Producenci nawozów sztucznych w Polsce mają się nieźle. Jednak ich kondycja i perspektywy na przyszłość zależą głównie od typu nawozów, jakie produkują.
Polski rolnik w roku 2010 będzie nawoził swoje pole o blisko 10 proc. większą ilością nawozów mineralnych niż w 2005 r. Tak przynajmniej wynika z badań Instytutu Uprawy, Nawożenia i Gleboznawstwa. Tendencja wzrostowa powinna utrzymać się jeszcze długo, bo polscy rolnicy dzięki dopłatom unijnym mają za co nawozy kupować.
— Po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej zwiększył się znacznie popyt na polską żywność, co będzie miało niewątpliwie wpływ na zużycie środków produkcji w rolnictwie, a w tym nawozów mineralnych — mówi minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel.
Do zwiększenia zużycia nawozów azotowych, fosforowych i potasowych oraz wieloskładnikowych przyczyniają się też zmiany w kulturze agrarnej — np. obserwowane w ostatnich latach zwiększenie produkcji rzepaku.
Wieloskładnikowe nowości
Oprócz wzrostu zużycia zmieniają się też rodzaje stosowanych nawozów.
Najnowsze tendencje na rynku wskazują na wzrost zainteresowania mieszankami wieloskładnikowymi. Ponadto rolnicy coraz częściej sięgają po nawozy w płynie oraz formy proste, takie jak roztwór saletrzano-mocznikowy — zwykły i z zawartością siarki.
— Perspektywiczne są też nawozy wolno działające oraz zawierające dodatek środków zwiększających stopień wykorzystania azotu przez rośliny, takich jak inhibitory ureazy i nitryfikacji — mówi Józef Sas z Instytutu Nawozów Sztucznych.
Branża ma jednak problemy z niektórymi nawozami, a to z racji walki z... terroryzmem.
— Obecnie toczy się dyskusja, czy na rynku ma pozostać saletra amonowa, i niewykluczone, że zostanie ona wycofana z obrotu. Powodem są względy bezpieczeństwa, gdyż ten sam związek chemiczny oprócz nawożenia pól służy także do produkcji materiałów wybuchowych i był wielokrotnie wykorzystywany przez terrorystów w zamachach bombowych — tłumaczy Józef Sas.
Azot a problem z gazem
Na razie polscy producenci nawozów azotowych mają powody do zadowolenia. W styczniu Komisja Europejska odrzuciła postulaty Ukrainy o zniesienie ceł antydumpingowych na import saletry. Utrzymano więc starą taryfę celną ustaloną na 33 EUR za tonę. Komisja cały czas popiera argumentację unijnych producentów nawozów sztucznych, którzy skarżą się, że nie mogą uczciwie rywalizować na otwartym rynku z Rosją i Ukrainą. Wynika to z prostego rachunku — w Unii za gaz — główny surowiec do produkcji nawozów — zakłady chemiczne płacą nawet czterokrotnie więcej niż producenci ze Wschodu.
— Gaz na rynku rosyjskim sprzedaje się poniżej kosztów wydobycia, a cena jest sztucznie ustalana przez rząd. Dlatego gaz sprzedawany na eksport musi nie tylko zarobić na siebie, ale również na dotowany surowiec przeznaczony na potrzeby rynku wewnętrznego — tłumaczy Piotr Majchrzak z Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego.
Mimo to producenci ze Wschodu odwołują się od decyzji utrzymania ceł. Komisja ma zbadać ceny gazu i po roku ponownie zadecydować o wysokości obowiązujących w Polsce ceł. Interes zakładów chemicznych jest jednak sprzeczny z interesem krajowego rolnika.
— Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi popiera każde działania prowadzące do obniżenia cen nawozów mineralnych, w tym również zmierzające do zniesienia ceł antydumpingowych na nawozy importowane spoza Unii Europejskiej, co powinno skutkować zwiększeniem konkurencyjności na rynku, a w konsekwencji obniżeniem cen nawozów — twierdzi Krzysztof Jurgiel.
Producenci tłumaczą się jednak, że zniesienie ceł nie spowoduje nagłego spadku cen. Ich zdaniem, najwięcej zarobią na tym pośrednicy. Polskie zakłady chemiczne na wszelki wypadek już się zabezpieczają.
— Mamy odpowiedni kontraktowy system sprzedaży, ponadto jesteśmy na tyle elastyczni, że możemy płynnie kierować swoje nawozy na poszczególne rynki. Już dziś znaczną część produkcji eksportujemy — dodaje Marek Sieprawski z Zakładów Azotowych Puławy.
Konkurencja cenowa to niejedyne zagrożenia ze Wschodu. Kryzys gazowy z początku roku spowodował, że czasowo ograniczono produkcję amoniaku — składnika niezbędnego przy wytwarzaniu nawozów. Skutki niedoboru gazu starano się zniwelować, przerabiając ciekły amoniak sprowadzany z Rosji, ale to rozwiązanie dobre na krótką metę. Polscy producenci musieli szybko wymyślić sposób na niestabilność dostaw.
— Jako pierwsi w Polsce skorzystaliśmy z zasady TPA, czyli swobodnego dostępu stron trzecich do sieci przesyłowej i pozyskaliśmy drugiego, obok Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, znaczącego dostawcę gazu ziemnego — tłumaczy Marek Sieprawski.
Umowa zawarta pod koniec marca z firmą Emfesz NG Polska oznacza, że Puławy zdobędą 150 mln metrów sześciennych gazu spoza PGNiG. Dzięki temu zakład przy podobnych kryzysach będzie mógł utrzymać produkcję.
Fosfory, czyli inna bajka
Zupełnie inaczej przedstawia się sytuacja producentów nawozów fosforowych.
Nie potrzeba wprowadzać ceł zaporowych, aby na polskim rynku mogły dominować rodzimi producenci. Aż 42 proc. rynku opanowały Zakłady Chemiczne Police, drugie w kolejności są Zakłady Chemiczne Luboń z udziałem w sprzedaży na rynku krajowym sięgającym 24 proc.
Przyczyną tej dominacji krajowych wytwórców jest konserwatyzm polskich rolników. Wolą oni sprawdzone, znane od lat polskie produkty niż nawozy, z którymi stykają się po raz pierwszy. Stąd import w 2004 r. wyniósł jedyne 5 tys. ton.
Zagraniczne nawozy pochodziły głównie z Litwy i Rosji, a nabywców znajdowały właściwie tylko we wschodnich województwach. Polscy producenci w tym samym okresie sprzedali za granicę 25 tys. ton nawozów fosforowych, głównie w Czechach, Niemczech i na Węgrzech.
Wśród producentów fosforów panuje optymizm.
— Sezon 2004/2005 był dla nas bardzo dobry. Przez cały ten okres wykorzystywaliśmy 100 proc. tego, co byliśmy w stanie wyprodukować — informuje Jacek Żurawski z Zakładów Chemicznych Luboń.
Trochę gorzej ocenia jednak kończący się właśnie sezon 2005/2006.
— Spóźniono się z dopłatami dla rolników i to odbiło się na naszej branży — dodaje Żurawski.
Mimo to na rynku nawozów fosforowych nadal panuje dobra koninktura, a producenci inwestują.
— Zmodernizowaliśmy stację przygotowywania mieszanek. Teraz zamiast mechanicznego mieszalnika mamy nowoczesny system dozowania sterowany komputerowo. Dodatkowo nasze moce produkcyjne zwiększyły się ze 180 do 450 ton w ciągu jednej zmiany — chwali się Jacek Żurawski.
Obecnie producenci zastanawiają się, jak rolnicy zareagują na wyjątkowo długą zimę. Możliwości są dwie: albo ograniczą lub nawet zrezygnują z nawożenia, albo utrzymają tendencję wzrostową z lat poprzednich, chcąc zwiększonym nawożeniem nadrobić straty powstałe wskutek opóźnienia wegetacji. Według danych z Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi ceny nawozów fosforowych w marcu 2006 r. były niższe w porównaniu z marcem roku ubiegłego o 3,7 proc., natomiast w porównaniu ze styczniem 2006 r. — aż o 7,6 proc. Dowodzi to niestety spadku popytu na nawozy fosforowe.