Nad prywatnymi inwestorami działającymi w sektorze ochrony zdrowia zbierają się czarne chmury. Nowy rząd opublikował założenia projektu ustawy o zmianie ustawy o działalności leczniczej, które mogą pokrzyżować plany medycznym przedsiębiorcom. Wynika z nich, że skarb państwa, samorządy oraz uczelnie medyczne będą mogły sprzedać inwestorom jedynie mniejszościowe pakiety akcji/udziałów (do 49 proc.). Placówki te będą musiały też przeznaczać cały zysk na działalność statutową.

Czarne wizje
Eksperci uważają, że proponowane zmiany to zamach na prywatnych inwestorów.
— W praktyce przepisy mogą wyeliminować napływ kapitału prywatnego. Jeśli inwestor nie będzie mógł zarobić w branży medycznej, pójdzie do innej, a przecież szpitale już obecnie mają ograniczony dostęp do kapitału. Takie zapowiedzi świadczą, że albo nowy rząd nie zna realiów branży, albo chce wyeliminować prywatne inwestycje w szpitalnictwie. Dla prywatnego inwestora jest nie do zaakceptowania możliwość przejmowania jedynie mniejszościowych pakietów akcji.
Trudno, żeby się na to zgodził, inwestował duże pieniądze, szczególnie że już dziś dużo ryzykuje — ubezpieczyciel w postaci NFZ ma monopol na rynku, a samorząd jest politycznym organem, który nie tylko musi pogodzić wiele grup interesów, ale też walczyć z politycznymi oponentami. Jeśli kupi więc jedynie mniejszościowy pakiet, straci kontrolę nad swoimi pieniędzmi — uważa Krzysztof Jeżowski, ekspert Pharmed Consulting. Jego zdaniem, proponowane zmiany zastopują komercjalizację i prywatyzację szpitali. Dla inwestorów działających w segmencie szpitalnym to gorzka pigułka.
W związku z wyborami samorządowymi, a później parlamentarnymi znaczna część procesów sprzedaży była wstrzymana. Inwestorzy liczyli, że będzie ich więcej w 2016 i 2017 r., tymczasem proponowane przepisy znowu je zamrożą. Sami inwestorzy robią dobrą minę do złej gry — liczą, że nie wszystkie proponowanezmiany uda się wprowadzić, a jeśli nawet, biznes — jak zwykle — znajdzie receptę.
Dyplomatyczna cisza
Agnieszka Szpara, prezes szpitalnego EMC Instytutu Medycznego, choć zgadza się z tym, że zapowiedzi są niekorzystne dla prywatnego biznesu, to chce poczekać na szczegóły.
— Trudno oceniać wpływ ewentualnych reform na rynek, biorąc pod uwagę ogólność zapowiedzi. Jest mnóstwo niedopowiedzeń, które rodzą długą listę pytań. Jeśli szpitale nie mają generować zysku, to czy to oznacza przyzwolenie na zadłużanie? Jeśli chodzi o mniejszościowe pakiety, to z punktu widzenia inwestorów prywatnych są one nie do zaakceptowania. Trzeba jednak pamiętać, że zakup udziałów w danej placówce jest jednym z wielu modeli współpracy inwestorów prywatnych z sektorem publicznym — uważa Agnieszka Szpara. Zdaniem Adama Rozwadowskiego, prezesa giełdowego Enel-Medu, nawet jeśli rząd wprowadzi zapis o przeznaczaniu zysków placówki na cele statutowe, to nie uderzy on w inwestorów.
— Już dzisiaj 95 proc. inwestorów tak właśnie robi — mówi Adam Rozwadowski. Andrzej Sokołowski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Niepublicznych, również ma nadzieję, że proponowane zmiany nie okażą się takie „straszne” dla biznesu.
— Prywatni inwestorzy już dziś stanowią ważny element w systemie ochrony zdrowia — w podstawowej opiece zdrowotnej mają ponad 90-procentowy udział, w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej około 50-procentowy, a w szpitalnictwie — publicznym i prywatnym — kilkunastoprocentowy. To nie tylko placówki medyczne, ale także pracownicy, pacjenci, wyborcy — twierdzi Andrzej Sokołowski. © Ⓟ
OKIEM EKSPERTA
Wylewanie dziecka z kąpielą
MAŁGORZATA GAŁĄZKA-SOBOTKA
ekspert ochrony zdrowia z Uczelni Łazarskiego
Jeśli zmiany w medycynie pójdą w kierunku nie tylko dyskryminacji, ale nawet prób wykluczenia prywatnych inwestorów z rynku, straci na tym cały system. Patrząc na inne branże — koegzystencja części publicznej i prywatnej pozytywnie wpływa na jakość, poziom usług i standardy. To dzięki niej rynek się rozwija. Próby ograniczenia świadczeniodawców oceniam negatywnie.