Szczęście czy satysfakcja życiowa to kluczowe tematy większości poradników. Nie da się ukryć, że jest to dla każdego kwestia istotna. Dlatego przecież uczymy się, pracujemy, tworzymy związki z innymi ludźmi. Te ostatnie jednak są częstą przyczyną zawodów i rozterek czy uszczerbków na zdrowiu. Przykład? Badania wykazują, iż kiepskie relacje z przełożonym/ą mogą o 50% zwiększyć prawdopodobieństwo chorób serca.
O tym, że zdrowie jest najważniejsze, a pieniądze szczęścia nie dają, wiadomo nie od dziś – mądrość ludową już dawno potwierdzili naukowcy. Zgadzają się oni również co do tego, iż czynniki zewnętrzne niewiele mogą pomóc „na drodze do szczęścia”, jeśli nie jesteśmy na to gotowi psychicznie. Shaw Achor, psycholog pozytywny z Uniwersytetu Harwardzkiego, odkrył, że wielu tamtejszych studentów nie jest szczęśliwych, mimo iż dostali się na tak prestiżową uczelnię. Z jego badań wynika, że ok. 60% tych studentów uważało, iż biuro rekrutacyjne popełniło błąd, a ok. 80% fakt, że dostali się na Harward przyprawił o stany depresyjne.
Badania Achora udowadniają, że pewne sytuacje powodują zmianę naszej „konstrukcji psychicznej” i mogą pociągać za sobą nie tylko napięcie nerwowe, ale i znaczne obniżenie samooceny. To z kolei wpływa negatywnie na nasze zachowanie i relacje międzyludzkie, a także wydajność w pracy czy nauce. Dlatego badani studenci nie mogli poradzić sobie z nową sytuacją – po tym, jak byli najlepsi w swoich szkołach średnich, gdzie stanowili naukową elitę, znaleźli się w środowisku tak wymagającym, że nowa sytuacja i wysoki poziom rywalizacji ich przerosły.
Z tego typu sytuacjami mamy do czynienia na co dzień. Oto cztery proste sposoby, w jakie możemy pomóc innym, zwłaszcza dzieciom czy swoim bliskim, w zachowaniu spokoju i trzeźwego myślenia, a przede wszystkim zwiększeniu pozytywnej samooceny.
Chwalmy proces, a nie wynik
„Świetnie się spisałeś/aś”,
„Dobrze ci poszło” – tego typu pochwały podkreślają, że tylko sukces się liczy i
to on kreuje naszą wartość. Zdaniem Achora to poważny błąd, który nie uczy
radzenia sobie z ewentualną porażką. Dlatego po zdanym egzaminie warto pochwalić
dziecko mówiąc na przykład „Jestem dumny, że tyle pracy włożyłeś/aś w
naukę”.
Od początku uczmy, że nie zawsze się wygrywa
Często wobec
dzieci (czy nawet swoich partnerów) jesteśmy nadopiekuńczy i robimy wszystko,
aby uchronić bliskich od porażki. W ten sposób zamiast pomagać im, szkodzimy
swoją postawą. W rzeczywistości bowiem wczesne niepowodzenia uczą, jak radzić
sobie w niesprzyjających okolicznościach – jeśli ktoś nie upadnie, nie nauczy
się wstawać.
Otaczajmy się ludźmi
Nie chodzi tu tylko o kontakty z
ludźmi, które w obecnych czasach często sprowadzają się do wymiany maili i
innych elektronicznych wiadomości. Istotna jest interakcja „na żywo”, gdyż to
obcowanie z ważnymi dla nas osobami kształtuje naszą „psychiczną konstrukcję”.
Dziesiątki czy setki internetowych znajomości nie zastąpią bezpośrednich
kontaktów z przyjaciółmi, którzy pomogą nam poczuć naszą prawdziwą wartość.
Kładźmy nacisk na mocne strony
Czy jeśli dziecku
nie idzie nauka, to za karę pozbawimy je ukochanych zajęć sportowych? Zdaniem
Achora, skutek będzie odwrotny do zamierzonego. W miarę możliwości należy
inwestować czas i inne środki w dziedziny, które dziecko czy nas samych motywują
do działania, gdyż satysfakcja z realizowania się na polu zainteresowań zwiększy
naszą wiarę w siebie i chęć działania w innych sytuacjach życiowych, szkolnych
czy zawodowych.
