- Inwestorzy, który naciskali na zarządy, aby ograniczały capex i oddawali im gotówkę będą lamentować nad niedoinwestowaniem branży – głosi raport. – Jakikolwiek niedostatek podaży spowoduje gwałtowny skok cen, potencjalnie dużo większy niż ten, który wywindował cenę do 150 USD za baryłkę w 2008 roku – dodaje.
Analitycy Sanford C. Bernstein przekonują, że globalna nadpodaż ropy w ostatnich latach ukryła „chroniczne niedoinwestowanie” branży naftowej. Tymczasem potwierdzone rezerwy ropy deklarowane przez największe globalne koncerny spadły od 2000 roku o średnio ponad 30 proc. Z drugiej strony ponad 1 mld ludzi zamieszka w obszarach miejskich w Azji z ciągu dwóch następnych dekad, co spowoduje wzrost popytu na auta, podróże lotnicze, transport drogowy i plastik.
- Jeśli popyt na ropę będzie rósł do 2030 roku i dalej, strategia zwracania gotówki akcjonariuszom i zbyt niskie inwestycje w rezerwy posieją jedynie ziarna nowego supercyklu – głosi raport. – Spółki, które mają „baryłki w ziemi” lub pomagające w ich wydobyciu to te, które należy mieć – twierdzą jego autorzy.
Wzrost kursu ropy Brent powyżej 147 USD w 2008 roku, tłumaczony szybkim wzrostem popytu i brakiem dostępnych rezerw, spowodował zwyżki cen także innych surowców, co określono mianem supercyklu.