Zdaniem Didiera Sornette, badacza manii spekulacyjnych na Szwajcarskim Związkowym Instytucie Technologicznym obecne warunki na rynkach to wręcz wymarzone środowisko dla powstawania baniek spekulacyjnych. Niskie stopy procentowe, aktywa dające jedynie symboliczny zarobek, wypatrywanie bezpiecznej przystani dla ulokowania oszczędności na ciężkie czasy – tym właśnie żywią się manie spekulacyjne.
- W naszej ocenie na rynku wcale nie rośnie jedna bańka. Rośnie ich kilka. – twierdzi Sornette.
Czołowe kandydatki do miana „miss baniek 2010” opisuje dwutygodnik ”Fortune”.
1. Chiny
Trwający nieprzerwanie od dekady boom gospodarczy w Państwie Środka wydobył masy ciężko pracujących ludzi ze skrajnej nędzy, a setki tysięcy przedsiębiorców uczynił nieprzyzwoicie bogatymi.
Niepokojące jest jednak to, że wzrost chińskiej gospodarki odbywa się coraz bardziej na kredyt. W 2009 r. wartość pożyczek udzielonych przez chińskie banki wzrosła dwukrotnie.
Przykręcenie śruby przez Ludowy Bank Chin wyhamowało wzrost cen nieruchomości, spółki z giełdy w Szanghaju są notowane z najmniejszą od dekady premią wobec azjatyckich odpowiedników, a dynamika produkcji przemysłowej spadła do poziomu najniższego od półtora roku. Werdykt dwutygodnika „Fortune” brzmi: tak, to bańka.
2. Amerykańskie obligacje rządowe
Od początku roku na długoterminowych obligacjach można było zarobić nawet 14 proc. Popyt zdołał wywindować ceny aż tak wysoko nawet mimo ogromnej podaży nowych papierów, którymi finansowany jest gigantyczny deficyt budżetowy.
Czy to bańka? Choć to zdumiewające, „Fortune” twierdzi, że nie.
- Na tych poziomach administracja nadal może kontrolować dług publiczny” – sądzi Fortune.
Aż tak optymistyczni nie są inwestorzy, którzy w ostatnich miesiącach jako bezpieczne schronienie zdecydowanie preferują niemieckie dziesięciolatki niż ich amerykańskie odpowiedniczki.
3. Bawełna
W zeszłym roku ceny bawełny na światowych rynkach niemal podwoiły się. W zeszłym roku produkcja bawełny w USA była najniższa od dwóch dekad. Za zwiększaniem areałów zasiewów zbóż kosztem roślin przemysłowych przemawia rosnące zapotrzebowanie na żywność.
Farmerzy mieli jednak wystarczająco dużo czasu na reakcję na wzrosty cen surowca i już w tym roku w USA oczekuje się 50 – proc. wzrostu plonów. Wyrok Fortune? Bańka, choć z ograniczonym potencjałem spadków.
4. Złoto
Wzrosty cen złota trwają od przełomu wieków, a zahamować hossy nie zdołała nawet recesja. Wręcz przeciwnie, szukający bezpiecznego schronienia inwestorzy szturmowali fundusze inwestujące w złoty kruszec, a dopingowała ich w tym procederze wizja inflacji, wywołanej przez rządowe pakiety stymulacyjne. W rezultacie za uncję kruszcu płaci się obecnie o 15 proc. więcej niż 5 lat temu i ponad czterokrotnie więcej, niż na początku dekady.
W całej manii wokół złota jedna rzecz jest jednak niepokojąca: gdzie jest ta inflacja, przed którą uciekają inwestorzy? Na razie po ustanowieniu w maju historycznych rekordów byki mają duże trudności z wypchnięciem cen na nowe szczyty. Jeśli jednak chwiejące się ożywienie gospodarcze załamie się, na horyzoncie pojawić się może deflacja. A to by wróżyło fatalnie posiadaczom długich pozycji w złocie. Wyrok Fortune? To bardzo poważna bańka.