Po kilku dniach międzyresortowej licytacji ile wyniesie dziura w kasie państwa po nowelizacji budżetu, szef resortu finansów pokazał jaki ma plan. Budżet po zmianach będzie miał aż o 10,5 mld zł niższe dochody niż plan. Teraz Ministerstwo Finansów spodziewa się, że ściągnie do 286,7 mld zł. Na szczęście zadziała też blokada po stronie wydatkowej i resort zaoszczędzi w ten sposób 6,6 mld zł.

W sumie więc deficyt urośnie o niecałe 4 mld zł do 49,98 mld zł. Resort finansów twierdzi, że nowela wynika z potrzeby urealnienia sytuacji w kasie państwa.
"Jedną z podstawowych zasad budżetowych jest zasada realności, zgodnie z którą dochody i wydatki należy szacować tak, aby oddawały rzeczywisty stan finansów publicznych. W obliczu mniejszych wpływów podatkowych minister finansów miał do wyboru przygotować nowelizację, lub wywierać presję na dysponentów części budżetowych, aby nie realizowali swoich zamierzeń i związanych z nimi wydatków" – czytamy w komunikacie ministerstwa.
Gorzej sytuacja wygląda w całym sektorze finansów publicznych, który zamiast znaleźć się w tym roku pod wymaganą przez Unię Europejską 3-proc. kreską, może przebić ten poziom i wynieść nawet 3,2 proc.
Zdaniem ekonomistów to rodzi ryzyka, że znów trafimy na cenzurowane Brukseli, która ledwie kilka miesięcy temu zamknęła wobec nas procedurę nadmiernego deficytu.