Zyta Gilowska mile widziana w rządzie

bmk
opublikowano: 2006-07-14 00:00

Dla gospodarki byłoby dobrze, gdyby Zyta Gilowska znalazła się w rządzie. Choć i wtedy o głębokich reformach moglibyśmy tylko pomarzyć.

Dziś w południe zaprzysiężenie gabinetu Jarosława Kaczyńskiego. Nowy premier podtrzymuje zaproszenie do rządu Zyty Gilowskiej, co może świadczyć, że chce „się przeprosić” z gospodarką.

— Nie ma rządu, który mógłby sobie pozwolić na spychanie gospodarki na drugi plan. To ona tworzy możliwości zajmowania się innymi sprawami. Jeśli rząd chce np. wydłużać urlopy macierzyńskie, to musi wiedzieć, że środki wypracuje właśnie gospodarka. Kształtowaniu się takiego podejścia rządu sprzyjałaby Zyta Gilowska — uważa Małgorzata Krzysztoszek z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan.

W zapewnienia nowego premiera, jakoby gospodarka i finanse publiczne były dla jego rządu priorytetem, nie wierzy opozycja.

— Pierwszy raz słyszałem, że Jarosław Kaczyński w ogóle mówił o gospodarce. Jednak nie wierzę w jego intencje. Czuje się słaby w zagadnieniach gospodarczych i chce kogoś, kto się na tym zna — mówi Zbigniew Chlebowski z PO.

Bohdan Wyżnikiewicz, wiceprezes Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, zwraca uwagę, że dla braci Kaczyńskich gospodarka nie była priorytetem.

— Były nim prawo i sprawiedliwość. Wyrazem tego jest np. brak doradcy ekonomicznego prezydenta. Czytałem też wywiad ze Stanisławem Kostrzewskim, doradcą Jarosława Kaczyńskiego, który przyznał, że wywody gospodarcze nudzą przyszłego premiera. Mogę to zrozumieć, bo mnie nudzą wywody prawnicze. Jednak w otoczeniu premiera powinna znaleźć się osoba, która miałaby wizję polityki gospodarczej — uważa Bohdan Wyżnikiewicz.

Jego zdaniem dla Zyty Gilowskiej odpowiedniejszym od funkcji wicepremiera ds. gospodarczych w nowym rządzie byłby fotel ministra finansów.

— Wicepremierem powinien być wizjoner, ktoś taki jak Balcerowicz, Kołodko czy Hausner. Pani Gilowska kimś takim nie jest, a jej zaplecze polityczne jest wątpliwe — twierdzi wiceprezes IBnGR.

Katarzyna Zajdel-Kurowska, główna ekonomistka Banku Handowego (BH), uważa, że powrót Zyty Gilowskiej do rządu, i to właśnie w randze wicepremiera, byłby dobrym rozwiązaniem.

— To autorka projektów reform finansów publicznych i podatkowych, więc jej powrót oznaczałby kontynuację prac nad tymi projektami, a nie konieczność zaczynania od zera. Po drugie, to wybitny ekspert w dziedzinie finansów publicznych, który będzie stał na ich straży i bronił ich przed politycznymi, prospołecznymi zapędami. A w tym pomoże ranga wicepremiera — twierdzi ekonomistka BH.

Jednak, jak zauważa Grzegorz Maliszewski, ekonomista Banku Millennium, ten rząd nie będzie w stanie przeprowadzić głębokich reform fiskalnych.

— Kierunek zmian jest dobry, jednak ich głębokość za mała — ocenia Grzegorz Maliszewski.

Zbigniew Chlebowski, były partyjny kolega Zyty Gilowskiej z PO, nie wierzy, że zdecyduje się ona na wejście do rządu Jarosława Kaczyńskiego.

— A jeśli nawet tak by się stało, nie wróżę jej tam długiego pobytu — dodaje poseł PO.