1:5 – to ryzyko bankructwa Polski

JKW
opublikowano: 25-11-2011, 00:00

Tak przynajmniej wyceniają to rynki. Teoretyczne ryzyko naszej niewypłacalności jest najwyższe w historii.

Inwestorzy zlekceważyli reformatorskie plany rządu. Mimo odważnych zapowiedzi premiera Donalda Tuska w exposé rynki finansowe widzą w nas państwo zbliżające się do bankructwa. Koszt ubezpieczenia od niewypłacalności polskich obligacji pięcioletnich (tzw. kontrakty CDS) wzrósł do 326 pkt — najwyżej od początków 2009 r.

— Obawy o sytuację w strefie euro są tak duże, że inwestorzy nie przywiązują wagi do realiów Polski. Na rynkach coraz bardziej realny staje się scenariusz rozpadu Eurolandu. Ten ogólny strach uderza w nas rykoszetem — tłumaczy Adam Czerniak, ekonomista Kredyt Banku. Teoretycznie obecne poziomy CDS oznaczają, że wyceniane przez rynki ryzyko bankructwa Polski wynosi już jeden do pięciu. Według ekonomistów, przesadzają one z reakcją.

— Według wyceny CDS, bankructwo Polski jest bardziej prawdopodobne niż to, że rzucając kostką, wylosujemy np. jedynkę. To bzdura, ryzyko jest znacznie mniejsze. Żeby Polska zbankrutowała, w światowej gospodarce musiałaby się zdarzyć jakaś katastrofa —przekonuje Ignacy Morawski, ekonomista Polskiego Banku Przedsiębiorczości.

W ostatnich dniach kryzys się pogłębił, bo „grecka choroba” coraz silniej przenosi się na inne, już nie tylko peryferyjne, kraje Eurolandu. Już nie tylko Włochy i Hiszpania przejawiają objawy choroby, ale też powoli do tego grona dołącza Belgia. Oprocentowanie dziesięcioletnich obligacji belgijskich wzrosło do rekordowych 5,7 proc. Problemy ma też Francja, której agencje ratingowe grożą obniżką ratingu. Upada też mit, że odporne na jakiekolwiek zawirowania zawsze będą Niemcy. W środę rządowi nie udało się sprzedać pełnej oferty obligacji dziesięcioletnich. Wczoraj oprocentowanie „dziesięciolatek” niemieckich wzrosło powyżej oprocentowania brytyjskich. Taka sytuacja w ostatnich latach miała miejsce tylko raz, i to na chwilę — w marcu 2009 r.

— Ostatnie dni przyniosły wiele złych wiadomości, a perspektywy rozwiązania problemu się nie poprawiają. Upadek strefy euro kiedyś uznawany był jako „fiction”, teraz jest już raczej „science” — mówi Ignacy Morawski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JKW

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu