Alma może pójść w kawałkach

Zażalenia wierzycieli sprawiły, że nie dojdzie do zaplanowanej sprzedaży części majątku Almy grupie E.Leclerc

Miały być 94 mln zł od grupy E.Leclerc za stoiska Krakowskiego Kredensu i nieruchomości w kilku miastach, będzie nie wiadomo ile, nie wiadomo za co, od nie wiadomo kogo — a przynajmniej na razie nie wiadomo. 30 kwietnia krakowski sąd, na skutek zażaleń trojga wierzycieli, oddalił wniosek Almy o zatwierdzenie warunków sprzedaży zorganizowanej części przedsiębiorstwa, który złożono jesienią ubiegłego roku wraz z wnioskiem o upadłość. Oznacza to, że nie dojdzie do uzgodnionej wcześniej, w ramach tzw. pre-packu, sprzedaży części majątku chętnemu inwestorowi z francuskim rodowodem.

PLAN B:
Zobacz więcej

PLAN B:

Alma, której prezesem jest Rafał Dyląg, chciała przeprowadzić „przygotowaną likwidację”, czyli dozwoloną od 2016 r. sprzedaż majątku inwestorowi na warunkach uzgodnionych przed złożeniem wniosku o upadłość. Po fiasku planu majątek zostanie sprzedany przez syndyka na normalnych zasadach. Fot. Anna Kaczmarz - PolskaPresse

W rękach syndyka

— Sprzedaż składników masy upadłości odbywać się będzie na zasadach ogólnych, określonych przepisami prawa upadłościowego — informuje Leszek Kolczyński, syndyk Almy.

„Zasady ogólne” to likwidacja masy upadłościowej przez syndyka i sprzedawanie z wolnej ręki, w ramach przetargu lub licytacji, całości albo poszczególnych składników majątku bankruta. Pieniądze pochodzące z tych operacji mają lepiej zaspokoić wierzycieli Almy niż 94 mln zł, które gotowa była wyłożyć spółka Immomok, powiązana z grupą E.Leclerc. Alma liczyła, że dzięki transakcji spłaci w całości wierzycieli, którzy są zabezpieczeni rzeczowo na jej majątku, czyli banki PKO BP i BZ WBK.

Zgodnie z ostatnim sprawozdaniem finansowym, spółka na poziomie skonsolidowanym miała na koniec 2017 r. prawie 80 mln zł zobowiązań z tytułu kredytów i pożyczek oraz 226 mln zł zobowiązań handlowych i pozostałych.

Próżne nadzieje

Zarząd Almy jeszcze przed ogłoszeniem upadłości liczył na to, że do spłaty wierzycieli będą mogły posłużyć pakiety akcji Vistuli i Krakchemii, które należały do spółki. Były one jednak zabezpieczeniem kredytów na ponad 20 mln zł, zaciągniętych w mBanku. Na początku października ubiegłego roku mBank przejął te akcje i szybko sprzedał je z kilkumilionowym przebiciem Jerzemu Mazgajowi, byłemu prezesowi i głównemu akcjonariuszowi Almy. Jak pisaliśmy, Alma kwestionowała tę operację, a jej obecny prezes Rafał Dyląg w piśmie do akcjonariuszy podkreślał, że „spółka uznała przejęcie akcji za nielegalne i wszczęła stosowneprocedury prawne”. Okazuje się jednak, że wierzyciele nie powinni spodziewać się deszczu pieniędzy z tej chmury.

— Działania upadłej spółki tak w warstwie argumentacyjnej, jak i powołanych podstaw prawnych okazały się bezpodstawne. Zgodnie z zapadłymi orzeczeniami sądu, Alma Market nie uprawdopodobniła nawet istnienia roszczenia skierowanego przeciwko Jerzemu Mazgajowi i mBankowi. W tym stanie rzeczy, w oparciu o przeprowadzone analizy prawne, uznano, iż brak jest podstaw do tego, aby syndyk wstępował do toczących się postępowań, co do których nie uprawdopodobniono nawet roszczenia — informuje Leszek Kolczyński.

Syndyk Almy zwrócił się natomiast z wnioskiem do Komisji Nadzoru Finansowego o zbadanie, czy transakcje przeprowadzono zgodnie z prawem. Nie wyklucza, że podejmie inne działania.

— Brak podstaw do kontynuowania postępowań zainicjowanych przez upadłego przed ogłoszeniem upadłości nie oznacza, że syndyk nie będzie podejmował w najbliższym czasie działań prawnych bardziej adekwatnych do zaistniałego stanu faktycznego — informuje Leszek Kolczyński. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Prawo / Alma może pójść w kawałkach