Analitycy przepowiadają kryzys na rynku usług budowlanych

Radosław Górecki
opublikowano: 2001-04-24 00:00

Analitycy przepowiadają kryzys na rynku usług budowlanych

Sytuacja na rynku inwestycyjno-budowlanym stała się trudna. Analizując rozwój sektora na przełomie ostatnich dziesięciu lat, widać wyraźnie, że zarówno rok 2000 jak i pierwszy kwartał tego roku jest zapowiedzią czegoś niepokojącego.

Firma ASM Centrum Badań i Analiz Rynku, specjalizująca się w monitoringu rynku budowlanego, opracowała specjalnie dla „Pulsu Biznesu” analizę sytuacji na rynku inwestycyjno-budowlanym.

Początek stagnacji

Uczestnicy i analitycy rynku budowlanego zadają sobie pytanie: czy obecna sytuacja jest początkiem stagnacji i regresji rynku czy chwilową zapaścią na drodze do dalszego rozwoju. Według analityków z ASM, rok 2000 jest pierwszym od dziesięciu lat, w którym nastąpił znaczny spadek produkcji budowlano-montażowej. Drastycznie spadły też inwestycje. Wystarczy porównać: w latach 1995--98 wzrost inwestycji kształtował się na poziomie 17 proc. W roku 2000 ten sam wskaźnik szacuje się na poziomie 3 proc.

— Liczba pozwoleń na rozpoczęcie budowy obiektów przemysłowych spadła w ubiegłym roku o blisko połowę, a jeszcze drastyczniej wyglądają statystyki wydawania zezwoleń na budowę domów jednorodzinnych — twierdzi Elżbieta Syrda, prezes zarządu ASM Centrum Badań i Analiz Rynku.

Nadal mocno trzyma się rynek remontów i modernizacji, a zamiera budownictwo nowych obiektów.

Kilka powodów

— Przyczyny spadku tempa inwestowania tkwią w finansowaniu inwestycji. Ustaje inwestowanie ze środków własnych. Drugie źródło finansowania inwestycji — kredyty, również — chwilowo — nie cieszą się powodzeniem. Są drogie, a poza tym trudno je zaplanować ze względu na ciągłe zmiany stopy procentowej. Kosmetyczne korekty stóp procentowych, nie mogą mieć istotnego wpływu na poprawę sytuacji rynku inwestycyjno-budowlanego — uważa Elżbieta Syrda.

Ciężar trudnej sytuacji na rynku inwestycyjno-budowlanym odczuwają już wykonawcy, którzy dysponują portfelem zleceń zaledwie do maja, maksymalnie — czerwca 2001 r. Kłopoty firm przy wysokim koszcie zatrudnienia niosą ze sobą kolejną konsekwencję — zmniejszenia zatrudnienia w sektorze budowlanym.

— Z naszych analiz wynika, że zatrudnienie w budownictwie wykazuje wyraźne tendencje malejące. Świadczą o tym liczby: w 1990 roku zatrudnionych w sektorze było 1,03 mln osób. W roku minionym liczba pracujących zmniejszyła się do 883,7 tys. Notujemy więc spadek rzędu 25 proc. Statystyka ta jednak nie uwzględnia popularnej w budownictwie szarej strefy. Redukcja zatrudnienia w budownictwie jest o tyle niebezpieczna, że rzutuje na stan bezrobocia w ogóle. Znana jest bowiem reguła, że sto osób zatrudnionych w budownictwie stwarza miejsca pracy dla około 200 ludzi zatrudnionych w innych sektorach gospodarki — przekonuje Elżbieta Syrda.

Jest szansa

Mimo wszystko przyszłość polskiego rynku inwestycyjno-budowlanego nie musi być czarna. Według analityków z ASM, obecna regresja nie jest nieodwracalna. Istnieje bowiem duży, uśpiony obecnie popyt na materiały budowlane. Wiąże się on z zapotrzebowaniem na mieszkania, drogi, autostrady oraz obiekty przemysłowo-handlowe i hotelowe. Ponadto czeka nas wejście do Unii Europejskiej, co zaowocuje zwiększonym popytem zwłaszcza w dziedzinie budownictwa proekologicznego.

Rozbudzenie popytu zależeć będzie jednak od wielu czynników. Wśród nich wyliczyć można obniżenie stóp procentowych i tańsze kredyty oraz malejącą inflację. Uczestnicy rynku budowlanego starają się jednoczyć. Jest to sposób na to, żeby móc skutecznie oddziaływać na ustawodawcę. Rozwój rynku budowlanego — zdaniem jego uczestników — zależy od jakości relacji między przedsiębiorcami i organizacjami rynku inwestycyjno-budowlanego a rządem. Czas pokaże, czy integracja środowiska wpłynie na poprawę sytuacji.