Alior wygrał ranking rachunków maklerskich

Kamil KosińskiKamil Kosiński
opublikowano: 2019-03-18 22:00

Skorygowaliśmy zasady, ale wnioski pozostały te same. Najlepszą wypadkową cen operacji i czynników wpływających na komfort współpracy mają ci sami brokerzy, co przed rokiem

Przeczytaj tekst i dowiedz się:

  • Jak wygląda tegoroczny ranking biur maklerskich
  • Co wyróżnia pierwszą trójkę brokerów

Tak jak w latach ubiegłych, porównaliśmy rachunki maklerskie z myślą o aktywnym inwestorze indywidualnym. Po pierwszej próbie w zeszłym roku ponownie skorygowaliśmy kryteria rankingu. Założyliśmy, że nasz aktywny inwestor co roku dokonuje transakcji za 600 tys. zł (znacznie więcej niż w 2018 r. i zarazem znacznie mniej niż w latach wcześniejszych). Wartość tę uznaliśmy za właściwą po konsultacjach z domami maklerskimi i przeanalizowaniu statystyk GPW. Wynika z nich, że przeciętny rachunek maklerski generuje 150 tys. zł obrotów w każdym półroczu, co dawałoby 300 tys. zł rocznie, gdyby aktywni byli ci sami inwestorzy. Wartość ta nie ulega większym zmianom na przestrzeni lat, niezależnie od obrotów na giełdzie ogółem czy udziału w obrotach inwestorów indywidualnych. Jedynie w szczytach hossy lub dołkach bessy jest wyraźnie większa lub mniejsza.

Tak jak w roku ubiegłym, założyliśmy, że nasz inwestor operuje wyłącznie na rynku akcji, gdyż obligacje mają marginalne znaczenie w handlu na GPW, a kontrakty terminowe mają czysto spekulacyjny charakter. Zakładamy, że składa zlecenia na raczej płynne spółki, ale w każdym półroczu zdarzy mu się przeprowadzić trzy stosunkowo małe transakcje. Ich wartość określiliśmy na 1213, 1150 i 1095 zł. To najmniejsze ilorazy średnich obrotów sesyjnych spółek z NewConnect, które w ostatnich 52 tygodniachnotowały dzienne obroty powyżej 30 tys. zł i średniej liczby transakcji zawieranych dziennie na tych papierach. Jako że szukaliśmy propozycji dla inwestora, a nie spekulanta, odrzuciliśmy day trading.

Tabele opłat domów maklerskich zestawialiśmy z obrotami naszego inwestora, nie zawsze więc uwzględnialiśmy stawkę podstawową. Nie braliśmy jednak pod uwagę możliwości wynikających z indywidualnego negocjowania stawek prowizji, ofert wiązanych, VIP czy promocji dla członków Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych (SII).

Łatwość kontaktu

Zwycięzcą tegorocznego rankingu zostało biuro maklerskie Alior Banku, a więc zwycięzca sprzed roku. Rachunek tej instytucji zajmował też miejsca 2-4 w latach wcześniejszych. Na 2. i 3. miejscu znalazły się CDM Pekao i DM Pekao. Rok temu zajmowały ex aequo drugie miejsce. Wcześniej zaś DM Pekao regularnie był piąty. CDM Pekao wypadał gorzej, gdyż miał wyraźnie inną tabelę opłat i prowizji. Cała trójka zbiera sporo punktów za szeroko rozumiany komfort obsługi, choć bliźniaki z grupy Pekao, przy obrotach, jakie generuje nasz inwestor, mają też symbolicznie niższe prowizje za handel akcjami. Elementy związane z komfortem obsługi mają zaś 50-procentową wagę w całym wyniku (w latach poprzednich było to 30 proc.). Wszystko przeliczamy przy tym na pieniądze, a każdego złotego wypadającego z kieszeni inwestora traktujemy jako punkt karny. Kto zbiera najmniej punktów, ten wygrywa.

Na potrzeby samej prezentacji wyników uznajemy, że zwycięzca otrzymał 100 pkt., a wyniki pozostałych przeliczamy w stosunku do wyniku lidera. Podstawowy czynnik, jaki braliśmy pod uwagę w ocenie komfortu obsługi, jest czas, jaki nasz inwestor może dzięki czemuś zyskać lub stracić. Od samego początku naszych rankingów zakładamy, że nasz inwestor nie jest krezusem, ale zarabia ponadprzeciętnie. Równowartość przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw bez wypłaty nagród z zysku z ubiegłego roku (4851,61 zł) dostaje do ręki. Każda godzina urwania się z pracy lub spóźnienia może go więc kosztować 30,32 zł. Niewątpliwym wyróżnikiem Aliora jest całodobowa obsługa telefoniczna prowadzona przez pracowników. Wiadomo bowiem, że w systemie automatycznym wiele rzeczy jest nie do załatwienia. Premiowaliśmy możliwość kontaktu z żywym człowiekiem poza godz. 8-18. Każdą godzinę w ciągu doby bez obsługi telefonicznej przez pracownika poza tym przedziałem wyceniliśmy na osiem godzin pracy naszego inwestora rocznie.

Wiadomo, że niezręcznie jest w pracy czy miejscu publicznym rozmawiać na niektóre tematy. Jeśli chodzi o komfort obsługi, to bliźniaki z grupy Pekao wyróżniają się rozbudowaną siecią placówek. Tak jak w latach ubiegłych premiowaliśmy zaś posiadanie oddziałów, i to własnych, a nie np. bankowych, w których z wiedzą pracowników na temat działalności biur maklerskich bywa różnie. W przeciwieństwie do lat poprzednich nie braliśmy jednak pod uwagę samej liczby placówek, ale lokalizację możliwie blisko potencjalnych klientów, a więc w największych miastach, a nie np. w Szepietowie (jeden z domów maklerskich ma tam oddział). Pomijając to, że w największych miastach mieszka najwięcej ludzi, to najłatwiej do nich dojechać.

Za pewien standard uznaliśmy posiadanie placówki w każdym mieście liczącym ponad 150 tys. mieszkańców. Takich miast jest 23. Uznaliśmy jednak, że aglomeracja śląska jest jednym wielkim miastem i jej podział na gminy jest dość sztuczny. Założyliśmy więc, że wystarczy posiadać placówkę w jednym z pięciu miast liczących ponad 150 tys. mieszkańców, a wchodzących w skład aglomeracji: Katowicach, Sosnowcu, Gliwicach, Zabrzu lub Bytomiu. Podobnie potraktowaliśmy Gdańsk i Gdynię. W efekcie zostało nam 18 miast i aglomeracji. Za brak placówki w którymkolwiek z tych ośrodków dopisywaliśmy do kosztów prowadzenia rachunku równowartość dwóch godzin pracy naszego inwestora. To w zasadzie nie wystarczy, by pojechać gdzieś dalej i coś załatwić, ale sprawy, które najlepiej załatwić w placówce, są jednak stosunkowo rzadkie. Nie premiowaliśmy w żaden sposób posiadania więcej niż jednej placówki w danym mieście lub aglomeracji.

Wiedzieć więcej

W ocenie komfortu obsługi uwzględniliśmy mobilną aplikację do składania zleceń. Jej brak wyceniliśmy na równowartość ośmiu godzin w roku. W porównaniu z poprzednimi edycjami, dostęp do pięciu linii arkusza zleceń przenieśliśmy z kosztów posiadania akcji do czynników komfortu. Istotnie podnosi to jakość informacji na temat wyceny akcji, jaką otrzymuje klient biura maklerskiego. Jednocześnie polityka taryfowa brokerów, a nawet podejście do opodatkowania tej usługi dostarczanej klientom indywidualnym, spowodowała znaczne zróżnicowanie stawek. By je wyliczyć, przyjęliśmy, że nasz inwestor swoją aktywność dzieli dość równo w ciągu roku, w każdym kwartale dokonując obrotu o wartości 150 tys. zł i ewentualnie 50 tys. zł miesięcznie, jeśli pozwala to otrzymać niższe stawki za dostęp do pięciu linii arkusza zleceń.

Bazując na proporcjach wynikających z corocznego badania inwestorów przez SII, uznaliśmy, że 120 tys. zł nasz inwestor lokuje na dłużej niż rok. W naszym przypadku nie ma to większego znaczenia dla generowanych obrotów, ale może wpływać na opłatę za przechowywanie papierów wartościowych, jaką pobierają niektóre domy maklerskie. Jako że nie są to jedyne aktywa naszego inwestora, uznaliśmy, że w dniu naliczenia opłaty dysponuje on akcjami o wartości o 50 proc. wyższej — czyli 180 tys. zł. Opłatę za przechowywanie tych papierów zaliczyliśmy do tej samej kategorii co prowizje od transakcji czy abonament za samo prowadzenie rachunku. Z opłat związanych z jego obsługą uwzględniliśmy jeszcze trzy przelewy internetowe do banku spoza grupy kapitałowej brokera oraz opłatę za wydanie jednego świadectwa depozytowego uprawniającego do wizyty na walnym zgromadzeniu. Uważamy bowiem, że nawet stosunkowo drobni inwestorzy powinni być w tym zakresie aktywni, a z badań SII wynika, że osoby z portfelem przekraczającym 100 tys. zł zaczynają już bywać na walnych zgromadzeniach.

Wyjaśnienie

W tym roku nie uwzględniliśmy w zestawieniu Millennium DM oraz Ipopemy Securities. Obaj brokerzy mają w tabeli opłat nieprecyzyjne zapisy dotyczące kosztów dostępu do pięciu linii arkusza zleceń i nie byli w stanie ich wyjaśnić. Santander Securities, dawne DB Securities, obsługuje zaś tylko dotychczasowych klientów.

Emerytury się liczą

Choć przedmiotem naszego rankingu są rachunki prowadzone na zasadach ogólnych, w tym roku premiowaliśmy po raz pierwszy prowadzenie przez to samo biuro maklerskie rachunków z umową IKE i IKZE. Z danych Komisji Nadzoru Finansowego wynika, że zarówno przeciętna wartość wpłat na maklerskie IKE i IKZE, jak i zgromadzonych na nich aktywów jest wyraźnie wyższa od średniej dla ogółu instytucji finansowych. Dyskomfort inwestora związany z brakiem IKE lub IKZE w macierzystym domu maklerskim wyceniliśmy uznaniowo za 150 zł rocznie. Taką samą stawkę przypisaliśmy brakowi dostępu do giełd zagranicznych.

IPO: uwzględnione i nie

Tak jak w latach ubiegłych założyliśmy, że nasz inwestor jest zainteresowany ofertami pierwotnymi. Jako że zazwyczaj nie biorą w nich udziału wszystkie biura, a prowizje są niższe niż standardowe, do wyliczenia kosztów udziału w IPO posłużyliśmy się trzema największymi ofertami z zeszłego roku. W przypadku brokerów oferujących te akcje planowaliśmy posłużyć się rzeczywistymi kosztami zapisów. Pozostałym planowaliśmy przypisać koszty, jakie poniósłby ich klient, zapisując się na akcje u konkurenta o najniższej opłacie za transfer instrumentów do innej instytucji, niepobierającego jednocześnie opłaty za samo prowadzenie rachunku, doliczając wartość czterech godzin pracy naszego inwestora za każdą ofertę, z której nie mógł skorzystać w swoim macierzystym biurze. To ekwiwalent czasu, jaki musiałby poświęcić na otwieranie i zamykanie rachunku tylko po to, by wziąć udział w ofercie pierwotnej. Ponieważ jednak w przypadku rynku wtórnego zakładamy, że nasz inwestor jest zainteresowany spółkami względnie płynnymi, uznaliśmy, że oferty publiczne również powinny mieć pewną skalę. Za poziom minimalny uznaliśmy 100 mln zł. Tyle że w 2018 r. żadnej takiej oferty nie było. To oczywiście pochodna afery GetBacku, niemniej odkąd robimy ranking rachunków maklerskich, nigdy nie doszło do takiej sytuacji. Uznaliśmy więc, że choć ogólna zasada pozostaje składową naszego rankingu, to w tym roku wszyscy brokerzy dostaną w tej kategorii 0 pkt.