PZU jedzie na zeszłorocznym paliwie

Rekordowe zyski z polis komunikacyjnych. W polisach na życie ciąży demografia, a w kosztach presja płacowa.

PZU, ubezpieczeniowy czempion, pochwalił się rekordowymi wynikami za pierwsze półrocze – 11,9 mld zł składki brutto ze sprzedanych polis (2,4 proc. wzrostu r/r) i 2,4 mld zł czystego zysku w ramach grupy kapitałowej (38,3 proc. wzrostu). r/r.

Efekt nie tylko skali

Na wyniki PZU, podobnie jak innych ubezpieczycieli, wpływ mają zeszłoroczne podwyżki cen w ubezpieczeniach majątkowych.

- W 2016 r. nastąpił dynamiczny wzrost cen ubezpieczeń komunikacyjnych w całym sektorze. Był to skutek trwającej kilka lat wojny cenowej, gdy rynek walczył o klienta. Dziś ceny się ustabilizowały. Warto natomiast zaznaczyć, że  branża wciąż zarabia na zeszłorocznych podwyżkach – mówi Marcin Broda, analityk firmy Ogma.

Do PZU należy już 45,9 proc. rynku ubezpieczeń na życie. Na to rekordowe  osiągnięcie wpływ miały dwa kluczowe czynniki. Jednym jest doskonała sprzedaż polis grupowych — tu PZU zostawia konkurencję daleko w tyle. To dzięki nim udaje się robić wynik w segmencie życiowym. Drugi to efekt słabości reszty graczy, którzy w przeszłości skupiali się na sprzedaży polis z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym (UFK).  

- Przed 2015 r. duża część zysków w segmencie życiowym pochodziła ze sprzedaży polisolokat. Po nadużyciach, których dopuściły się niektóre zakłady ubezpieczeń, regulator uszczelnił przepisy, a sprzedaż znacząco spadła. Na rynku nadal są dystrybuowane tzw. uefki, ale nie cieszą się już tak dużą popularnością. Co warto też zaznaczyć, PZU nigdy nie pozycjonował się wysoko, jeśli chodzi o dystrybucję tego typu produktów – wyjaśnia analityk Ogmy.

W ubezpieczeniach życiowych PZU trapi jednak demografia, która negatywnie wpływa na portfel starzejących się klientów — z roku na rok jest ich coraz mniej. Ubezpieczyciel próbuje zainteresować ofertą młodsze pokolenia Polaków. Jednym ze sposobów jest atrakcyjna dystrybucja przez kanały zdalne, nad którą pracuje. Spółka skupia się też na dostosowaniu oferty do sprzedaży przezinternet. Musi też zainwestować w rozbudowanie platformy online.

Apetyt na fundusze

Internetowym projektem, który jest na finiszu, jest platforma internetowa, za której  pośrednictwem będzie sprzedawał fundusze inwestycyjne, docelowo również produkty konkurencji.

- We wrześniu ogłosimy nową inicjatywę związaną z TFI. Mam nadzieję, że doprowadzimy do jakościowej zmiany dystrybucji – zmówi Paweł Surówka, prezes PZU.

Rynek TFI jest w fazie konsolidacji, PZU bacznie się mu przygląda, ale prezes twierdzi, że nie jest zachłanny na przejęcia. Liczy natomiast na spory udział w pracowniczych planach kapitałowych (PPK), które ruszą przyszłym roku.

Koszty w górę

Automatyzacja procesów kosztuje, ale w spółce wzrosły też koszty osobowe. Prezes twierdzi, że PZU, podobnie jak sektor bankowy, czuje presję płacową. Spółka zdecydowała się więc na zbudowanie nowego systemu premiowego zamiast podwyżki podstawowych pensji. W związku z tym zawiązała dodatkowe rezerwy na zmienne składniki wynagrodzenia, takie jak premie i nagrody, co wpłynęło na wzrost wskaźnika kosztów administracyjnych w II kw. do 6,9 proc.  

 Zobacz cały raport PZU w serwisie notowania.pb.pl

Zobacz więcej

Paweł Surówka, prezes PZU Fot. Marek Wiśniewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: KWS

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / PZU jedzie na zeszłorocznym paliwie