Marcin P., były prezes Amber Gold (AG), usłyszał 25., a jego żona Katarzyna 17. zarzut w śledztwie, dotyczącym działalności parabanku. Temu pierwszemu łódzka prokuratura zarzuciła wprowadzenie w błąd ponad 100 klientów, którym spółka udzielała pożyczek. Szef AG kazał im płacić za rzekome ubezpieczenie pożyczek, mimo że ich nie ubezpieczał. Katarzyna P. usłyszała natomiast zarzut dotyczący nieskładania sprawozdań finansowych. Oboje od wielu miesięcy są w areszcie, czekając na koniec śledztwa.

Według najnowszych zapewnień prokuratury, powinno to nastąpić przed końcem roku. Śledczy zakładają, że Marcin i Katarzyna P. oszukali ok. 15 tys. osób na ponad 850 mln zł.
Na razie w zarzutach im stawianych ujętych jest prawie 12 tys. pokrzywdzonych, a kwota ich szkód to ponad 668 mln zł. Poza oszustwem znacznej wartości prokuratura zarzuca im m.in. prowadzenie działalności bankowej bez zezwolenia, poświadczenie nieprawdy, naruszenie ustawy o rachunkowości i kodeksu spółek handlowych. Małżonkowie P. nie przyznają się do winy i odmawiają składania wyjaśnień.
Obojgu grozi kara do 15 lat więzienia. Z opinii przygotowanej przez Ernst & Young Audyt Polska za prawie 1 mln zł wynika, że nie było zewnętrznych źródeł finansowania AG.
W latach 2009-12 z lokat od klientów spółka pozyskała 851 mln zł, z czego tylko ponad 10 mln zł zainwestowała w złoto, które miało być ich zabezpieczeniem. Pieniądze wydała głównie na bieżącą działalność, m.in. na zakup nieruchomości czy reklamę (ponad 214 mln zł), działalność lotniczą, w tym finansowanie linii OLT Express (prawie 300 mln zł), a także pensje Marcina P. i Katarzyny P. (18,8 mln zł). Prokuratura nie znalazła dowodów na to, że w spółce, która klientów kusiła oprocentowaniem znacznie przewyższającym lokaty bankowe, dochodziło do prania brudnych pieniędzy.
Wszystko wskazuje jednak na to, że od początku była tzw. piramidą finansową i z takim zamiarem została stworzona. Zbankrutowała w wakacje 2012 r., tysiącom klientów nie wypłacając powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich.