A śmieci płoną, płoną

opublikowano: 15-11-2018, 22:00

Zakaz spalania śmieci obowiązuje w Polsce od 20 lat. Pozostaje jednak martwym przepisem. Badania Polskiego Alarmu Smogowego pokazują, że w 80 proc. gmin nie ma sprawnych mechanizmów kontroli

Polski Alarm Smogowy (PAS) zbadał, jak często kontrolowane są domowe piece i kotły w 106 gminach czterech województw: łódzkiego, małopolskiego, śląskiego i mazowieckiego. Emisja z domowych kotłów, pieców i kominków stanowi główne źródło zanieczyszczenia powietrza pyłem i rakotwórczym bezno[a]pirenem. Kontrola nad tym, co jest spalane, w jakich urządzeniach i w jakich warunkach powinna stanowić podstawę krajowej strategii na rzecz poprawy jakości powietrza — uważają ekolodzy. Według szacunków Komisji Europejskiej, smog kosztuje polską gospodarkę 111 mld zł rocznie i jest przyczyną 48 tys. przedwczesnych zgonów Polaków.

Pół mandatu

14 listopada 2018 r. przedstawiciele PAS Andrzej Guła i Anna Dworakowska przedstawili raport. Stosunkowo najlepiej jest w gminach miejskich, w których działają straże miejskie. Tam na ogół prowadzi się jakieś kontrole (w przebadanych dużych i małych miastach średnio 1100 kontroli rocznie, które doprowadziły do 110 ujawnionych przypadków palenia śmieci i 70 mandatów).

PAS wskazał, że brak straży miejskiej bądź gminnej przekłada się bezpośrednio na liczbę prowadzonych kontroli. W 2017 r. w badanych 58 gminach ze strażą miejską przeprowadzono około 44 tys. kontroli palenisk domowych. Z kolei w gminach, gdzie takich służb nie ma, kontroli było zaledwie 650. Konsekwencją mniejszej liczby kontroli jest również mniej wystawianych mandatówza palenie śmieciami. Strażnicy mogą nałożyć mandat do 500 zł. Średnia liczba mandatów wystawianych rocznie w statystycznej gminnej wiejskiej to… pół mandatu — podkreślono w raporcie.

— O wiele gorzej jest w gminach wiejskich. Badania pokazały bowiem, że w jednej piątej z nich nie prowadzi się żadnych kontroli, a w zdecydowanej większości, czyli tam, gdzie nie ma strażników gminnych (80 proc. gmin w Polsce), nie ma żadnego realnego systemu kontroli. Najlepiej to pokazuje fakt — a chodzi o częste wykroczenie — że w gminach wiejskich za spalanie śmieci wystawia się w jedynie pół mandatu rocznie. To rodzi poczucie bezkarności — mówi Anna Dworakowska. Ale nie chodzi tylko o spalanie odpadów.

— Kontrola domowych kotłów i pieców jest również niezbędna do praktycznego wdrażania uchwał antysmogowych — bez tego mogą pozostać jedynie martwymi zapisami. Brak systemu kontroli tego, co jest spalane w domowych piecach, jest też wielkim nieobecnym rządowego Programu Czyste Powietrze i zagraża jego skuteczności. W końcu miarą jego sukcesu będzie to, czy jakość powietrza ulegnie znacznej poprawie — komentuje wyniki raportu Anna Dworakowska.

Urzędnik u sąsiada

Polski Alarm Smogowy wyliczył też przyczyny złej sytuacji.

— To niewystarczająca liczba strażników miejskich, co przekłada się na długi czas reakcji, prowadzenie kontroli w sposób chaotyczny, brak sprzętu do badania uziarnienia węgla i wilgotności drewna, brak funduszy na opłaty za badanie składu próbek popiołu z pieca i niechęć do wystawiania mandatów lub zbyt niskie kary — wymienia Andrzej Guła.

Najważniejsze jest jednak to, że w 80 proc. gmin obowiązek kontroli spoczywa na urzędnikach, co jest złym rozwiązaniem. Ci bowiem nie mogą wystawiać mandatów i działają jedynie w godzinach pracy urzędów. Wtedy, kiedy odpady są spalane — czyli najczęściej po południu i wieczorem — nie są prowadzone w ogóle. Co więcej, w mniejszych gminach muszą kontrolować sąsiadów, bliskich i znajomych. Zdarza się, że urzędnicy obawiają się o swoje bezpieczeństwo. Dlatego najważniejszą rekomendowaną zmianą, którą można znaleźć w raporcie, jest konieczność odejścia od kontroli prowadzonych przez urzędników konkretnej gminy, bo to fikcja. Kontrole powinni przeprowadzać odpowiednio przeszkolone służby mundurowe, które np. tworzyłoby kilka sąsiednich gmin. Polski Alarm Smogowy wystosował także apel do premiera Mateusza Morawieckiego o włączenie zagadnienia kontroli do Programu Czyste Powietrze, rozpoczęcie prac nad niezbędną reformą systemu kontroli i powołanie w trybie pilnym grupy zadaniowej, skupiającej przedstawicieli rządu, samorządu i strony społecznej.

Nie tylko bieda

Wyniki badań podważają jeden z mitów, upatrujący przyczynę spalania odpadów wyłącznie w ubóstwie. Kontrolujący budynki pod kątem ewentualnego spalania odpadów są zgodni co do tego, że osoby ubogie stanowią tylko jedną z grup wśród spalających odpady i nie jest ona najliczniejsza. Według szacunków, udział ludzi, których określić można jako ubogich, może stanowić od 15 do 30 proc. ogółu spalających odpady.

Dlaczego więc odpady trafiają do pieców? Autorzy raportu wymieniają: złe nawyki wyniesione z rodzinnych domów, lenistwo i niechlujstwo, gdyż łatwiej spalić, niż segregować. Do tego dochodzi niska świadomość konsekwencji takich praktyk, będąca następstwem nie tyle braku informacji, ile raczej niechęci do ich zrozumienia. Wpływ spalania odpadów na stan zdrowia nie jest bezpośredni, a konsekwencje zdrowotne są znacznie oddalone w czasie, dlatego wśród dopuszczających się tego wykroczenia dostrzec można silną tendencję do negowania związku między spalaniem odpadów, a zapadalnością na choroby układu krążenia, nerwowego czy nowotwory. W raporcie znajdziemy też rekomendacje, co należy zmienić i jakie instytucje powinny sie tym zająć oraz dobre praktyki z różnych gmin. Jedną z nich był przykład Katowic, gdzie strażnicy miejscy wykorzystywali drona do analizy spalin.

111 mld zł rocznie Tyle, według szacunków Komisji Europejskiej, smog kosztuje rocznie polską gospodarkę…

48 tys. …i przyczynia się do tylu przedwczesnych zgonów Polaków.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Barbara Warpechowska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Gospodarka / A śmieci płoną, płoną