalii, bo rzadko na takie informacje reaguje. Jednak w końcu gracze musieli zrozumieć, że potężne umocnienie  dolara obniża konkurencyjność gospodarki USA. Poza tym tracące na wartości surowce obniżały

ceny w sektorze surowcowym.

W tej sytuacji nie ma się co dziwić, że indeksy we wtorek mocno spadły. Byki dwa razy

próbowały kontrataku, ale tym

razem kupowanie na spadkach

nie dało dobrych wyników.

To jest poważne ostrzeżenie, bo do wtorku ta taktyka zawsze dawała zyski. Indeksy spadły po dwa procent i to prawdopodobnie rozpoczyna okres dłuższej korekty.

Redukcja zleceń 30 proc.,

wyższa cena dla instytucji?

Gigantyczny popyt na akcje PZU. W ofercie może wziąć udział 300 tys. drobnych inwestorów.

Takiego szaleństwa zakupów w ofercie publicznej, jakie ma miejsce w przypadku PZU, jeszcze nie było. Chyba że ktoś pamięta ofertę Banku Śląskiego z 1994 r., w której wzięło udział ponad 800 tysięcy Polaków.

"Zainteresowanie instytucji akcjami PZU i polskim rynkiem jest gigantyczne. Nie pamiętam, by w przypadku innej spółki w takim tempie budowano księgę popytu" — mówił wczoraj minister skarbu Aleksander Grad studentom Szkoły Głównej Handlowej.

"Jestem przekonany, że oferta PZU będzie sukcesem —dodał Grad, który zachęcał młodych ludzi, ich rodziców do zakupu akcji państwowego giganta (w poniedziałek podobnie wypowiadał się na lubelskim Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej).

Popyt wśród instytucji wzmaga zapewne to, że PZU bardzo szybko wejdzie w skład WIG20.

"Jest więcej niż pewne, że PZU znajdzie się w WIG20 w wyniku nadzwyczajnej korekty indeksów kilka dni po debiucie na giełdzie" — zapowiedział Ludwik Sobolewski, szef GPW.

Możliwe więc, że instytucje zapłacą za akcje ubezpieczyciela wyższą cenę niż drobni inwestorzy (312,5 zł).

Szturm po akcje

Wczoraj gorąco było też w biurach maklerskich, które przyjmowały zapisy na akcje ubezpieczyciela od drobnych inwestorów. Kolejki wydłużały się z godziny na godzinę. Było nerwowo, bo systemy informatyczne niektórych brokerów nie wytrzymywały obciążenia. Pierwotnie przyjmowanie zleceń miało trwać wczoraj do godz. 16. Zapisy jednak wydłużono do północy dla zleceń internetowych i do godz. 20 — składanych bezpośrednio w biurach maklerskich. Wszystko przez kolejki. Z tego samego powodu resort skarbu zdecydował wczoraj o sprzedaży dodatkowych 5 proc. akcji PZU. Transza inwestorów indywidualnych obejmie więc ponad 7,7 mln akcji, czyli prawie jedną trzecią wszystkich papierów sprzedawanych w ofercie (pozostałe akcje zaoferowano krajowym i zagranicznym instytucjom).

Będzie redukcja

Wśród maklerów i analityków coraz częściej słychać głosy, że na akcje PZU zapisze się ponad 300 tys. Polaków.

— Rodzinna mobilizacja zastąpiła popularne w poprzednich dużych ofertach kredyty. Dlatego też redukcja zapisów może być wyższa niż przypuszczano — przewiduje Bogusław Taźbirek, szef działu analiz Noble Securities.

Jeśli rzeczywiście tak się stanie, to drobni inwestorzy powinni się jednak liczyć ze sporą redukcją zapisów.

— Na rynku mówi się, że zapisy mogą zostać zredukowane o 30 proc. Taki poziom wydaje się realny — ocenia Marcin Kiepas, analityk XTB.

Podobnie wypowiadają się inni eksperci.

— Zapisy osób składających zlecenia na maksymalną liczbę akcji (30 sztuk) mogą być okrojone maksymalnie o 25 proc. — prognozuje Marcin Materna, dyrektor działu analiz Millennium DM.

20-procentową redukcję przewiduje natomiast Mirosław Saj, analityk DnB Nord.

Podsumowując, tzw. limit bez redukcji może zostać obniżony z 30 akcji PZU do nawet 20 papierów.

A ile można zarobić? Według pytanych analityków całkiem sporo (patrz — ramka). Warto zauważyć, że jeszcze miesiąc temu za akcje pracownicze płacono nawet po 370- -380 zł za sztukę.

Minister o Tauronie i chemii

Aleksander Grad, minister skarbu, dodał że resort nie zdecydował jeszcze, ile procent akcji spółki energetycznej Tauron sprzeda w ofercie publicznej. "Dla nas będzie ważne, jak wypadnie oferta PZU. Te doświadczenia przeniesiemy na prywatyzację Tauronu i zdecydujemy o wielkości sprzedawanych akcji" — podkreślił.

MSP zakłada, że skarb państwa utrzyma kontrolę korporacyjną nad Tauronem. Spółka ma zadebitować na GPW do połowy tego roku. Skarb państwa ma 87,8 proc. akcji Tauronu, pozostałe należą do drobnych akcjonariuszy, głównie pracowników. Zysk netto grupy Tauron wyniósł w 2009 r. 898,7 mln zł przy przychodach 13,6 mld zł. W maju resort skarbu ma wysłać zaproszenia do inwestorów w sprawie prywatyzacji ZA Puławy oraz ZCh Police. Prywatyzacja ma być prowadzona oddzielnie.

Akcje PZU

dadzą

zarobić nawet

25 proc.

Marcin Kiepas

analityk XTB

Niezależnie od sytuacji

na rynku akcje PZU

powinny dać zarobić

na debiucie. Przebitka

może oscylować między

10 a 20 proc.

Mirosław Saj

analityk DnB Nord

Nie wydaje mi się, by dodatni

debiut był zagrożony.

Może się tak zdarzyć, że

inwestorzy indywidualni

dostaną spore dyskonto.

Piotr Kuczyński

główny analityk Xeliona

Gdyby na debiucie PZU

panowała podobna

sytuacja na rynkach do obecnej,

to przebitka mogłaby wynieść

10-15 proc. Natomiast przy

kontynuacji trendu

wzrostowego liczyłbym na 20-

-25-procentowy wzrost kursu.

Bogusław Taźbirek

szef działu analiz Noble Securities:

Mimo zawirowań

na rynku, spodziewam się

udanego debiutu.

Marcin Materna

dyrektor działu analiz Millennium DM

Perturbacje na globalnym

rynku mogą mieć wpływ

na notowania PZU. Mimo to

obstawiam dobry debiut.

Cena z dnia debiutu może

jednak okazać się najwyższa,

przynajmniej w pierwszym

okresie handlu akcjami

ubezpieczyciela.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Maciej Zbiejcik, AS

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Podziękowanie za rejestrację / Zwrot akcji w greckiej tragedii