— Zatrudniłem zbyt wiele osób — ponad 3 tysiące. Poza tym kilku kontrahentów nie płaciło nam za towary, więc mieliśmy ogromne zapasy niepotrzebnych ubrań i zaczęły się kłopoty — mówi Mirosław Kranik, założyciel i właściciel Sunset Suits.
To wszystko doprowadziło firmę na skraj bankructwa. Jej właściciela uratował jednak jeden trafiony pomysł — budowa własnej sieci. Zapasy w szybkim tempie znikały, a logo zachodzącego słońca coraz częściej kojarzyło się eleganckim panom z garniturami. Dziś spółka prowadzi łącznie 104 sklepy, z czego 17 jest poza krajem i w ubiegłym roku Sunset Suits miał 92 mln zł przychodów ze sprzedaży i 7,8 mln zł zysku netto. W tym roku liczy na niewielki wzrost wyników.
Po wielu chudych latach, już w dobrej kondycji finansowej Sunset Suits szykuje się do wejścia na parkiet. Co ciekawe, przetrze innym polskim firmom szlaki na amerykański rynek Nasdaq. Debiut jest planowany na przełom tego i przyszłego roku. Jednak najpierw, najpóźniej za miesiąc, spółka trafi do tzw. giełdowej poczekalni OTC (odpowiednik polskiego CeTO).
Forma debiutu też jest nietypowa. Sunset Suits jako jedna z niewielu polskich firm, zdecydowała się bowiem na tzw. reverse merger, czyli odwrotną fuzję.
Więcej o planach Sunset Suits i realizacji "American dream" w piątkowym "Pulsie Biznesu"