Gigantyczne unijne dotacje i organizacja EURO 2012 zachęciły firmy z całego świata do budowania dróg w Polsce. Teraz jednak realizacja tych kontraktów dobiega końca, a nowych przetargówjest tak mało, że pracy nie starczy nawet dla firm już działających na polskim rynku.
Mimo to konkurencja wciąż się zaostrza, a w grze o drogowe kontrakty pojawia się coraz więcej nowych graczy. Najlepszym przykładem jest przetarg na stołeczną wylotówkę S8 Opacz — Paszków.
W piątek Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad otworzyła wnioski firm o kontrakt, szacowany na 1 mld zł. Wśród 22 zainteresowanych znalazły się trzy grupy, do tej pory nie były widoczne w drogowych przetargach. To włoska grupa Salini i Todini, turecka Mapa Insaat Ve Ticaret Aninim Sirketi oraz austriacka Porr Bau.
— Włosi stworzyli w Polsce oddział i zatrudnili polskich fachowców, znających specyfikę naszego rynku. Myślę jednak, że się spóźnili, bo w najbliższym czasie na drogowe kontrakty nie ma co liczyć — uważa Zbigniew Kotlarek, szef Polskiego Kongresu Drogowego. Ofertę złożyła Alpine, która została wykluczona z kontraktu na modernizację warszawskiego mostu Grota.
Drogowcy podjęli taką decyzję, bo wcześniej w atmosferze konfliktu rozwiązali umowę z Austriakami na budowę drogi A1. Firma wygrała powtórzony przetarg na A1, ale obecnie prawo o zamówieniach publicznych nakazuje inwestorowi wykluczenie z przetargu wykonawcy, z którym wrześniej zerwał kontrakt.
— 22 wnioski oznaczają, że pewnie wygra ktoś z ceną, za którą kontraktu nie da się zrealizować, ale pewnie zagraniczne firmy mają na rodzimych rynkach mało zleceń — mówi Marek Michałowski, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.
Wygląda na to, że firmy drogowe nie mają wyboru: albo nadal będą brać nierentowne kontrakty i bankrutować, albo nie będą brać zleceń poniżej kosztów, więc znikną z rynku, bo nie będą mieć co robić. Jedynym ratunkiem może być obniżka cen materiałów, ale na to się nie zanosi.