Życie z niewiadomą

Dawid Tokarz
opublikowano: 2004-11-19 00:00

Kilka dni temu zawarto umowę, dzięki której dziennik „Życie” ma zyskać szansę na nowe życie. Czy tym razem się uda?

10 listopada giełdowa spółka Fon wysłała w świat komunikat: poinformowała o podpisaniu umowy z AIB Investments LLC z Waszyngtonu. Zgodnie z postanowieniami dokumentu, amerykańska firma do końca lutego powinna sprzedać Fonowi swą spółkę Życie Publishing — w zamian obejmując akcje nowej emisji giełdowej firmy.

O stronach tej transakcji wiadomo niewiele. Życie Publishing to nowa, właśnie rejestrowana spółka. Nie wiadomo, czym dokładnie ma się zajmować. Jej nazwa sugeruje jednak, że będzie mieć związek z wydawaniem dziennika „Życie”. Tym bardziej że właścicielem obecnego wydawcy pisma jest spółka AIB Investments — choć nie z Waszyngtonu, lecz Londynu.

Więcej wiadomo o spółce Fon. To część większej grupy kapitałowej, należącej do znanego częstochowskiego inwestora giełdowego, Edmunda Mzyka. Poza Fonem kontroluje on działający w branży drzewnej Paged (jest prezesem tej spółki) i holding Al-Pras (w jego skład wchodzi m.in. Yawal, producent aluminiowych profili dla budownictwa).

Samemu — lepiej

Inwestycje Edmunda Mzyka budzą czasem kontrowersje. W 2000 r. kontrolowana przez rodzinę Mzyków częstochowska spółka Yawal w nieoczekiwany sposób przejęła kontrolę nad Pagedem, dawną centralą handlu zagranicznego, zajmującą się m.in. handlem drewnem. Media rozpisywały się o tajemniczych okolicznościach, w jakich plany Yawalu poparły kontrolowane przez skarb państwa Lasy Państwowe.

Już rok później Edmund Mzyk chciał doprowadzić do połączenia Pagedu z Yawalem. Zamiar ten wzbudził zastrzeżenia. Obu firm, poza właścicielem, nic właściwie nie łączyło. Mniejszościowi akcjonariusze Pagedu uważali, że planowana fuzja będzie korzystna tylko dla jednej strony transakcji: Yawalu. To tam zarząd, wyznaczony przez Edmunda Mzyka, miał przelewać zyski z Pagedu.

— Ze sprzedaży aktywów w Pagedzie uzyskano ponad 12 mln zł. Deklarowano, że środki te posłużą oddłużeniu spółki. W rzeczywistości doszło jednak do transferów gotówki do grupy Yawal. W tym samym czasie Paged był zmuszony do korzystania z wysoko oprocentowanych kredytów bankowych — wspomina Jarosław Augustynowicz ze Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych (SII).

Mniejszościowi akcjonariusze nie chcieli zgodzić się na scalenie firm. Wspólnie z Lasami Państwowymi, które zmieniły front i przestały współdziałać z Edmundem Mzykiem, złożyli w sądzie pozew o unieważnienie uchwały o fuzji obu spółek. Zawiadomili też Komisję Papierów Wartościowych i Giełd. Ta wstrzymała emisję połączeniową do czasu wyjaśnienia wątpliwości przed sądem. I wtedy częstochowski biznesmen się wycofał — spółki do dziś działają samodzielnie.

To wyszło Pagedowi na dobre. Pod wodzą Edmunda Mzyka przez ostatnie półtora roku przeobraził się z niemal pewnego bankruta w jedną z najbardziej dynamicznych spółek na giełdzie. W ramach restrukturyzacji sprzedano „działalność tartaczną”, koncentrując się na produkcji i sprzedaży w segmencie meblowym i sklejkowym — m.in. to pozwoliło na redukcję zadłużenia i odzyskanie rentowności. Efekt? Wartość akcji Pagedu przez rok wzrosła o niemal 800 proc., spółka pozyskała też inwestora finansowego TFI Skarbiec.

Sieć

To nie zmieniło jednak znacząco nastawienia inwestorów giełdowych do częstochowskiego biznesmena.

— Nasze doświadczenia wskazują, że nie tylko nie respektuje praw mniejszościowych akcjonariuszy, ale po prostu je narusza. Zalecałbym daleko posuniętą ostrożność przy inwestowaniu w akcje spółek, kontrolowanych przez pana Mzyka. — przestrzega Jarosław Augustynowicz z SII.

I nie jest w tej opinii — nieufności czy rezerwie — odosobniony. Świadczą o tym wydarzenia z września 2004 r. Kontrolowana przez Edmunda Mzyka spółka Fon chciała uzyskać na giełdzie 40 mln zł. Bez skutku. Nowi inwestorzy zdecydowali się na objęcie akcji za... 14 tys. zł!

Największym majątkiem Fonu są większościowe udziały w spółce Y-Radio, właścicielu pięciu lokalnych stacji radiowych: Radia BRW z Wałbrzycha, Radia Fon z Częstochowy, Radia ABC ze Szczecina, Radia BAB z Łomży i Radia Jazz (nadaje w Warszawie i Krakowie). Fon chce przyłączyć do grupy i inne lokalne stacje. Trwają rozmowy, które — w zamierzeniach Edmunda Mzyka — mają doprowadzić do powstania sieci co najmniej 10 lokalnych rozgłośni, nadających jednolity program. Właściciele dołączanych do grupy rozgłośni — w zamian za oddanie ich pod kuratelę Fonu — objęliby akcje tej spółki. Dokładnie tak jak AIB Investments — w zamian za Życie Publishing.

Czy „Życie” trafi do grupy Fon i zacznie nowe życie? Przedstawiciele AIB milczą. Edmund Mzyk też przez dwa dni nie znalazł czasu na rozmowę z nami.

Posunięcia

Poprzednie życie „Życia” zaczęło się 15 września 2003 r. Wtedy to syndyk poprzedniego wydawcy dziennika, Domu Wydawniczego Wolne Słowo (DWWS), sprzedał to przedsiębiorstwo — wraz z prawami do tytułu „Życie” oraz „Prawo i Gospodarka” — za 750 tys. zł londyńskiej spółce AIB Investments. Miesiąc później — z kapitałem 50 tys. zł — powstała spółka Dom Wydawniczy Życie (DWŻ), nowy wydawca dziennika. Wszystkie udziały DWŻ znalazły się w rękach AIB Investments.

Od początku niewiele było o niej wiadomo. AIB ujawniło jedynie, że właścicielem spółki jest Allen Herbert Parrish, „niezależny brytyjski inwestor, zainteresowany mediami”, a jej działalność kredytuje Barclays Bank. Do momentu ponownego uruchomienia pisma (w styczniu 2004 r.) Anglicy zainwestowali w projekt 3 mln EUR (zapewniając, że to jedynie część pieniędzy, jakie mają do dyspozycji), z czego 5 mln zł pochłonęła kampania reklamowa.

Zamierzenia były ambitne: w ciągu roku dziennik — ze starym-nowym naczelnym Tomaszem Wołkiem — osiągnąć miał sprzedaż 100 tys. egz. Zamiast tego pojawiły się problemy. Już w kwietniu 2004 r. niektórym dziennikarzom skończył się czas wypowiedzenia, a nie dostali nowych kontraktów. Sytuacja szybko, bo w maju 2004 r., się uspokoiła. Przedstawiciel AIB Nicolas Robinson poinformował lakonicznie, że brytyjska firma „odsprzedała 80 proc. udziałów w gazecie amerykańskiej spółce, inwestującej w różne dziedziny biznesu”. O tym inwestorze wiadomo jedynie, że związany z nim jest Christopher Jasiak, który wcześniej pracował jako dyrektor finansowy Dell Computer Polska oraz wiceprezes i partner w spółce MCI, inwestującej w sektor IT.

Lepiej, ale...

Zmiany własnościowe nie zmieniły tendencji „zwijania się” gazety. Już w maju drukowana była w nakładzie 60 tys. egzemplarzy (a nie, jak na początku, 150 tys.), z czego sprzedawało się 20 tys. Nic dziwnego, że reklamodawcy omijali „Życie” szerokim łukiem. Według danych Expert Monitora od stycznia do października dziennik zarobił na reklamach zaledwie 1,1 mln zł.

Wydawca podjął próbę ratowania tytułu. Od 15 października „Życie” zmieniło layout, czemu towarzyszyła kampania reklamowa (pochłonęła kilka milionów złotych).

— Są już efekty tych działań. Sprzedaż gazety wzrosła o 20-40 proc., a numer z 11 listopada z płytą okolicznościową znalazł jeszcze więcej nabywców (według naszych informacji — blisko 50 tys. — przyp. aut.). To znak, że gazeta ma spory potencjał — twierdzi Marcin Donimirski, od czerwca nowy prezes Domu Wydawniczego Życie, wcześniej szef biura reklamy „Pulsu Biznesu”.

Nie chce on jeszcze ujawniać konkretnych danych aktualnej i planowanej na 2005 r. sprzedaży dziennika. Wkrótce łatwiej będzie do nich dotrzeć. Prezes DWŻ zapewnia, że w ciągu kilku tygodni tytuł zostanie zgłoszony do Związku Kontroli Dystrybucji Prasy i Polskich Badań Czytelnictwa.

— Reklamodawcy muszą wiedzieć, kto czyta gazetę i w ilu egzemplarzach się ona sprzedaje. Chcemy pokazać, że czytelnicy „Życia” są atrakcyjni, a jego sprzedaż — rośnie — wyjaśnia Marcin Donimirski.

— To, co sprzedaje dziennik na rynku reklamy, to jego czytelnicy. Trzeba wiedzieć, ilu ich jest i kim są. Koncepcja jest więc słuszna. Pojawia się jednak pytanie: czy projekt, któremu już kilka razy rynek powiedział zdecydowane „nie”, teraz może „zaskoczyć”? Moim zdaniem raczej nie — twierdzi Jakub Bierzyński, dyrektor zarządzający domu mediowego OMD Poland.

Trudna przeszłość

Obecne problemy „Życia” rzeczywiście nie są wyjątkowe w jego historii. Tak zwane Życie z kropką wystartowało na jesieni 1996 r. Gazetę założył Tomasz Wołek i grupa dziennikarzy, którzy wraz z nim opuścili „Życie Warszawy” — po tym, jak pismo to przejął znany biznesmen Zbigniew Jakubas. Mimo różnych kolei losu wpływy z reklam i sprzedaż gazety systematycznie spadały. W grudniu 2000 r. będącą w dużym kryzysie gazetą zainteresowała się nowo powstała grupa medialna 4Media (dawniej Chemiskór). Ustanowione przez tę spółkę władze we wrześniu 2001 r. zmieniły wygląd i zawartość dziennika, przy okazji wydając na promocję niemal 8 mln zł.

Plany 4Media wyglądały naprawdę wspaniale: rosnąca sprzedaż miała zapewniać coraz większe wpływy reklamowe. Nic z tego nie wyszło... Wydawca „Życia” — Dom Wydawniczy Wolne Słowo, przestał wypłacać pensje pracownikom (w lipcu 2004 r. prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko byłym szefom DWWS, zarzucając im „uporczywe naruszanie praw pracowniczych” — grozi im do 2 lat więzienia). Dziennikarze, pozbawieni dostępu do telefonów i serwisów agencyjnych, zastrajkowali i odmówili pracy.

W grudniu 2002 r. wydawanie dziennika zawieszono. 24 stycznia 2003 r. sąd ogłosił upadłość DWWS, a wyznaczony przez niego syndyk zaczął szukać inwestora.

Co dalej?

Została nim tajemnicza spółka AIB. Z jej dokumentów rejestrowych, złożonych w Londynie, wynika jedynie, że powstała w lipcu 2003 r., a działalność, jaką prowadzi, to „posiadanie innych firm”. Co ciekawe: w aktach rejestrowych nie ma śladu po tajemniczym amerykańskim inwestorze, o którym przedstawiciele AIB mówili w maju 2004 r. Cały czas wszystkie udziały w londyńskiej AIB należą do Allena Herberta Parrisha. Może dlatego do dzisiaj nie zorganizowano zapowiadanej od maja konferencji, na której miano podać nie tylko nazwę, ale i aktywa — oraz plany co do „Życia” — rzekomego inwestora z USA?

Tym ciekawiej zapowiada się konferencja prasowa, która — z udziałem przedstawicieli Fon i AIB — ma odbyć się w najbliższy poniedziałek...

Możesz zainteresować się również: