660 mln zł pod kreską

Marcin BołtrykMarcin Bołtryk
opublikowano: 2017-05-24 22:00
zaktualizowano: 2017-05-24 18:51

Firmy transportowe toną w długach. I to coraz większych. Szans na zmianę tej sytuacji nie widać

Zadłużenie firm zajmujących się transportem drogowym przez niecały rok wzrosło o ponad 150 mln zł. Przybyło także dłużników. To efekt piętrzących się kłopotów przewoźników w działalności transgranicznej. Takie są najważniejsze wnioski z raportu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej (KRD BIG), którego partnerem jest Związek Pracodawców „Transport i Logistyka Polska”.

Embargo początkiem

O problemach przewoźników głośno się zrobiło w 2014 r., kiedy pojawiło się rosyjskie embargo. Spadek o kilkadziesiąt procent eksportu z UE do Rosji spowodował, że polskie firmy transportowe stanęły przed koniecznością reorganizacji i poszukiwania nowych kontraktów, by zapełnić lukę. Od niedawna problematyczne stają się jednak także kursy w głąb UE. Bariery i przeszkody dla firm z naszej części Europy stawiają kolejne rządy zachodnie. Rośnie więc liczba przewoźników popadających w tarapaty. Prawdziwym ciosem może się okazać tzw. sojusz drogowy, zawiązany przez Francję, Austrię, Belgię, Danię, Niemcy, Włochy, Luksemburg, Szwecję i Norwegię dla wspierania własnych firm kosztem zagranicznej (w tym przede wszystkim polskiej) konkurencji.

— Polski rynek transportu drogowego cechują: nadwyżka podaży nad popytem, konkurencja o klienta głównie za pomocą niskich stawek frachtów, rozdrobnienie, duże zadłużenie [według badań z 2014 r. średnia wartość wskaźnika ogólnego zadłużenia wynosiła 0,68 — red.], a także stosunkowo niska marża netto wynosząca od 2 do 3 proc. To wszystko sprawia, że ten rynek jest bardzo wrażliwy na zmienne i mało przewidywalne czynniki zewnętrzne: ceny oleju napędowego, kursy walut, koszty danin, obciążenia administracyjne i ostatnio regulacje socjalne w niektórych krajach — wskazuje Maciej Wroński, prezes Związku Pracodawców „Transport i Logistyka Polska”.

Kadrowe dziury

Innym palącym problemem jest rosnący deficyt kierowców. Szacuje się, że w Polsce brakuje ich już około 100 tys. A co roku z pracy odchodzi 25 tys. ludzi. Luki tej nie jest w stanie wypełnić nabór nowych pracowników, również ze Wschodu. Branżowi specjaliści szacują, że aby zaspokoić popyt, co roku powinno się pojawiać na rynku 60 tys. kierowców. A w najbliższych latach może być jeszcze gorzej, bo około 40 proc. kierowców ma 65 i więcej lat. — Branża transportowa jest na swoistej bombie zegarowej. Zagrożenia płyną z różnych kierunków, a ogromny sukces na arenie międzynarodowej, jaki osiągnęły polskie firmy w ostatnich latach, może fałszować obraz branży i perspektywy jej rozwoju. Sytuacja jest poważna, bo ewentualny kryzys polskich przewoźników może się negatywnie odbić na innych sektorach gospodarki. Wstrząsy w transporcie mogą wywołać efekt domina — ostrzega Adam Łącki, prezes KRDBIG.

Dług rośnie

Łączne zadłużenie branży transportowej notowane w KRD wynosi aż 664 mln zł, co oznacza wzrost o 36 pkt proc. (około 150 mln zł) od lutego 2016 r. W tym czasie przybyło również 4 tys. dłużników i jest ich już niemal 21 tysięcy. Rekordzista odnotowany w KRD rok temu był winien 8 mln zł, tegoroczny ma ponad 44 mln zł długów. W rejestrze jest kilkanaście firm zadłużeniem przekraczającym milion złotych.

— Przewoźnicy muszą sobie radzić z wieloma problemami na raz. Nie chodzi tylko o ponadprzeciętne zatory płatnicze i za małą liczbę pracowników. Muszą się też dostosowywać do różnych przepisów w różnych krajach. Powoduje to powstawanie dodatkowych kosztów, które obok ubezpieczeń, rat leasingu, kredytu, obsługi prawnej i księgowej, paliwa, opłat drogowych i serwisowania floty sprawiają, że przedsiębiorcy często mają trudności z wyjściem na swoje. Jeśli dodać do tego normalne w tej branży kłopoty z optymalizacją działania firmy i organizacji tras kierowców — tzw. puste przewozy — to sytuacja wielu przewoźników staje się bardzo niepokojąca — zauważa Mirosław Sędłak, prezes Rzetelnej Firmy. Przewoźnicy mają długi przede wszystkim w bankach i firmach leasingowych (przypada na nie około 30 proc. wierzytelności branży transportowej), firmach windykacyjnych (23 proc.) i handlowych (12 proc,), a także ubezpieczeniowych (7,7 proc.), u innych przewoźników (6,8 proc.), w przedsiębiorstwach przemysłowych (3,4 proc.) i wynajmujących pojazdy (2,3 proc.).

 

Możesz zainteresować się również: