5 listopada - czas na desygnowanie Tuska

Jacek Zalewski
29-10-2007, 00:00

Przez cały powyborczy tydzień bracia Kaczyńscy nie mogli wyjść z poklęskowego szoku. Naród, który ich zdradził ukarali swoim zniknięciem z obiegu medialnego — co zdrajca radośnie przyjął do akceptującej wiadomości. Ale młodszy bliźniak, Lech Kaczyński, jest głową państwa i w związku z tym konstytucyjne powinności wymuszają jego powrót z wewnętrznej emigracji na Hel.

Konstytucja na szczęście wymusiła na prezydencie zwołanie pierwszych posiedzeń Sejmu i Senatu już 5 listopada, czyli 15 dnia po wyborach przedterminowych — po zwykłych czekalibyśmy aż 30 dni. Nieuregulowany pozostaje natomiast termin desygnowania Donalda Tuska na premiera. Ba, nie ma przeszkód prawnych, aby prezydent pierwszą próbę sformowania rządu powierzył… Jarosławowi Kaczyńskiemu. Byłaby to kpina z wyboru Polaków, ale całkowicie zgodna z literą (choć nie z duchem) konstytucji. Przedłużyłoby to o kilka tygodni trwanie ekipy PiS przy władzy, umożliwiłoby jej dokonywanie ruchów kadrowych, skróciłoby realny czas pracy nad budżetem, etc.

Terminowy rekord padł w roku 2004, gdy Marek Belka otrzymał od prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego akt desygnowania na premiera 2 maja o godzinie 14.30, a już o 16.00 przedstawił kompletny gabinet do zaprzysiężenia. Oczywiście tak wyglądała strona formalna, faktycznie Belka formował rząd nie półtorej godziny, lecz cały miesiąc. W dzisiejszej ciężkiej atmosferze obrażalstwa przegranych władców IV RP, desygnowanie Tuska powinno nastąpić nie za wcześnie i nie za późno — termin idealny podajemy w tytule komentarza.

Wypowiadając się w tej sprawie, rzecznik prezydenta Michał Kamiński — skądinąd twórca paramafijnych spotów telewizyjnych, które zapoczątkowały klęskę PiS — bardzo oszczędnie gospodarował prawdą. Wybiórczo przywołał przykład z roku 1997, kiedy Kwaśniewski wstrzymywał się z desygnowaniem Jerzego Buzka do czasu podpisania przez AWS i UW umowy koalicyjnej, pominął zaś rok 2001, kiedy Leszek Miller otrzymał desygnację jeszcze przed startem Sejmu, dzięki czemu w dniu inauguracji parlamentu zaprzysiężony został także rząd! Oba tamte przykłady to skrajności, wzorcem powinien być rok 2005, kiedy prezydent Kwaśniewski — zdenerwowany rozłażeniem się koalicji PO z PiS oraz kompromitacją Sejmu, niezdolnego do wybrania marszałka na inauguracyjnym posiedzeniu 19 października — właśnie tego dnia wezwał Kazimierza Marcinkiewicza i desygnował go na premiera, zaskakując tym samego zainteresowanego i PiS, nie mówiąc już o PO.

Historia oraz logika Konstytucji RP wskazują zatem, że najbardziej właściwym — oraz obustronnie uczciwym — terminem desygnowania Donalda Tuska na prezesa Rady Ministrów jest poniedziałek 5 listopada, bezpośrednio po inauguracji Sejmu i złożeniu obligatoryjnej dymisji przez premiera Jarosława Kaczyńskiego. Wcześniej nie ma sensu, w tym tygodniu mamy Wszystkich Świętych i kraj wyłącza się z polityki. Ale każdy dzień odsunięcia desygnacji poza 5 listopada będzie szkodnictwem wobec Polski.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / 5 listopada - czas na desygnowanie Tuska