Wielu polskich dilerów samochodów łączy się w większe grupy, licząc na efekt skali. Proces jest dobrze znany, ale nie jego skala. Analitycy sądzili, że od poziomu koncentracji rynków Europy Zachodniej dzieli nas morze. Tym bardziej zaskakujące są najnowsze rezultaty analiz Polskiej Izby Motoryzacji (PIM).
— Nasze szacunki wskazują, że 50 największych w Polsce grup dilerskich realizuje niemal 40 proc. całej sprzedaży nowych samochodów. To poziom porównywalny do Wielkiej Brytanii, a większy niż w Niemczech, Francji czy we Włoszech — twierdzi Marek Konieczny, prezes PIM Consulting.
Trzy drogi
Jego zdaniem, to nie koniec konsolidacji, która odbywać się będzie według trzech znanych wzorców. Pierwszy to przejmowanie małych dilerów, którzy popadli w tarapaty finansowe.
— Korzystamy z okazji i kupujemy małe spółki dilerskie. Dwa salony kupiliśmy na początku tego roku, negocjujemy zakup kolejnych — twierdzi Andrzej Wiśniewski, prezes spółki dilerskiej Polmozbyt Toruń.
Silnymi konsolidatorami w Polsce są rodzime firmy, np. lider rynku — Polska Grupa Dilerów (16 autoryzacji w 9 salonach) czy Pol- -Mot Holding. Coraz bardziej aktywne są zagraniczne grupy dilerskie, np. Bavaria Motors.
Drugi sposób to łączenie się salonów dilerskich należących do jednej rodziny. Taki proces obejmuje np. salony śląskiej rodziny Gazdów i ich firmy Ganinex. I trzecia droga — konsolidacja dilerów przez silnego importera. Przykład — tworzona przez Iberia Motors Company (importer Seata) sieć Promotors.
Czy to się opłaca
A jak wygląda rentowność tego biznesu?
— Pierwszą rzeczą po zakupie salonu jest jego restrukturyzacja. Dopiero potem można liczyć na obniżenie kosztów zarządzania i administracyjno-księgowych. W końcu przychodzi zwiększenie rentowności m.in. dzięki lepszej realizacji celów czy zmniejszeniu skali bezsensownej wojny cenowej — podkreśla Andrzej Wiśniewski.
Dodaje, że zakup salonu to inwestycja długoterminowa, a akceptowalny termin zwrotu kapitału to 10 lat. W przypadku wyjątkowych „okazji” może być skrócony do 4-5 lat.
Należy też zwrócić uwagę na inny aspekt sprawy.
— Granicą opłacalności prowadzenia firmy rodzinnej jest sprzedaż 3 tys. aut rocznie poprzez sieć trzech oddziałów. Najlepsi uzyskują 5-procentową rentowność. Przy sprzedaży 3-7 tys. aut gwałtownie wzrastają m.in. koszty zarządzania i zyskowność może spaść do zera. Kiedy sprzedaż przekracza 7 tys., można zacząć znowu zarabiać — twierdzi Adam Pietkiewicz, szef PGD.
4-100 mln zł - Taka jest rozpiętość przychodów polskich dilerów w zależności od wielkości, marki i rynku lokalnego.
1402 - Tyle tzw. stacji dilerskich — według danych firmy Samar — działało w Polsce na koniec I półrocza 2007.
1-10 mln zł - Za tyle można obecnie kupić na rynku salon z serwisem. Wszystko zależy od lokalizacji, wielkości, i sytuacji ekonomicznej.
Paweł Janas, [email protected]