Najgorszy w historii — tak zgodnie oceniają 2008 r. przedstawiciele funduszy inwestycyjnych. I nie ma się co dziwić. W październiku 2007 r. osiągnęli szczyt: zarządzali 144 mld zł, a liczba klientów przekroczyła 3 mln. Dziś zostało po tym tylko wspomnienie. Rozczarowani wynikami klienci umarzali jednostki — w sumie wypłacili o 28,9 mld zł więcej niż do nich wpłacili, a aktywa, według wyliczeń Analiz Online, stopniały do 73,7 mld zł.
— Reakcja klientów była gorsza niż można było oczekiwać. Masowy odwrót od funduszy to skutek spadków na giełdzie i bardzo wysokiego oprocentowania lokat — mówi Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI.
Grudzień był drugim miesiącem z rzędu, gdy saldo wpłat i umorzeń było na plusie i wyniosło około 1,9 mld zł. Nie jest to jednak skutek powrotu klientów, lecz kontynuacji wewnętrznych porządków w grupie Commercial Union (CU), która przenosi aktywa firmy ubezpieczeniowej do funduszy. Tym razem było to 2,9 mld zł. Oczyszczone saldo to około 1 mld zł na minusie.
— Abstrahując od działań w ramach grupy, tempo odpływów wyhamowało. Grudzień był najlepszym miesiącem w tym roku. Zdarzały się dni, gdy saldo wpłat było na plusie. To jaskółka poprawy nastrojów wśród klientów — mówi Marek Przybylski, prezes Commercial Union TFI.
Najwięcej pieniędzy klienci wycofali z funduszy zrównoważonych (ponad 13 mld zł) i stabilnego wzrostu (10,5 mld zł). Powód? Najbardziej zawiodły klientów — ze względu na spory udział akcji w portfelu przyniosły średnio kilkadziesiąt procent straty. Stabilnego wzrostu ani nie były stabilne, ani nie rosły, lecz traciły i to kilkanaście procent. Niektórzy eksperci prognozują, że to zmiana na trwałe.
— Fundusze zrównoważone czy stabilnego wzrostu są dobre dla sprzedawcy, ale nie klientów. Mam nadzieję, że gdy klienci wrócą do funduszy, będą wybierali akcyjne lub obligacji — mówi Tomasz Publicewicz, analityk Analiz Online.
Więcej w piątkowym Pulsie Biznesu.