10 numerów na rynku arcydzieł

opublikowano: 12-09-2019, 22:00

111 mln USD kosztowały w pierwszym półroczu stogi, a to zaledwie jedna z dziesięciu liczb charakteryzujących rynek w tym okresie

17,4 proc. dramatu

Minione półrocze należało na światowych aukcjach do Claude’a Moneta —
datowane na 1890 r. płótno przedstawiające stogi, „Meules”, sprzedano za 110,7
mln USD (431,7 mln zł), a całkowity półroczny obrót pracami impresjonisty był
bliski 1 mld zł
Wyświetl galerię [1/2]

OBFITE ŻNIWA:

Minione półrocze należało na światowych aukcjach do Claude’a Moneta — datowane na 1890 r. płótno przedstawiające stogi, „Meules”, sprzedano za 110,7 mln USD (431,7 mln zł), a całkowity półroczny obrót pracami impresjonisty był bliski 1 mld zł sotheby's.2

Mimo że podsumowania aukcji sztuki rozleniwiły już odbiorców ciągłym, uroczystym obwieszczaniem rynku byka, najnowszy raport Artprice studzi ton: w minionym półroczu światowy obrót wyniósł 6,98 mld USD (27 mld zł), wobec czego skurczył się względem wyniku z tego samego okresu poprzedniego roku o 17,4 proc. Przyczyn analitycy nie doszukują się jednak w uśpieniu popytu, tylko w niedostatecznym rozbudzeniu podaży — kolekcjonerzy, licząc na dalszy ciąg zwyżki, są mniej chętni do sprzedaży.

111 mln USD w polu

Trzydzieści trzy lata temu „Meules” — swojsko: stogi — kosztowały uczestnika nowojorskiej aukcji w Christie’s 2,5 mln USD. Do minionego maja drożały średnio 12 proc. w skali roku, żeby zwieńczyć statystyki tęgim rekordem 110,7 mln USD (431,7 mln zł) oraz długo wyczekiwanym nazwiskiem impresjonisty. Za najwyższym aukcyjnym obrotem w pierwszym półroczu stał Claude Monet — stogi, nenufary, kwieciste łąki i zmarszczone wodne tafle były razem warte 251 mln USD (979 mln zł).

1 wybujały rekord

Zamknięte właśnie półrocze nie popisało się względem pierwszej połowy 2018 r. w żadnym z cenowych przedziałów — w każdym z ośmiu wydzielonych segmentów zmiana była ujemna, a w sześciu zarejestrowano dwucyfrowe spadki. Według danych Artprice o 41 proc. mniej wylicytowanych dzieł przypadło na półkę 10-100 mln USD, natomiast jeszcze wyżej wybił się zaledwie pojedynczy rekord — dosłownie, wyprowadzając analityków w pole równowartością ponad 430 mln zł.

20 lat gry w karty

O czym świadczy wiadomość, że półroczny obrót dziełami Paula Cézanne’a był najbardziej spektakularny w ostatnich dwóch dekadach? Głównie o tym, że olejnych obrazów tego autora jest w obiegu jak na lekarstwo, wobec czego na ogólnym wyniku sprzedaży zaważyć potrafią już dwa, trzy obrazy. Tym razem 59,3 mln USD (231 mln zł) kosztowała martwa natura w standardowym zestawie: dzban, owoce i malowniczo wymięty obrus, odsłaniający róg stołu. Dla uchwycenia skali — cena osławionych „Grających w karty” wyniosła około 250 mln USD (975 mln zł), choć stosowniej byłoby ją podać w walucie Kataru.

11,7 mln USD na oko

Następnego dnia po przybiciu młotkiem astronomicznej stawki za stalową impresję Koonsa, niecałe 11,7 mln USD (45,6 mln zł) odwiodło uwagę branży w kierunku całkowicie innego obszaru — niedoszacowanej sztuki artystek, a dokładnie amerykańskich abstrakcjonistek. Sprzedane za tę kwotę prawie pięciometrowe płótno „The eye is the first circle” przykuło wzrok do względnie świeżej tendencji, bo jego autorką jest Lee Krasner — niby już artystka po prostu, ale wciąż z dopiskiem „partnerka Jacksona Pollocka” w nawiasie.

4,6 proc. w skali roku

Nawet w obliczu rekordów notowanych ośmioma czy dziewięcioma cyframi trudno silić się na kontekst inwestycyjny, nie znając przeciętnej stopy zwrotu osiąganej przy odsprzedaży. Czy światowa — w tym również nadwiślańska — sztuka okazała się lukratywną lokatą na długie lata? Odpowiedź jest tak naprawdę nijaka: z 1850 powrotów na aukcyjny rynek w pierwszym półroczu 51 proc. obiektów zanotowało zwyżkę, 48 proc. potaniało, a skromny 1 proc. utrzymał wartość. Jak jednak wskazują dane Artprice, analizowane prace drożały średnio o 4,6 proc. w skali roku, a pomiędzy transakcjami zdobiły ściany przez 13 lat.

1 metr króliczka

Metrowej wysokości rzeźba Jeffa Koonsa oddająca w nierdzewnej stali kształt odpustowego balonika eksponowana była w nieskazitelnie białej sali domu aukcyjnego Christie’s jako „szansa, żeby posiąść kontrowersję” — „a chance to own the controversy”. Ikona współczesnej spekulacji powstała w edycji kilku egzemplarzy w drugiej połowie lat 80., żeby z ceną powyżej 91 mln USD (355 mln zł) stać się obecnie najdroższym dziełem żyjącego autora. Rekord za pracę „Rabbit” odnotowano zaledwie dzień po sprzedaży Monetowego stogu siana, choć wydaje się, że oba zdarzenia dzieli wyjęta z głowy Lema podróż w przyszłość z groźnym morałem.

16 proc. zwyżki

O ile niecałe 5 proc. może nie jawić się jako najśmielsza inwestorska fantazja, 16 proc. w pół roku to już soczysty konkret — tyle wyniosła zwyżka indeksu Artprice100, co błyskawicznie przekłada się na krzepiące wnioski dla całego obiegu. Czy słusznie — nie zawsze, dlatego że zdrowo rosnący indeks obrazuje w rzeczywistości osobliwy wycinek, a więc wartość najbardziej rozchwytywanych prac na światowych aukcjach. Jeśli więc składowe wskaźnika płynnie się zmieniają, a są wśród nich dzieła Warhola czy Picassa, trudno ślepo taki koszyk odtworzyć, przeglądając same lokalne katalogi.

4 litery ludzika

Przed rokiem 2008 Kaws w ogóle nie gościł na aukcyjnym rynku, a gdyby zestawić tegoroczny obrót z wynikiem sprzed czterech lat, aktualny słupek byłby ponad 30 razy wyższy. W ciaśniejszych ramach minionego półrocza amerykański artysta zasłynął piętnastokrotnym przekroczeniem górnej granicy estymacji, czyli przedziału, w którym organizator spodziewa się końcowej ceny na aukcji. Słynący z rzeźb przypominających dmuchane ludziki Kaws zapisał się w statystykach rekordem bliskim 15 mln USD (58,5 mln zł) za metrowy obraz przedstawiający gromadkę Simpsonów — poniekąd wpasowując się w aurę rozdętą przez Jeffa Koonsa i jego wysoce kolekcjonerskiego królika.

39 proc. na lokacie

Jeśli akcje Apple przynosiły rocznie średnio 26 proc. zwrotu w dziesięć lat, seryjna rzeźba inspirowana dynią wypracowała 39 proc., podaje Artprice, z dumą ogłaszając najobfitszą zwyżkę w pierwszej połowie roku. Kupiony przed dekadą drobiazg zdrożał 26 razy do stawki 156 tys. USD (608 tys. zł), mimo że pochodził z serii stu egzemplarzy, które japońska artystka Yayoi Kusama przeznaczyła na rynek gestem pewnej łaski — jej krzykliwe, wchłaniające widza instalacje zajmują przeważnie całe sale, a nie każdego kolekcjonera nasyci w końcu samo zdjęcie z dyniami zrobione w tłoku rodem z metra w Tokio.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu