Amerykańskie sny pryskają

opublikowano: 21-01-2013, 00:00

Miałem sen, że pewnego dnia ten naród powstanie…

Wizja Martina Luthera Kinga sprzed pół wieku politycznie zmaterializowała się cztery lata temu, wszak pierwszy afroamerykański prezydent Barack Obama wczoraj objął już drugą kadencję. Notabene igrzyska z tej okazji rozłożył na dwa dni — ponieważ konstytucyjny 20 stycznia przypadł w niedzielę, prezydent terminowo złożył przysięgę w Białym Domu, natomiast galę na stopniach Kapitolu dla wielotysięcznego tłumu swoich zwolenników odłożył na poniedziałek.

Tradycyjna inauguracja prezydentury ma dla Ameryki znaczenie głównie symboliczne. Ale w tym roku zbiegła się równie symbolicznie z pryśnięciem dwóch amerykańskich snów. Po pierwsze — nadzór lotniczy FAA (Federal Aviation Administration) podjął decyzję o uziemieniu wszystkich Boeingów 787 Dreamliner. Rozgryzienie problemu palnych baterii w wyśnionej maszynie może potrwać wiele tygodni. Należy złożyć ręce w dziękczynnej modlitwie, że kompozytowym cudem techniki organ nadzoru zajął się tak szybko, bez pośrednictwa NTSB (National Transportation Safety Board) badającej przyczyny katastrof z setkami ofiar i potem przedstawiającej wnioski FAA. Drugim zaś szokującym przebudzeniem się Ameryki były telewizyjne wyznania jej sportowego idola Lance’a Armstronga, który z wielkimi oporami, ale nareszcie potwierdził publicznie, że fundamentem jego kolarskich triumfów był koks (czytaj więcej na str. 24).

Zdecydowanie bardziej na jawie niż cztery lata temu Ameryka i świat postrzegają także samego prezydenta. O ile poprzednio zauroczył wszystkich, wygrał naprawdę jako wyśniony Obama i nawet otrzymał za to zaskakującego pokojowego Nobla, o tyle obecnie wybrany został jako... nie Romney. Zwyciężyło może nie mniejsze zło, ale na pewno mniejsza niechęć Amerykanów. Najpotężniejsze państwo świata po prostu musi mieć jakiegoś sternika, który raz na cztery lata składa przysięgę.

Od początku kadencji odżyje starcie Baracka Obamy i Demokratów z Republikanami w sprawie długu publicznego. Alarmowa procedura legislacyjna w noc sylwestrową tylko chwilowo odsunęła upadek Ameryki z tzw. klifu fiskalnego. Pod ciśnieniem opinii publicznej Republikanie wtedy ustąpili, akceptując podwyżkę podatków dla najbogatszych. Ale drugą stroną kompromisu miały być oszczędności w wydatkach rządowych. Dług publiczny USA dobił do ustawowego pułapu 16,4 bln USD, który i tak został w 2011 r. podniesiony o 2,1 bln. Izba Reprezentantów opanowana przez Republikanów zgodzi się na dalsze zwiększenie tej kwoty tylko pod warunkiem istotnych cięć w wydatkach, ale to okazuje się nie do przyjęcia dla Baracka Obamy! W najbliższym czasie obie strony będą się ostro ścierały, wiodąc Amerykę od kryzysu do kryzysu — co oczywiście będzie odbijało się także w Europie i Polsce.

Tytułowe pryskanie snów prowadzi do mało optymistycznej pointy. Teza, że każda technologia jest awaryjna, wszyscy sportowcy biorą prochy, a wszyscy politycy wciskają ludowi ciemnotę — w stu procentach nie jest prawdziwa. Ale, powiedzmy, w dziewięćdziesięciu…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane