Pod koniec czerwca JSW ma zadebiutować na GPW. Wcześniej minister skarbu chce sprzedać część akcji spółki w ofercie publicznej, ale zachować nad nią kontrolę. Tak jak w każdej prywatyzowanej spółce, tak i w JSW pracownikom przysługuje do 15 proc. darmowych akcji.
I choć nie wiadomo jeszcze, ile mogą być warte po debiucie, bo pierwsze wyceny pojawią się przed ofertą, górnicy już teraz są przekonani, że w zależności od stażu wartość pracowniczego pakietu będzie wynosić od 5 do 30 tys. zł na głowę. Nie wszyscy dostaną papiery. Z 22 tys. obecnych pracowników JSW tylko ok. 7 tys. ma uprawnienia do darmowych akcji prywatyzacyjnych. Reszta ich nie posiada, bo w 1993 r., w momencie komercjalizacji spółki, nie była jeszcze jej pracownikami.
Akcje otrzymają emeryci i renciści, którzy pracowali kiedyś w jastrzębskich kopalniach, pod warunkiem, że w 1997 r. potwierdzili na piśmie chęć ich otrzymania.
Zarząd JSW ma przed sobą bojowe zadanie. Musi udobruchać górników, którym nie należą się darmowe akcje, by zgodzili się na prywatyzację. „Resort skarbu zastanawia się nad tzw. zamkniętą emisją, w której mogliby oni kupić akcje po cenie preferencyjnej. Z pewnością byłaby znacznie niższa od tej, którą zapłacą inwestorzy kupujący akcje od ministra skarbu” – dowiedziała się „GW”.
Jak dodaje gazeta, pracownicy, którzy otrzymają darmowe akcje, będą je mogli
sprzedać dopiero po dwóch latach, czyli w II kwartale 2013 r. Powinni wyjść na
tym dobrze. „Wrażenie robi szczególnie przykład PZU - jego pracownicy, którzy
nie sprzedali objętych przed ponad dekadą akcji, mogli zarobić w maju zeszłego
roku nawet po blisko 370 tys. zł na debiutanckiej sesji” – wylicza „GW”.