Amerykanie mająstrach w oczach

Drobni inwestorzy z USA bardziej bali się giełdowego krachu tylko na dnie bessy z 2009 r.

W niespełna pół roku po sierpniowym tąpnięciu na giełdzie nowojorskiej w Ameryce powróciły obawy przed kolejnym załamaniem. W sondażu szkoły biznesu Uniwersytetu Yale możliwość ponownego krachu wykluczyło najmniej inwestorów od dna bessy z 2009 r.

Inwestorów przekonanych o tym, że w ciągu najbliższych sześciu miesięcy nie zdarzy się nagłe załamanie rynkowe, jest już tylko 17 proc. Ich obawy były jeszcze silniejsze jedynie przez trzy miesiące, które przypadły w okolicach dna bessy z 2009 r. Tylko nieco więcej pewności mają inwestorzy instytucjonalni. Możliwość krachu wyklucza 24 proc. z nich, co i tak jest najniższym odsetkiem od maja 2009 r.

Historia pokazuje, że najlepiej sprawdza się przewrotne podejście do wyników sondażu. To, czego rynek najbardziej się obawia, często jest mało prawdopodobne, ponieważ inwestorzy zdołali się już na to przygotować. Dlatego, kiedy ceny akcji są bliskie dna, strach na rynku często bywa wszechobecny. Już dawno zauważyli to traderzy z Wall Street, którzy mówią: „kupuj, kiedy leje się krew, sprzedawaj przy dźwiękach fanfar”. Euforia panuje bowiem wtedy, kiedy giełdowe indeksy zbliżają się do szczytu.

Przypomina o tym jeden z najsłynniejszych inwestorów Warren Buffett, który radzi, by bać się, kiedy inni są chciwi, a być chciwym, kiedy inni się boją. Na nastroje warto więc zwracać uwagę, ale nie należy popadać w przesadę. Nie zawsze znaczny optymizm jest zapowiedzą kłopotów, a ponure nastroje poprzedzają wielką hossę. Prawdą jest jednak to, że w okolicy rynkowych punktów zwrotnych większość inwestorów się myli. Zwykle blisko szczytów nastroje są więc bardzo dobre, a w okolicach dna — fatalne. Wielokrotnie działo się tak chociażby w ostatnich latach.

W listopadzie 2002 r., czyli u progu poprzedniej hossy, inwestorów instytucjonalnych wykluczających nadejście krachu było niespełna 21 proc. Osiągniętego miesiąc wcześniej dna bessy po pęknięciu bańki internetowej indeks S&P500nie przebił przez kilka kolejnych lat. Odwrotnie było w lutym 2007 r., kiedy hossa zbliżała się do końca. Krach wykluczało wtedy 57 proc. inwestorów z wielkich instytucji. To odsetek bliski najwyższym odczytom w historii badań Uniwersytetu Yale.

Największe w historii badań obawy przed krachem — tak wśród inwestorów indywidualnych, jak i wśród instytucjonalnych — panowały natomiast wiosną 2009 r., gdy rozpoczynała się poprzednia hossa. Teraz, zwłaszcza wśród inwestorów indywidualnych, obawy są niemal tak samo silne. Nie spieszmy się jednak z wyciąganiem optymistycznych wniosków tylko na podstawie jednego sygnału.

Tuż przed krachem związanym z upadkiem banku Lehman Brothers znaczna część inwestorów obawiała się rynkowego załamania i ono faktycznie nastąpiło. Możliwość tąpnięcia wykluczało wtedy jedynie 26 proc. graczy indywidualnych. Tylko w ciągu następnych czterech tygodni indeks S&P500 spadł o 31 proc. W ciągu następnych pięciu miesięcy straty powiększył do 47 proc.

Uwaga na drapacze chmur

W czasie kiedy amerykańskie obawy przed krachem mogą być odczytywane jako pozytywny sygnał, na inną ciekawą zależność zwraca uwagę bank Barclays Capital. Za zapowiedź nadchodzących kłopotów Chin i Indii bank uznał panującą w obu krajach manię budowania drapaczy chmur.

Bank zauważa, że w ciągu ostatnich 140 lat ten sygnał trafnie ostrzegał przed nadchodzącym krachem. Dzieje się tak dlatego, że powstawanie budynków o monumentalnych rozmiarach świadczy o zbyt łatwej dostępności finansowania, a to zwykle zapowiada załamanie. Przykładem jest chociażby Wielki Kryzys, który poprzedziło wybudowanie w Nowym Jorku wieżowca Empire State. Najwyższy obecnie na świecie wieżowiec Burdż Chalifa w Dubaju został oddany do użytkowania tuż przed tym, jak emirat popadł w ogromne tarapaty finansowe.

Tymczasem spośród będących obecnie w budowie na świecie 124 wieżowców aż 65 powstaje w Chinach, a kolejne 14 — w Indiach. Ceny nieruchomości w Państwie Środka zaczęły już jednak spadać. Na szczęście dla światowej gospodarki żaden z obecnie budowanych drapaczy chmur nie przerośnie Burdż Chalifa. Jest więc szansa, że lądowanie Chin i Indii będzie stosunkowo miękkie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Amerykanie mająstrach w oczach