Amerykańska lekcja dla Polski

  • Alina Treptow
opublikowano: 18-08-2015, 22:00

Prof. Waldemar Priebe ruszył po sukces za oceanem tydzień przed stanem wojennym. Po latach chce zbudować nad Wisłą biotechnologiczne zagłębie regionu

Odmowa wydania paszportu przed wyjazdem na stypendium naukowe do USA na początku lat 80. ubiegłego wieku omal nie przekreśliła zagranicznego sukcesu prof. Waldemara Priebe. Bilet dla czteroosobowej rodziny, datowany — jak się później okazało — na tydzień przed ogłoszeniem w Polsce stanu wojennego, został jednak wykorzystany. Amerykański sen mógł się spełnić. W kręgach akademickich polskiego naukowca przedstawiać nie trzeba. Liczne sukcesy, długa lista publikacji międzynarodowych, otrzymane granty na badania mówią za siebie.

prof. Waldemar Priebe
Zobacz więcej

prof. Waldemar Priebe ARC

— To bardzo dobry chemik leków, jeden z nielicznych Polaków, którzy mogą pochwalić się zagranicznymi sukcesami w obszarze innowacyjnych projektów — mówi Paweł Przewięźlikowski, prezes biotechnologicznej Selvity. Dziś prof. Priebe współdecyduje za oceanem, do kogo popłyną miliony na nowatorskie przedsięwzięcia, z kasy rządu Stanów Zjednoczonych. Zna go również biznes za wielką wodą. Polski wynalazca jest założycielem pięciu amerykańskich firm farmaceutycznych — w tym Argus Pharmaceuticals (później Aronex Pharmaceuticals), Reata Pharmaceuticals i Moleculin.

Droga na skróty

Słynny badacz, który pracuje obecnie nad kilkoma lekami przeciwnowotworowymi, nie planuje powrotu do Polski, ale ojczyzna wciąż jest mu bliska. Doświadczenie zdobyte w USA chce wykorzystać, by zbudować nad Wisłą biotechnologiczne zagłębie regionu. — Oczywiście z pomocą polskich naukowców i dzięki współpracy polsko-amerykańskiej — zastrzega Waldemar Priebe. Zdaniem profesora, Polska powinna pójść drogą na skróty.

— W USA budowanie zaplecza biotechnologicznego trwało kilkadziesiąt lat. Polska nie ma tyle czasu, a zaczynając od zera, trudno będzie jej osiągnąć podobny sukces, zważywszy, że opracowanie innowacyjnego leku zajmuje kilkanaście lat i wiąże się z bardzo dużym ryzykiem. Przyspieszenie może nadać współpraca z firmami z USA, które mają wiele projektów znacznie bardziej zaawansowanych, a tym samym mniej ryzykownych.

Polskie firmy mogą wykupić licencję na opracowywany produkt, obejmującą np. Europę Środkową i Wschodnią oraz kraje Bliskiego Wschodu. Te regiony nie są pierwszym wyborem amerykańskich firm farmaceutycznych, a jednocześnie są atrakcyjne, szczególnie dla firm i inwestorów z obszaru CEE. Ponad 300-milionowy rynek to szansa na zbudowanie firmy z przychodami na poziomie kilkuset milionów dolarów — zauważa Waldemar Priebe.

Polsko-amerykański zespół kontynuowałby badania. Jeśli zakończyłby się sukcesem, Polska mogłaby stać się krajem pierwszej rejestracji leku, dzięki czemu zabłysnęłaby na farmaceutycznej mapie. Zdaniem profesora, niewiele jednak da się zdziałać bez wsparcia. — Celem polskiego rządu powinno być budowanie silnej biotechnologii w oparciu o region dawnego RWPG, południową Europę, a nawet część krajów Bliskiego Wschodu. Dzięki licencjom można by przenieść nad Wisłę nie tylko zaawansowane technologie, ale też know-how z zakresu badań i komercjalizacji — uważa prof. Priebe. Drugim pomysłem profesora jest ściągnięcie do Polski naukowców światowego kalibru. Można to zrobić, oferując fundusze — do wydania tylko w Polsce — na stworzenie bliźniaczego laboratorium i prace badawcze.

— Z podobnego rozwiązania nagminnie korzystają Chińczycy — podkreśla Waldemar Priebe.

Projekt jest jeszcze w powijakach. Żeby przyniósł efekty, potrzebna będzie współpraca między rządami Polski i USA. Inicjatorzy szukają też partnerów wśród takich instytucji jak Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, a także wśród przedsiębiorców.

Giełdowe wsparcie

Platformą pomocną w finansowaniu innowacyjnych przedsięwzięć ma być NewConnect — stąd zaangażowanie w jeden z projektów polskiego domu maklerskiego. W tym obszarze także pomogą doświadczenia profesora zza oceanu. Pierwsza firma, której współzałożycielem był polski naukowiec, na początku lat 90. zadebiutowała na NASDAQ, ściągając z rynku ponad 100 mln USD. Rejestracja firmy, której prace nad nowymi lekami przyciągnęły później licznych inwestorów, m.in. fundusze venture capital i emerytalne, a na koniec koncern farmaceutyczny, który ją wchłonął, kosztowała kilkadziesiąt dolarów. Aronex Pharmaceuticals (pierwotnie Argus) założyło, jak wspomina Waldemar Priebe, „osobliwe trio”.

— Dr Gabriel P. Lopez-Berestein z Portoryko, którego matka była austriacką Żydówką, a ojciec Baskiem, dr Roman Perez-Soler, Katalończyk, i ja, młody naukowiec z Polski, wtedy już pracownik uniwersytetu w Teksasie — mówi profesor. Zagraniczne paszporty nie były przeszkodą. Pozyskanie funduszy utrudniały... ropa i gaz. — Teksas żył głównie z surowców i nikt nie myślał o wspieraniu innych dziedzin biznesu — tłumaczy Waldemar Priebe. Innowatorom przyszedł w sukurs surowcowy kryzys. Postanowiono zdywersyfikować lokalną gospodarkę i pieniądze popłynęły również do innych specjalizacji, w tym biotechnologii — wspomina profesor. © Ⓟ

OKIEM EKSPERTA

Polacy już próbują

MARCIN SZUMOWSKI

prezes biotechnologicznej spółki OncoArendi

Na poziomie ogólnym pomysły profesora wydają się atrakcyjne. To, czy zakończą się sukcesem, czy jednak z wielkiej chmury spadnie mały deszcz, zależy od sposobu realizacji. Amerykańskie technologie już trafiają nad Wisłę w ramach licencji — odbywa się to jednak wciąż na niewielką skalę. Pytanie, czy jesteśmy już gotowi pójść dalej, czy grupa kompetentnych polskich naukowców i przedsiębiorców, która podejmie się tego zadania, jest wystarczająco duża. Finansowanie takich polsko-amerykańskich projektów powinno być zapewnione po obu stronach oceanu. Do pomysłu budowania bliźniaczych laboratoriów podchodzę nieco sceptycznie, nie słyszałem o wielu udanych projektach zorganizowanych w ten sposób. Żeby robić coś dobrze, trzeba skupić się na jednym zadaniu. Lepiej próbować ściągnąć z powrotem do kraju polskich naukowców pracujących za granicą, co zresztą trwa co najmniej od kilku lat.

Moda na biotechnologię

Polska biotechnologia budzi się do życia — na rynku jest coraz więcej firm, które prowadzą badania nad nowymi lekami. Od kilku lat sił w tym segmencie próbuje Mabion oraz Celon Pharma, którymi zarządza Maciej Wieczorek. Kandydatów na nowe farmaceutyki szuka też giełdowa Selvita, założona przed Pawła Przewięźlikowskiego oraz OncoArendi, którego współzałożycielem jest Marcin Szumowski. Wybrały one bardzo popularny model biznesowy w tym segmencie — sprzedają licencję dużym firmom farmaceutycznym na wcześniejszych etapach badań. Biotechnologia skusiła też duże, polskie firmy farmaceutyczne, które specjalizowały się głównie w lekach generycznych — Polpharmę oraz Adamed.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Alina Treptow

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy