To był najgorszy kwartał Raiffeisen Banku od ponad dwóch lat. Półroczne wyniki jeszcze jakoś się bronią. Na koniec czerwca bank miał 125,7 mln zł zysku — o 24,9 proc. mniej niż w pierwszej połowie 2011 r. Jeśli jednak od wyniku odejmiemy zyski za I kwartał (95 mln zł), okaże się, że w II kwartale bank zarobił tylko 30 mln zł.
Przed rokiem na czysto miał 87 mln zł. Jedną z przyczyn załamania zyskowności są wysokie odpisy na zagrożone kredyty. W I półroczu bank odpisał na nie 122 mln zł, czyli o 79 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2011 r.
— Najmocniej na jakość portfela kredytowego wpłynęła w II kwartale trudna sytuacja części podmiotów z branży budownictwa infrastrukturalnego — wyjaśnia prezes Piotr Czarnecki.
Jego zdaniem, powoli materializują się zapowiedzi ekonomistów o nadciągającym spowolnieniu. Rosną obawy o przyszłość, a firmy wstrzymują inwestycje. Portfel kredytowy Raiffeisena wzrósł w I półroczu o 2 proc. w ujęciu rocznym, do 17,66 mld zł, lecz w stosunku do I kwartału zmniejszył się o ponad 100 mln zł.
Bank wytrwale zbiera oszczędności klientów i na koniec czerwca miał już na rachunkach 20,4 mld zł — o 23 proc. więcej niż przed rokiem. Dla porównania, akcja depozytowa w całym sektorze w I półroczu wzrosła 10,2 proc. Raiffeisen skwapliwie gromadzi lokaty, od kiedy wynegocjował kupno Polbanku.
Nabytek finansował się głównie u greckiej matki i w konsekwencji współczynnik kredyty/depozyty przekraczał w nim 130 proc. Raiffeisen usiłuje zasypać tę dziurę. W II kwartale przejął Polbank, zwiększając fundusze własne o 122,4 proc. (wzrosły do 5,6 mld zł), a kapitał zakładowy o 8,1 proc. (2,21 mld zł).
Negatywnie odbiło się to na wskaźnikach efektywnościowych. Współczynnik zwrotu na kapitale spadł z 13,3 proc. w 2011 r. do 4,5 proc. i jest jednym z najniższych w branży.