Amerykańskie wybory giełdom nie pomogą

Kamil Kosiński
opublikowano: 07-11-2018, 22:00

Giełdy pozytywnie zareagowały na wyniki wyborów do amerykańskiego Kongresu, ale nie należy tego przeceniać. Paliwa do kontynuacji hossy jest coraz mniej

Demokraci zyskali większość w Izbie Reprezentantów, a Republikanie utrzymali przewagę w Senacie. Tak zakończyły się wybory do Kongresu, w ramach których co dwa lata weryfikuje się część składu amerykańskiego parlamentu. Na wieść o wynikach elekcji z 6 listopada 2018 r. dolar osłabił się do euro, co jest efektem postrzegania Demokratów jako mniej prorynkowych od Republikanów. Równocześnie, wyraźnie w górę poszły giełdy. Najpierw w Europie, potem NYSE i Nasdaq. Polski WIG20 zyskał ponad 2 proc.

Na wieść o wynikach elekcji z 6 listopada 2018 r. dolar osłabił się do euro, co
jest efektem postrzegania Demokratów jako mniej prorynkowych od Republikanów.
Zobacz więcej

REAKCJA:

Na wieść o wynikach elekcji z 6 listopada 2018 r. dolar osłabił się do euro, co jest efektem postrzegania Demokratów jako mniej prorynkowych od Republikanów. Fot. Bloomberg

Na rynku walutowym realizuje się przy tym scenariusz, jaki 18 października przedstawił na łamach „PB” Marcin Kiepas, analityk niezależny. Kurs EUR/USD stosunkowo szybko zszedł w okolice 1,13, by potem obrać odwrotny kierunek. Marcin Kiepas prognozował, że wróci do 1,15-1,17. Obecnie nieco koryguje górną granicę.

— W wynikach wyborów nie było zaskoczenia. Sprawdziły się sondaże. Nie wszystkie zmiany na rynku walutowym można jednak tłumaczyć czynnikami fundamentalnymi. Biorąc pod uwagę analizę techniczną, kluczowy punkt oporu wyznaczyłbym na poziomie 1,165. Tam kurs EUR/USD powinien się zatrzymać. Może do tego dojść bardzo szybko. Potem powinien przyjść okres stabilizacji, który może potrwać nawet do lutego 2019 r. — twierdzi Marcin Kiepas.

Jego zdaniem, koresponduje z tym sytuacja na rynku ropy. Obserwowany spadek cen zmniejsza presję inflacyjną i Europejski Bank Centralny nie będzie miał motywacji do wychodzenia z luźnej polityki monetarnej, zwłaszcza mając w zanadrzu problem z Włochami.

— EUR/USD nie wróci do oporów z ostatnich miesięcy, czyli 1,17-1,18 — podkreśla Marcin Kiepas.

Kamil Maliszewski, wicedyrektor departamentu rynków nieregulowanych mBanku, zwraca uwagę, że kolejny ruch na parze EUR/USD może wywołać posiedzenie Federalnego Komitetu Otwartego Rynku, czyli amerykańskiego odpowiednika Rady Polityki Pieniężnej, zaplanowane na 8 listopada. Również jednak podtrzymuje swoją prognozę, że do końca roku EUR/USD powinien oscylować w okolicach 1,15.

Dolar akcjom nie pomógł

Nasi rozmówcy podkreślają, że powyborczego osłabienia dolara nie można łączyć z odbiciem na giełdach.

— Obecnie nie widzę dużego wpływu rynku walutowego na giełdy. Twierdzenie, że mocniejszy czy słabszy dolar wpływa na Wall Street, to z aktualnej perspektywy szukanie wytłumaczenia na siłę. Z punktu widzenia globalnego koncernu — a takie są notowane w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej — nie ma większego znaczenia czy EUR/USD kosztuje 1,13 czy 1,15. Wartość dolara jest istotniejsza dla spółek z rynków wschodzących. Ale one też nie będą reagować w żaden szczególny sposób, jeśli zmiana wartości dolara nie będzie naprawdę drastyczna. A póki co, taka nie jest — tłumaczy Marcin Kiepas.

— Na razie mamy osłabienie dolara rzędu 0,5 proc. To nie jest skala, która może pomóc lub zaszkodzić rynkom wschodzącym. Dla tych, które są mocno zadłużone w dolarze, każde osłabienie amerykańskiej waluty jest oczywiście korzystne, ale obecnego bym nie przeceniał — dodaje Kamil Maliszewski.

— Na pewno układ sił na amerykańskiej scenie politycznej wywiera negatywny wpływ na dolara. Natomiast rynki akcji reagują pozytywnie, bo spełnił się scenariusz bazowy i zniknął czynnik niepewności — mówi Bartosz Sawicki, analityk DM TMS Brokers.

Specjalista tłumaczy, że sondaże przed wyborami prezydenckimi wskazywały na zwycięstwo Hillary Clinton. Tymczasem wygrał Donald Trump. W efekcie część inwestorów mogła obawiać się jakiejś niespodzianki i tym razem, mimo że demokraci są postrzegani jako mniej prorynkowi. Niespodzianki nie było, więc mamy kontynuację odbicia na giełdach, które zaczęło się zarysowywać już 1 listopada.

Żegnaj hosso

Według Marcina Kiepasa poprawa sentymentu do akcji, która zbiegła się z osłabieniem dolara, to po prostu zakończenie ostatniej korekty. Nie zmienia jednak generalnego obrazu. Wszystko co dobre zostało już przez rynki zdyskontowane, a w kolejnych kwartałach można spodziewać się malejącej dynamiki zysków. Na to nakładają się problemy, które nie są widoczne tylko w Stanach Zjednoczonych, lecz występują także w Europie Zachodniej i na rynkach wschodzących.

— Można się spodziewać, że do końca 2018 r. amerykańskie giełdy nie będą pogłębiały spadków. Nastąpi uspokojenie, które powoli będzie prowadziło indeksy do góry. Ale jeśli chodzi o indeksy DAX, FTSE czy CAC40 to naprawdę trudno być optymistą do czasu zażegnania ryzyka twardego brexitu lub załagodzenia sytuacji we Włoszech — zaznacza Kamil Maliszewski.

— Inwestorzy zastanawiają się nad możliwymi konsekwencjami amerykańskich wyborów dla dolara. To dobry moment by przypomnieć im, że Stany Zjednoczone są oazą stabilności w porównaniu z niesłabnącymi problemami gospodarczymi i politycznymi w Europie — podkreśla Neil Mellor, starszy strateg walutowy Bank of New York Mellon.

Zwraca też uwagę, że mimo najdłuższego okresu wzrostu po II wojnie światowej, za oceanem mamy stabilną, umiarkowaną inflację połączoną z niemal całkowitym zatrudnieniem. Tymczasem wzrost europejskiego PKB w trzecim kwartale 2018 r. był najniższy od 2014 r., rosnące koszty energii przyczyniają się do obniżania zysków i wzrostu gospodarczego, a stopa bezrobocia w strefie euro wynosi 8,2 proc. (przy dużych różnicach regionalnych) Marcin Kiepas i Bartosz Sawicki mówią wprost: hossa się skończyła.

— Rynki akcji, nawet te rozwinięte, które zachowywały się najlepiej, wszystko co najlepsze mają już za sobą. Siłą rozpędu mogą jeszcze odrobić straty i ustanowić kolejne rekordy, ale w perspektywie 2-3 lat jest to moment do sprzedaży akcji. Na rynkach wschodzących, poza niektórymi przypadkami, hossa dawno się skończyła. Zresztą nawet na niemieckim indeksie DAX nie oczekuję takich zwyżek jak na Wall Street. Wojny handlowe odcisnęły woje piętno na niemieckiej gospodarce — mówi Marcin Kiepas.

— Najlepszy okres dla giełd jest za nami. Obecne odbicie jest silną korektą spadków z października, ale nie jest sygnałem do kupna. Biorąc pod uwagę słabnące dane makroekonomiczne ze światowej gospodarki, wycofywanie się z luźnej polityki pieniężnej przez banki centralne oraz wysokie wyceny spółek, można powiedzieć, że hossa dobiegła końca — twierdzi Bartosz Sawicki. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Amerykańskie wybory giełdom nie pomogą