3 rzeczy, których boimy się, kupując wino

Amerykański krytyk Matt Kramer twierdzi, że przeciętny Smith waha się przed zakupem butelki wina z trzech powodów. Jak się jednak okazuje, Kowalskiemu, który zamierza na tym rynku inwestować, towarzyszyć mogą bardzo podobne, jeśli nie te same, wątpliwości.

Nie wiadomo, jaka powinna być cena

Trudno ustalić, czy do zakupu wina skuteczniej zniechęca nas cena zbyt wysoka czy zbyt niska. Nie mając w rynku rozeznania, często kierujemy się przeświadczeniem, że najlepszym wyborem będzie wyłącznie wino najdroższe. Ryzyko związane z wydaniem kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu złotych za skrzynkę bywa jednak czynnikiem na tyle istotnym, że najłatwiej jest całkiem z niego zrezygnować. Orientacja w poziomach cen nie jest natomiast nieosiągalna, bo dostęp do aktualnych notowań inwestycyjnych trunków na londyńskiej giełdzie możemy wykupić za znacznie mniejszą stawkę niż kolekcjonerskie wino. Chcąc za to rozpocząć od trochę niższych progów, dobrze jest poczekać do wiosny, kiedy rozpocznie się kolejna kampania en-primeur w Bordeaux — chociaż także w tym przypadku trzeba zachować ostrożność, bo przez ostatnie sezony ceny winiarzy były w opinii krytyków zdecydowanie za wysokie, żeby inwestowanie mogło się opłacać.

Trudno kupić wino, o którym się nie słyszało

Wysoka cena w połączeniu z nieznaną winnicą i obcobrzmiącą nazwą szczepu winogron to połączenie, które rzadko kiedy jest do zaakceptowania, twierdzi Matt Kramer. Tak jak w segmencie konsumpcyjnym obawa może nie być aż tak uzasadniona, tak w przypadku zakupów kolekcjonerskich podobnych wątpliwości dobrze wyzbyć się wcześniej, na przykład czytając recenzje czy choćby przeglądając punktowe oceny z degustacji. Zdaniem krytyka, nieznajomością którejś z nazw mniej popularnych szczepów czy bardziej niszowych winnic nie należy się jednak zrażać, szczególnie że dzięki dostępnym materiałom szybko można tę lukę wypełnić.

Trzeba czytać, a nie oglądać etykiety

Chociaż w przypadku inwestycyjnych win sugestia Kramera mogłaby zabrzmieć jak żart, to kolorowe naklejki wymienić można właśnie w gronie czynników decydujących o naszej ocenie ryzyka. Wyobrażenie o tym, jak powinno wyglądać dobre wino, kiedy jeszcze jest w butelce, jest w rzeczywistości tak samo indywidualne jak niepotrzebne. Osobniczych przekonań co do wzornictwa etykiety nie należy więc przenosić na inwestycyjne wybory, bo nie efekt wizualny, ale treść jest w tym przypadku istotna. Wyjątek stanowić mogłyby prawdopodobnie projektowane przez najlepszych światowych artystów naklejki na butelki Mouton Rothschild, chociaż w tym przypadku rynkowa wartość dalej byłaby najwyższa, nawet gdyby wykonaniu etykiet poświęcił się malarz portretujący na rynku turystów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Alternatywne / 3 rzeczy, których boimy się, kupując wino