Ameryka wygrała bardzo ważną bitwę

Maciej Zbiejcik, KPR
opublikowano: 2008-01-24 00:00

Obawy Europy, że lekarstwo zaaplikowane giełdom nie pomaga, były przesadzone. Zastrzyk z Fed zaczyna działać.

Dzień po obniżce stóp procentowych w Ameryce doszło do starcia optymistów z pesymistami. Walka toczyła się całą dobę, na całym świecie. W Azji zwyciężyli ci pierwsi. Później, w Europie, ponieśli porażkę. Wydawało się, że amerykański bank centralny (Fed) dostarczył popytowi za mało amunicji. Decydujące starcie odbyło się w Ameryce. Popyt, zepchnięty do głębokiej defensywy, zwyciężył po heroicznej walce. Dow Jones poszedł w górę o 2,5 proc., choć jeszcze po 19.00 tyle tracił. Dziś wzrostami powinien uczcić to cały świat. Jest szansa na odbicie, jeśli nie zaleje nas kolejna fala złych wieści.

Stawianie na nogi słabnących giełd było bardzo trudne. Gdy we wtorek Fed zaaplikował rynkom lekarstwo w postaci znaczącego cięcia stóp (aż o 75 pkt proc.), pacjent chwilowo wyszedł z zapaści. Indeksy poszły w górę. Później przyszło otrzeźwienie. Analitycy nie byli przekonani, czy kuracja wystarczy na dłuższą metę. W środę rokowania były niezłe, bo rano przyszły dobre wieści z azjatyckich parkietów, które wcześniej w dwa dni poniosły straty niespotykane od 1990 r. Indeksy Nikkei i Shanghai B-Shares zyskały odpowiednio 2 i 3,7 proc. Rekordzistą okazał się indeks Hang Seng, który zakończył dzień blisko 11-procentowym wzrostem. Optymizm azjatyckich inwestorów przełożył się na dobre otwarcie w Europie. WIG20 zyskiwał na otwarciu blisko 3 proc.

Sielanka nie trwała długo. Z każdą godziną popyt na europejskich giełdach słabł i już w południe prawie wszystkie mocno spadały. Nerwy znów wzięły górę nad rozsądkiem. Indeksy najważniejszych rynków Europy spadały nawet o 5 proc. Na tym tle polska giełda zachowywała się dużo lepiej, wychodząc na finiszu na plus.

Inwestorom nie spodobało się też, że lekarzy z Fed nie chcą wesprzeć ich koledzy po fachu z Europejskiego Banku Centralnego (ECB). Tym bardziej że pojawiła się seria objawów potwierdzających chorobę gospodarki USA. Najpierw Apple, producent iPhonów, wystraszył prognozą wyników. Później Merrill Lynch, bank inwestycyjny, obniżył prognozy wzrostu PKB w USA na ten rok do 0,8 z 1,6 proc. Trzy grosze dorzucił amerykański guru inwestycyjny — George Soros. Powiedział, że gospodarkom USA i Wielkiej Brytanii bardzo trudno będzie wybronić się przed recesją. Kolejnym ciosem dla giełd Europy była wypowiedź Jeana-Claude’a Tricheta, prezesa ECB. Jego zdaniem, nadal ważniejsza jest walka z inflacją, co oznacza koniec marzeń o obniżkach stóp w Europie. Rynki dobiła informacja z Motoroli. Amerykańska spółka podała, że jej kwartalny zysk spadł o 84 proc.

Początek handlu w USA potwierdzał, że zastrzyk z Fed nie był lekarstwem, tylko znieczuleniem, i to miejscowym. W końcu zadziałał. Po 19.00 naszego czasu popyt obronił ważne dołki — poziom z otwarcia z wtorkowej sesji w USA. Podaż uznała, że przegrała bitwę. Niedźwiedzie zaczęły zamykać pozycje i uciekać z rynku. W trzy godziny indeks Dow Jones wzrósł o ponad 625 pkt, do 12 270,17 pkt, czyli aż prawie 5 proc. Inwestorzy uznali, że Fed nie zostawi ich samych i — jeśli będzie trzeba — obniży jeszcze stopy w USA.

Amerykańskie byki wczoraj wygrały, ale to była tylko bitwa. Za wcześnie, by ogłosić zwycięstwo w wojnie. Giełdy w najbliższym czasie nadal będą się mocno wahać, tak jak nastroje inwestorów. Fed może kontynuować kurację — stopy w USA wynoszą 3,5 proc. Problem w tym, że zagrożeniem dla pacjenta jest także wysoka inflacja. Oby Fed nie przedawkował, schodząc ze stopami zbyt nisko. Lekarstwo się kończy.

Maciej

Zbiejcik, KPR

Możesz zainteresować się również: