


Panująca od kilku miesięcy niepewność na rynkach akcji wypłoszyła z nich wielu inwestorów indywidualnych. Trudno się im dziwić, bo kto z nas ma czas, aby na bieżąco monitorować wydarzenia na światowych giełdach i aktywnie zarządzać swoim portfelem. Zresztą sam wybór, spośród szerokiej gamy dostępnych instrumentów finansowych, nie jest taki łatwy. Na dodatek to, co kiedyś było uważane za doskonałą lokatę w trudnych czasach, niekoniecznie ma taką opinię dzisiaj. Nerwowość na światowych rynkach finansowych podyktowana jest obawami o stan światowej gospodarki – dopóki nie ustaną, nie ma szans na trwalsze odbicie, a ostatnie wskaźniki znowu wskazują na postępujące spowolnienie. To powoduje, że inwestorzy na całym świecie wymieniają się akcjami w tempie przypominającym przerzucanie się przysłowiowym „gorącym kartoflem”.
Nie zawsze jednak inwestycja w akcje w czasach dekoniunktury musi automatycznie oznaczać stratę na naszym rachunku. W każdej sytuacji można bowiem znaleźć prawdziwe okazje inwestycyjne. Udowadniają to choćby zarządzający TFI PZU, którzy znaleźli sposób na zyski nawet w okresie spadków na rynkach akcji. Doskonałym przykładem jest pionierski na polskim rynku pod względem przyjętej strategii Subfundusz PZU Energia Medycyna Ekologia, inwestujący m.in. w swoistą niszę rynkową jaką jest branża medyczna. Dzięki dostrzeżonej szansie na zysk szybko stał się liderem pod względem osiąganej stopy zwrotu. Jednym z zarządzających jest dyplomowany lekarz z wieloletnim doświadczeniem w firmach zajmującym się doradztwem dla spółek z sektora ochrony zdrowia na całym świecie. Od sierpnia 2010 r., czyli chwili powstania, fundusz EME zarobił ponad 57 proc. W zeszłym roku wypracował ponad 27 proc. stopę zwrotu, a od początku tego roku zyskał już ponad 6 proc.
Na czym więc polega tajemnica sukcesu funduszu PZU EME? – To fundusz akcyjny, koncentrujący się na trzech branżach takich jak: energetyka, medycyna i ekologia. Strategia funduszu opiera się na wyborze spółek z tych sektorów, które według nas dają szanse na szybszy wzrost. – tłumaczy Marcin Szuba, zarządzający tym funduszem w TFI PZU. Wąska specjalizacja może początkowo wydawać się ryzykowna, jednak jak zwykł mawiać znany inwestor giełdowy Warren Buffet: „Szeroka dywersyfikacja jest konieczna wtedy, gdy inwestorzy nie wiedzą co czynią.”. Podobną maksymą zdają się kierować zarządzający w TFI PZU. – Ze szczególną uwagą przyglądamy się spółkom z sektora ochrony zdrowia. Przewagę tego typu firmom daje to, że usługi czy produkty zdrowotne są w wielu przypadkach produktami niezbędnymi, niezależnie od koniunktury gospodarczej. Czynnikiem stabilizującym ten rynek jest też to, że w wielu miejscach koszty usług czy produktów pokrywa nie sam pacjent, a państwo lub ubezpieczyciel – wyjaśnia Marcin Szuba. Nie znaczy to oczywiście, że spółki z sektora medycznego nie mogą tracić na wartości. – Jeśli sytuacja na rynkach będzie niestabilna, to i sektor medyczny może zachowywać się gorzej. Doświadczenia pokazują jednak, że spadki powinny być relatywnie mniejsze niż w innych branżach – dodaje Szuba.

Imponujące wyniki osiągają również inne subfundusze Grupy PZU. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy, subfundusz PZU Akcji Małych i Średnich Spółek powiększył wartość jednostki dla swoich uczestników aż o 11 proc. Osiągnięty wynik możliwy był dzięki aktywnemu wykorzystaniu zmiennych trendów rynkowych a także unikaniu spółek o słabych fundamentach, z sektorów powszechnie uznawanych za ryzykowne. Na akcjach da się więc zarobić. Co więcej, osiągane dobre wyniki można powtarzać.
Nie wszyscy są jednak chętni podejmować wyższe ryzyko inwestycyjne, a takie niewątpliwie jest w przypadku akcji i funduszy akcyjnych. Doskonałą alternatywą dla takich osób wydaje się być kolejny fundusz z Grupy PZU, czyli PZU Papierów Dłużnych POLONEZ. Osiągnął on w 2011 roku stopę zwrotu na poziomie 12,6 proc. i tym samym, znacząco wyróżnił się na tle rynku. Dla porównania, średnia stopa zwrotu dla grupy funduszy dłużnych uniwersalnych wyniosła w minionym roku „zaledwie” 4,8 proc. Od początku tego roku wynik subfunduszu wynosi już blisko 5 proc. Do ponadprzeciętnych wyników tego funduszu przyczyniła się w dużej mierze zmiana polityki inwestycyjnej. Nowe podejście zakłada aktywne dostosowywanie składu portfela i ciągłą jego adaptację do zmieniających się warunków rynkowych. Jak widać, niewielkie ryzyko inwestycji nie musi wcale oznaczać rezygnacji z godziwych zysków.
Czy ta strategia będzie sprawdzać się nadal, w obliczu kłopotów finansowych Grecji, czy niepewności co do stanu hiszpańskiego sektora bankowego? – Będziemy się starali wykorzystać trend wzrostowy na polskich obligacjach i wycofywać w chwilach niepewności. – deklaruje Konrad Augustyński, jeden z zarządzających funduszem PZU Papierów Dłużnych POLONEZ. W jego opinii na rynku dalej będą obserwowane następujące po sobie dwa reżimy. Pierwszy to okres ze wzmożoną awersją do ryzyka, tak jak np. w tym momencie. Gdy ten okres się skończy – być może w skutek kolejnych interwencji banków centralnych (FED, ECB) – aktywa bardziej ryzykowne, w tym polskie obligacje, znowu powinny zyskiwać na wartości. Jednak z najistotniejszych cech wyróżniających fundusz PZU Papierów Dłużnych POLONEZ jest bowiem połączenie, jakie stanowią bezpieczne kategorie lokat wraz z możliwością diametralnej zmiany składu portfela.

Historia pokazuje jednak, że nawet tzw. bezpieczne fundusze obligacji mogą sprawić posiadaczom ich jednostek niemiłe niespodzianki. Niechlubnym przykładem mogą być fundusze posiadające w składzie swojego portfela obligacje korporacyjne spółki DSS. Następujące po sobie kolejno bankructwa spółek PBG, czy ostatnio Sky Club jeszcze bardziej ten negatywny obraz pogarszają. Augustyński uspokaja i jak twierdzi - od 1,5 roku, od kiedy zmienił się zespół zarządzających PZU Polonez, nie kupiliśmy ani jednej obligacji korporacyjnej polskiej firmy. Dla nas najważniejsza jest płynność [możliwość szybkiego kupna/odsprzedaży], a na tym rynku jest z tym problem. Mamy ok. 5 proc. wartości portfela obligacji firm kupionych wcześniej, i ten udział systematycznie się zmniejsza.
Podane przykłady pokazują, że nawet czas dekoniunktury i wzmożonej niepewności na rynkach finansowych nie musi oznaczać rezygnacji z inwestowania. Kluczem do sukcesu, jak pokazują wyniki osiągane przez fundusze PZU, wydaje się więc być selektywne podejście w doborze aktywów do składu portfela. Szczególnie, gdy inni stronią od inwestowania. Jak zwykł bowiem mawiać znany inwestor giełdowy Warren Buffet, recepta na sukces zawiera się w słowach „Drżyj, gdy inni są zachłanni. Bądź zachłanny, gdy inni drżą”.
Zobacz więcej: https://atlanticfundservices.eu/int2pzu/efund/pzu/AccountOpen.app