Delikatesy pełne gorzkich żalów

opublikowano: 09-05-2018, 22:00

Alma nie może sprzedać majątku, bo blokuje ją m.in. Krakchemia, dawna spółka córka. Upadła sieć sklepów wietrzy zemstę, Krakchemia — absurd

Nikt nie kłóci się tak, jak rozbite rodziny. Przez lata delikatesowa Alma i dystrybuująca granulaty Krakchemia tworzyły nietypową familię, w której rolę ojca pełnił inwestor Jerzy Mazgaj, szefujący pierwszej spółce, nadzorujący drugą i mający pakiety kontrolne w obu. Po tym, jak Alma przestała spłacać długi, zamknęła sklepy i stanęła na krawędzi upadłości, rodzina się rozpadła. Teraz tonie w morzu wzajemnych pretensji i walczy — w sądzie i listach do akcjonariuszy. Podstawowy problem polega na tym, że Alma przy okazji ubiegłorocznego wniosku o upadłość przygotowała też tzw. pre-pack, czyli umowę z inwestorem, który zobowiązał się do nabycia części jej majątku (patrz ramka). Uzyskane w ten sposób pieniądze — 94 mln zł — miały trafić do najważniejszych wierzycieli spółki, głównie banków. Trafić jednak nie mogą, bo na postanowienie sądu złożono zażalenia i transakcja jest zawieszona.

BOLESNE ROZSTANIE: Krakchemia, której prezesem jest Andrzej Zdebski (z prawej), jeszcze w 2015 r. dała Almie, będącej jej znaczącym akcjonariuszem, zastrzyk finansowy. W ramach zaliczki na zakup nieruchomości, przekazała delikatesowej spółce 10 mln zł. Pieniędzy wciąż nie odzyskała. Teraz — m.in. po jej zażaleniu — pod znakiem zapytania stanęła sprzedaż aktywów Almy grupie E.Leclerc, co Rafał Dyląg, prezes Almy (z lewej), uważa za „próbę wywarcia presji”, powiązaną z operacjami na akcjach Krakchemii w ubiegłym roku.
Wyświetl galerię [1/3]

BOLESNE ROZSTANIE: Krakchemia, której prezesem jest Andrzej Zdebski (z prawej), jeszcze w 2015 r. dała Almie, będącej jej znaczącym akcjonariuszem, zastrzyk finansowy. W ramach zaliczki na zakup nieruchomości, przekazała delikatesowej spółce 10 mln zł. Pieniędzy wciąż nie odzyskała. Teraz — m.in. po jej zażaleniu — pod znakiem zapytania stanęła sprzedaż aktywów Almy grupie E.Leclerc, co Rafał Dyląg, prezes Almy (z lewej), uważa za „próbę wywarcia presji”, powiązaną z operacjami na akcjach Krakchemii w ubiegłym roku. FOT. Marek Wiśniewski

Wymiana uprzejmości

Jednym z żalących się wierzycieli jest Krakchemia. Zarząd Almy wyraża przekonanie, że jej zażalenie to rewanż za to, iż w ramach innego postępowania upadła sieć sklepów kwestionuje w sądzie przejęcie przez mBank należącego do niej pakietu akcji Krakchemii (oraz Vistuli).

„Podmiotem, którego zażalenie wstrzymuje uprawomocnienie się postanowienia o pre-packu, jest Krakchemia, stanowiąca do niedawna część grupy kapitałowej Alma Market. Przypomnieć należy, iż zarząd Almy w październiku 2017 roku uznał za nielegalne przejęcie akcji spółki Krakchemia przez mBank, celem ich natychmiastowejsprzedaży na rzecz byłego głównego akcjonariusza Almy i obecnego Krakchemii, i w związku z tym wszczął stosowne procedury prawne, których dalsze prowadzenie przejął syndyk. W tym kontekście zarząd Almy w upadłości traktuje złożenie przez Krakchemię zażalenia jako próbę wywarcia presji na zarząd i syndyka, ukierunkowanej na zaniechanie podjętych działań, kwestionujących przejęcie akcji” — głosi pismo Rafała Dyląga, prezesa Almy, do akcjonariuszy.

Postanowienie sądu o ogłoszeniu upadłości Almy kwestionuje jednak nie tylko Krakchemia.

— Zażalenia złożyli Urszula A., Bać-Pol [duży dystrybutor żywności z Rzeszowa — red.] i Krakchemia — informuje Grażyna Rokita z biura prasowego sądu okręgowego w Krakowie. Andrzej Zdebski, prezes Krakchemii, o zarzutach formułowanych przez szefa Almy dowiedział się od „PB”.

— Jestem zdumiony sformułowaniami użytymi w piśmie prezesa Almy do akcjonariuszy. Zarzuty są absurdalne i nielogiczne. Jako Krakchemia złożyliśmy zażalenie na pre-pack, bo uważamy, że wycena aktywów Almy jest za niska, a jako wierzyciel mamy prawo bronić możliwości odzyskania przez naszą spółkę pieniędzy. W żadnych innych postępowaniach dotyczących Almy Krakchemia nie jest stroną — mówi Andrzej Zdebski. Krakchemia jest znaczącym wierzycielem Almy — w postępowaniu upadłościowym zgłosiła wierzytelność w wysokości ponad 11 mln zł.

Delikatesowa czkawka

Kwestionowanie warunków upadłości Almy to jedna oś sporu, drugą natomiast jest łańcuszek transakcji z października ubiegłego roku. Wtedy to mBank przejął należące do Almy pakiety akcji w Vistuli i Krakchemii, które były zabezpieczeniem niespłaconych kredytów na ponad 20 mln zł.

Długo ich nie trzymał — nie minął tydzień i pakiety te odkupił Jerzy Mazgaj, który wcześniej odsprzedał część własnego pakietu w Krakchemii Andrzejowi Zdebskiemu, dzięki czemu uniknął przekroczenia progu 33 proc. i obowiązku ogłoszenia wezwania. Jerzy Mazgaj zapłacił bankowi za akcje Vistuli i Krakchemii 27,4 mln zł. Almie, z której jej wieloletni główny akcjonariusz i prezes wycofał się kilka miesięcy wcześniej, to się nie spodobało. Jak informuje spółka, „czynność ta jest kwestionowana jako wykonana z podejrzeniem wykorzystania prawa i wyrządzenia szkody”. O to, jakie konkretnie działania podjęto w tej sprawie i na jakim etapie jest postępowanie, zapytaliśmy Lesława Kolczyńskiego, syndyka Almy. Do zamknięcia tego wydania „PB” nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Tymczasem problemy Almy odbiły się czkawką Krakchemii. We wrześniu 2016 r., gdy banki zaczęły wypowiadać Almie kredyty, Krakchemia także zaczęła mieć problem z finansowaniem. Obniżono jej limity kredytowe (m.in. w Pekao), nie przedłużono też umowy kredytu wielocelowego w PKO BP, więc spółka musiała znaleźć pieniądze na jego spłatę. W dodatkuw ubiegłym roku wygasła kluczowa umowa na dostawy z Basell Orlen Polyolefins Sprzedaż (BOPS), co przełożyło się na spadek przychodów o prawie 40 proc. Wszystko to — i strata netto w wysokości 8,4 mln zł — jest według zarządu Krakchemii pokłosiem kłopotów Almy.

„W 2017 r. spółka po raz pierwszy w historii od dnia pierwszego notowania na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych odnotowała stratę na działalności operacyjnej. Złożyło się na to wiele czynników praktycznie niezależnych od spółki. W istotnej mierze głównym czynnikiem była ocena spółki jako części grupy kapitałowej Almy Market (obecnie w upadłości). Spowodowało to obniżenie zaangażowania banków finansujących działalność operacyjną spółki i w rezultacie doprowadziło do znacznego ograniczenia zewnętrznego finansowania obrotu towarowego. Jednocześnie spółka utraciła wysokie wskaźniki ratingowe w instytucjach ubezpieczeniowych, co znacznie ograniczyło zdolności zakupowe u dostawców spółki. Pogorszenie ratingu miało również wpływ na współpracę z BOPS, co w efekcie doprowadziło do wygaśnięcia umowy” — głosi pismo Andrzeja Zdebskiego, prezesa Krakchemii, do akcjonariuszy.

Zawieszona transakcja

Zażalenia wierzycieli Almy na postanowienie o upadłości opóźniają realizację transakcji z inwestorem, który za zorganizowaną część przedsiębiorstwa chce zapłacić 94 mln zł. Przedmiotem transakcji mają być wszystkie udziały spółki Krakowski Kredens Tradycja Galicyjska (prowadzącej kilkadziesiąt małych sklepów i stoisk z delikatesami i sprzedającej produkty pod marką własną), a także nieruchomości w Krakowie, Tarnowie i Sopocie, w tym flagowy sklep Almy przy krakowskiej ulicy Pilotów. Kupującym ma być spółka Immomok, której wspólnikiem jest Jean-Philippe Magre, szef polskich struktur francuskiej sieci E.Leclerc. — Uważamy, że aktywa Almy, o których przejęcie wystąpiliśmy, mogą zostać płynnie włączone w strukturę E.Leclerc, umożliwiając rozwój grupy. Złożyliśmy ofertę, która była najciekawsza dla wierzycieli, i jesteśmy przekonani, że mamy możliwości inwestycyjne oraz kompetencje, by rozwijać to, co tworzyły Alma i Krakowski Kredens — powiedział w listopadzie portalowi wiadomoscihandlowe.pl Jean-Philippe Magre.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Handel / Delikatesy pełne gorzkich żalów