Amerykańskie gry budżetowe

Cezary Koprowicz
opublikowano: 2011-08-01 00:00

Świat wsłuchiwał się w weekend w polityków z USA, którzy zaliczyli serię debat i głosowań nad limitem zadłużenia.

Świat wsłuchiwał się w weekend w polityków z USA, którzy zaliczyli serię debat i głosowań nad limitem zadłużenia.

Amerykański Kongres pracował w weekend praktycznie bez przerwy. Politycy próbowali rozwiązać problem z zadłużeniem, które dobiło do limitu. Republikanie i Demokraci mają rozbieżne wizji, jak uratować budżet — obóz prezydenta Obamy chce cięcia wydatków i podniesienia podatków lub limitu zadłużenia. Opozycja nie chce słyszeć o wyższych daninach, niechętnie patrzy na podniesienie progu.

W sobotę nad ranem naszego czasu zdominowana przez Republikanów Izba Reprezentantów przyjęła plan podniesienia limitu zadłużenia Johna Boehnera. Zdominowany przez Demokratów Senat natychmiast go odrzucił. Piłka była po jego stronie. Harry Reid, lider Demokratów położył na stole plan, zakładający podniesienie limitu długu o 2,4 biliona dolarów i podobną redukcję deficytu. Senat go przyjął, ale odrzuciła Izba Reprezentantów. Republikanie zarzucili, że cięcia wydatków polegały na sztuczkach budżetowych. W kuluarach politycy obu stron deklarowali, że porozumienie jest coraz bliżej. Kolejne głosowanie miało się odbyć po zamknięciu tego wydania "Pulsu Biznesu". Czasu na dogadanie się zostało niewiele — brak kompromisu do 2 sierpnia oznacza bankructwo USA. Zdaniem Marka Rogalskiego, analityka DM BOŚ trzeba się przygotować na nerwy na rynku podobne do piątkowych, gdy frank pobił rekord docierając do poziomu 3,5450 zł.

— W scenariuszu braku porozumienia na rynkach nie będzie spokojnie, a frank będzie drożał. Złoto też. Każda wiadomość z USA będzie powodowała znaczące zmiany notowań — mówi Piotr Kuczyński, główny analityk Xeliona.

Jego zdaniem brak porozumienia do wtorku będzie miał inne konsekwencje, niż sądzi większość.

— Większość zakłada, że w przypadku technicznego upadku finansów USA i obniżenia ratingu dolar będzie tracił. Wtedy obligacje USA dostaną po głowie, czyli wzrośnie ich rentowność. To wcale nie musi spowodować upadku dolara. Nie ma bowiem mowy o upadłości USA, tu chodzi o techniczne rozwiązania problemu. Kapitał znów sięgnie po obligacje, które będą przecież lepiej oprocentowane, a trzeba je kupić za dolary — mówi Piotr Kuczyński.

Akcje przez jakiś czas też mogą być pod presją, ale krachu nie będzie.

— Co techniczny upadek USA zmienia dla akcji? Przecież zyski amerykańskich spółek pozostaną takie same. Spadki będą wykorzystywane do kupna przecenionych papierów — dodaje analityk Xeliona.

Z kolei rozwiązanie problemu oznaczać będzie, że z pola widzenia inwestorów zniknie jedno zagrożenie, ale… pojawią się następne.

— Inwestorzy będą czekać na komunikaty agencji ratingowych, które mogą powiedzieć Amerykanom: "zrobiliście za mało". Pewnym zagrożeniem jest też Hiszpania i jesienne wybory, które mogą odsunąć reformy w tym kraju. We wrześniu wróci też temat Grecji. Dane z USA też były ostatnio słabe — wylicza Marek Rogalski, analityk DM BOŚ.

— Dojdzie do krótkiej euforii, ale inne problemy powrócą. Gdy zejdziemy na ziemię wrócimy do śledzenia danych makro, które nie były ostatnio najlepsze. Kończy się też sezon wyników spółek w USA. 9 sierpnia jest posiedzenie Fed. Inwestorzy będą czekać na to, że amerykańskie władze monetarne znów dadzą nadzieję na plan pobudzania gospodarki — mówi Piotr Kuczyński.

Ale taki chwilowy oddech dla rynków będzie odczuwalny.

— Dolar bardzo wyraźnie umocni się do jena i do franka. EUR/USD też powinien spaść. Ciekawie będzie ze złotym. Z reguły gdy dolar idzie w górę, złoty się osłabia. W tym wypadku notowania złotego do dolara się raczej nie zmienią lub lekko wzrosną. Złoty powinien się istotnie wzmocnić do franka — mówi Marek Rogalski.