10 lat na gruzach Daewoo

Paweł Janas
opublikowano: 27-10-2011, 00:00

Narobił sobie wrogów, ale dzięki niemu motoryzacja ponownie rządzi na terenach upadłej lubelskiej fabryki samochodów. Syndyk Leszek Liszcz liczy jeszcze na Chińczyków

Samochody produkowane w Lubelskich Zakładach Samochodów Ciężarowych znał cały kraj. Najpierw były peerelowskie żuki, które jeszcze dziś można spotkać na polskich drogach. Na początku lat 90. wysłużonego żuka zastąpiły lubliny.

Pod koniec ubiegłego stulecia lubelska fabryka przeżyła burzliwy romans z koncernem Daewoo. Koreańczycy obiecywali złote góry, skończyło się bankructwem. Minęło właśnie 10 lat od chwili upadłości i przejęcia sterów przez syndyka Leszka Liszcza.

Czy udało mu się zaspokoić wierzycieli? Częściowo. — Do dziś przekazaliśmy im prawie 490 mln zł. To ponad jedna druga uznanych wierzytelności. Spokojna polityka pozyskiwania inwestorów przyniosła efekty. Na terenie DMP działa wiele spółek, teren jest zagospodarowany, majątek nie jest zniszczony ani nie roztrwoniony. I gdyby nie problem spółki Intrall, która zbankrutowała, w zasadzie wszystko byłoby już zakończone. To nas cofnęło o jakieś trzy lata — mówi Leszek Liszcz.

Walka o Chińczyka

Minęło 10 lat, a syndyk przekonuje, że zostało jeszcze „co nieco” do zrobienia. — Przede wszystkim należy sprzedać nieukończoną halę, w której Daewoo chciało kiedyś produkować samochód dostawczy LD-100. To bardzo dobry obiekt — jest tam zainstalowana lakiernia, można wstawiać dowolne maszyny i rozpoczynać produkcję, dodatkowe atuty to bocznica kolejowa i inne obiekty towarzyszące.

Zainteresowani wykorzystaniem hali do produkcji samochodów są Chińczycy. Mają przeprowadzić audyt — przekonuje Leszek Liszcz. Nieoficjalnie mówi się, że inwestycją w Lublinie zainteresowany jest chiński koncern Geely, znany w Europie jako nowy właściciel szwedzkiego Volvo.

— Nie potwierdzam i nie zaprzeczam. Są prowadzone rokowania z różnymi firmami motoryzacyjnymi. Tu można produkować zarówno auta osobowe, jak i dostawcze. To będzie transakcja rzędu kilkudziesięciu milionów złotych — mówi Leszek Liszcz. Syndyk twierdzi, że większość firm, które weszły na teren DMP, osiągnęły sukces.

— W zasadzie kontynuowana jest działalność dawnej fabryki. Co prawda nie w takim zakresie jak kiedyś, ale DZT Tymińscy produkują Honkery i Pasagony, Pol-Mot Warfama ciągniki i pickupy, a koreańskie Daewon Kang Up — sprężyny do samochodów — wylicza Leszek Liszcz.

Wrogów nie brakuje

Nie obyło się bez wpadek. Najbardziej spektakularna była porażka rosyjsko-brytyjskiej spółki Intrall, która w latach 2003-07 produkowała w Lublinie auta dostawcze.

— Przez dwa lata wszystko wyglądało bardzo dobrze. Spółka inwestowała, produkowała samochody, wszystko szło jak burza. Podczas prac nad nowym samochodem Lubo spółka zaczęła mieć kłopoty z finansowaniem i skończyło się jej upadłością. Choć w mojej ocenie nie powinno być żadnych problemów — zaznacza Leszek Liszcz. Nie powiodło się także spółce Ecris Polska, który produkowała części m.in. dla Volvo. Wraz z pierwszą falą kryzysu spółka przerwała produkcję.

— To też nam nieco hamuje zakończenie upadłości. Obecnie szukamy kolejnego inwestora na ich miejsce — zaznacza Leszek Liszcz. Praca syndyka DMP przysporzyła mu raczej więcej wrogów niż przyjaciół. — Różni ludzie myśleli, że przy okazji upadłości ubiją ze mną jakiś interes. Kiedy nie chciałem, stawali się moimi wrogami — twierdzi Leszek Liszcz. Niektórzy inwestorzy nie najlepiej wspominają kooperację z syndykiem.

— Działania syndyka, jak mi się wydaje — skoordynowane z innymi polskimi strukturami, doprowadziły do tego, że byliśmy zmuszeni zaprzestać prowadzenia biznesu w Polsce. Niestety, po naszym odejściu z Lublina, produkcja dostawczaków nie ruszyła. Ten fakt mówi za siebie — dodaje Stanisław Szelestow, były prezes Intrall Polska. Ale prezes się myli. Samochody dostawcze (Pasagony) produkuje DZT Fabryka Samochodów. Jej szef też jednak nie jest zachwycony współpracą z syndykiem.

— Były dobre chwile, ale generalnie współpraca nie układała się najlepiej. Trudno mi jest jednak jednoznacznie ocenić przyczyny: syndyk reprezentuje wierzycieli, a ja swój biznes — twierdzi prezes Zbigniew Tymiński.

Czas na emeryturę

Co dalej po ewentualnej sprzedaży hal po LD-100? — Wniosek do sądu o zakończenie postępowania upadłościowego i przechodzę na emeryturę — deklaruje Leszek Liszcz. Ale zastrzega: — Nie robię żadnych sztywnych planów. Sztywno to się planowało w socjalizmie. Osiągnąłem już wiek emerytalny i nie jestem zainteresowany, by tu pracować jak najdłużej. Ale szybko posprzątać nie chcę. Sądzę, że postępowanie upadłościowe uda się zakończyć w ciągu roku, półtora — dodaje Leszek Liszcz.

Walka o Chińczyka

Minęło 10 lat, a syndyk przekonuje, że zostało jeszcze „co nieco” do zrobienia. — Przede wszystkim należy sprzedać nieukończoną halę, w której Daewoo chciało kiedyś produkować samochód dostawczy LD-100. To bardzo dobry obiekt — jest tam zainstalowana lakiernia, można wstawiać dowolne maszyny i rozpoczynać produkcję, dodatkowe atuty to bocznica kolejowa i inne obiekty towarzyszące.

Zainteresowani wykorzystaniem hali do produkcji samochodów są Chińczycy. Mają przeprowadzić audyt — przekonuje Leszek Liszcz. Nieoficjalnie mówi się, że inwestycją w Lublinie zainteresowany jest chiński koncern Geely, znany w Europie jako nowy właściciel szwedzkiego Volvo.

— Nie potwierdzam i nie zaprzeczam. Są prowadzone rokowania z różnymi firmami motoryzacyjnymi. Tu można produkować zarówno auta osobowe, jak i dostawcze. To będzie transakcja rzędu kilkudziesięciu milionów złotych — mówi Leszek Liszcz. Syndyk twierdzi, że większość firm, które weszły na teren DMP, osiągnęły sukces.

— W zasadzie kontynuowana jest działalność dawnej fabryki. Co prawda nie w takim zakresie jak kiedyś, ale DZT Tymińscy produkują Honkery i Pasagony, Pol-Mot Warfama ciągniki i pickupy, a koreańskie Daewon Kang Up — sprężyny do samochodów — wylicza Leszek Liszcz.

Wrogów nie brakuje

Nie obyło się bez wpadek. Najbardziej spektakularna była porażka rosyjsko-brytyjskiej spółki Intrall, która w latach 2003-07 produkowała w Lublinie auta dostawcze.

— Przez dwa lata wszystko wyglądało bardzo dobrze. Spółka inwestowała, produkowała samochody, wszystko szło jak burza. Podczas prac nad nowym samochodem Lubo spółka zaczęła mieć kłopoty z finansowaniem i skończyło się jej upadłością. Choć w mojej ocenie nie powinno być żadnych problemów — zaznacza Leszek Liszcz. Nie powiodło się także spółce Ecris Polska, który produkowała części m.in. dla Volvo. Wraz z pierwszą falą kryzysu spółka przerwała produkcję.

— To też nam nieco hamuje zakończenie upadłości. Obecnie szukamy kolejnego inwestora na ich miejsce — zaznacza Leszek Liszcz. Praca syndyka DMP przysporzyła mu raczej więcej wrogów niż przyjaciół. — Różni ludzie myśleli, że przy okazji upadłości ubiją ze mną jakiś interes. Kiedy nie chciałem, stawali się moimi wrogami — twierdzi Leszek Liszcz. Niektórzy inwestorzy nie najlepiej wspominają kooperację z syndykiem.

— Działania syndyka, jak mi się wydaje — skoordynowane z innymi polskimi strukturami, doprowadziły do tego, że byliśmy zmuszeni zaprzestać prowadzenia biznesu w Polsce. Niestety, po naszym odejściu z Lublina, produkcja dostawczaków nie ruszyła. Ten fakt mówi za siebie — dodaje Stanisław Szelestow, były prezes Intrall Polska. Ale prezes się myli. Samochody dostawcze (Pasagony) produkuje DZT Fabryka Samochodów. Jej szef też jednak nie jest zachwycony współpracą z syndykiem.

— Były dobre chwile, ale generalnie współpraca nie układała się najlepiej. Trudno mi jest jednak jednoznacznie ocenić przyczyny: syndyk reprezentuje wierzycieli, a ja swój biznes — twierdzi prezes Zbigniew Tymiński.

Czas na emeryturę

Co dalej po ewentualnej sprzedaży hal po LD-100? — Wniosek do sądu o zakończenie postępowania upadłościowego i przechodzę na emeryturę — deklaruje Leszek Liszcz. Ale zastrzega: — Nie robię żadnych sztywnych planów. Sztywno to się planowało w socjalizmie. Osiągnąłem już wiek emerytalny i nie jestem zainteresowany, by tu pracować jak najdłużej. Ale szybko posprzątać nie chcę. Sądzę, że postępowanie upadłościowe uda się zakończyć w ciągu roku, półtora — dodaje Leszek Liszcz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Janas

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu