Amerykańskie motohamowanie

Rafał Białkowski
opublikowano: 2007-05-04 00:00

Cztery kółka chce mieć każdy. Po co jednak zwalać sobie kłopot na głowę, kiedy ogólna sytuacja na rynku jest niepewna.

Cztery kółka chce mieć każdy. Po co jednak zwalać sobie kłopot na głowę, kiedy ogólna sytuacja na rynku jest niepewna.

Kwiecień nie nastroił motoryzacyjnych producentów optymistycznie. Klienci przestali odwiedzać salony samochodowe, a tym samym sprzedaż nowych aut w Stanach Zjednoczonych spadła.

Nawet sprzedaż japońskiej Toyoty, która jeszcze w marcu zanotowała dwucyfrowy wzrost na amerykańskim rynku, teraz spadła o 4,4 proc. —do 210,5 tys. sztuk. W kwietniu 2006 r. nabywców tej marki w USA było 220 tys. Była to pierwsza strata Toyoty na tym rynku od dwóch lat.

Zmniejszone zapotrzebowanie na nowe auta odnotowali również rodzimi producenci, Ford — spadek o 12,9 proc. oraz General Motors — o 9,5 proc.

Zamrożone nastroje

Co wpłynęło na obniżenie klienteli dilerów? Odpowiedzi należy szukać w ostatnich wzrostach cen ropy naftowej w okolice 64 USD za baryłkę. Dołożył się to tego również spadek wskaźnika zaufania amerykańskich konsumentów. Niestabilna sytuacja, problemy finansowe firm działających na rynku hipotecznym oraz coraz droższe paliwa sprawiają, że coraz mniej konsumentów optymistycznie patrzy w przyszłość.

— Konsumenci przeszli w stan zamrożenia i czekają, co będzie dalej — ocenia Brad Bradshaw z Nissana, jednego z japońskich producentów aut.

Choć ostatni miesiąc nie rozpieszczał japońskich producentów, to jednak ciągle podbijają zagraniczne rynki. W tym największy rynek samochodowy — USA.

Toyota wyprzedziła w marcu General Motors i ze sprzedażą ponad 2,3 mln aut w pierwszym kwartale stała się największym producentem aut na świecie.

Drastyczne cięcia

Amerykańscy producenci nie mają ochoty poddać się bez walki. Aby przeciwdziałać japońskiej ekspansji, potrzebne są drastyczne metody — cięcia kosztów. To dzięki nim wydatki producentów się zmniejszą, a co za tym idzie — obniży się cena aut.

DaimlerChrysler oświadczył, że chce zmniejszyć zatrudnienie o 13 tys. etatów. Podobne plany mają Ford i General Motors. Pierwszy zamknie 16 fabryk w USA oraz zlikwiduje 45 tys. miejsc pracy, drugi odpowiednio — 12 i ponad 34 tys.

Zapowiedzi te na pewno nie poprawią samopoczucia klientów. Potwierdzają to analitycy, którzy prognozują słabe wyniki także w drugiej połowie roku.