Agito zbiera siły przed wejściem Amazona

opublikowano: 07-08-2014, 00:00

Obrona przez atak — taka filozofia przyświeca menedżerom e-sklepu z grupy Allegro.

Jak się bronić przed konkurencją? Najlepiej ją wyprzedzać. Należąca do południowoafrykańskiego Naspersa grupa Allegro odparła szturm aukcyjnego eBaya, a teraz pod szyldem przejętego pod koniec 2011 r. e-sklepu Agito buduje twierdzę w segmencie internetowych supermarketów, w który może wejść amerykański Amazon.

— Realizujemy z nawiązką plan, który mieliśmy przy przejmowaniu Agito. Będziemy mieli w tym roku około 400 mln zł obrotów, a EBITDA jest zgodna z naszymi oczekiwaniami.Na poziomie netto mamy stratę, ale biorąc pod uwagę znaczne inwestycje, nie jest to nic zaskakującego — mówi Szymon Bujalski, członek zarządu Agito. Gdy Allegro przejmowało Agito, w założonym w 2002 r. e-sklepie pracowało około 30 osób, a sprzedaż koncentrowała się na niskomarżowej elektronice. Teraz asortyment jest znacznie szerszy, spółka zainwestowała też sporo w obsługę.

— Od podstaw zbudowaliśmy własną logistykę, która jest konieczna przy przedsięwzięciach o takiej skali, wprowadziliśmy systemy informatyczne i zatrudniliśmy pracowników, m.in. do obsługi klientów. Dziś w Agito pracuje 150 osób i mamy 11 kategorii oraz 120 tys. produktów. Dobrze rozwija się m.in. sprzedaż artykułów dziecięcychi żywności dla zwierząt — mówi Szymon Bujalski.

Szturm w aglomeracjach

Dzięki własnej logistyce Agito było w stanie uruchomić dostawy do klientów w dzień zamówienia — na razie tylko w Warszawie, ale na stolicy się nie skończy.

— Do końca marca przyszłego roku będziemy chcieli uruchomić takie dostawy w innych dużych miastach: na Śląsku, we Wrocławiu, Poznaniu czy Trójmieście — mówi Szymon Bujalski. Tymczasem konkurencyjny Merlin.pl z giełdowej grupy Czerwona Torebka stawia na otwieranie w miastach punktów odbioru osobistego, głównie w sklepach „bratniej” sieci Małpka Express.

— Dziś Agito ma 9 punktów odbioru osobistego w największych miastach. W ciągu kilku tygodni otworzymy 5 kolejnych. Do tego dochodzą oczywiście paczkomaty. Sądzimy jednak, że rynek pójdzie w inną stronę — punkty odbioru są ważne dla klientów wrażliwych cenowo, ale stopniowo, wraz z dojrzewaniem rynku, większą rolę będzie odgrywała wygoda i szybkość dostawy. W punktach odbioru konieczne będzie dodawanie nowych usług, na przykład montażu sprzętu — mówi Szymon Bujalski.

Model nie do utrzymania

Menedżer zwraca uwagę na to, że dla Polaków kupujących w internecie z roku na rok najniższe ceny przestają być najważniejszym kryterium wyboru e-sklepu.

— W Polsce na tle Europy bardzo silną pozycję mają porównywarki cenowe, co sprawia, że e-sklepy zazwyczaj walczą ze sobą, schodząc z marży i poświęcając zyski. To jest model, którego nie da się utrzymać na dłuższą metę — wraz z nieuniknionym rozwojem handlu mobilnego wzrośnie rola obsługi klienta i wygody dostaw. Sądzę, że wojna cenowa w sieci skończy się, gdy 5-6 największych e-sklepów będzie miało powyżej 30 proc. rynku. To jeszcze kwestia kilku lat — uważa Szymon Bujalski.

OKIEM EKSPERTA

Przygotowanie pola walki

TOMASZ KARWATKA prezes Divante.pl z grupy OEX

Wchodzenie w dostawy w dzień zamówienia jest zgodne z trendami w e-commerce na Zachodzie. Coraz powszechniej wprowadza to m.in. Amazon, eksperymentujący również z włączaniem w ten system współpracujących z nim niezależnych sprzedawców. To bardzo kapitałochłonny i trudny do efektywnego skopiowania model, nic dziwnego więc, że Agito przygotowuje się już do walki i rozwija to samo. Na pewno to bardziej przyszłościowe niż punkty odbioru osobistego i rzeczywiście może skłonić klientów do wydawania trochę większych pieniędzy na usługę e-sklepu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy