Antyodorowa ustawa śmierdzi rolnikom

Samorząd rolniczy, hodowcy bydła i norek oraz dostawcy wyposażenia dla ferm twierdzą, że przepisy przyhamują branżę.

Mija termin zgłaszania uwag do projektu ustawy „o minimalnej odległości dla planowanego przedsięwzięcia sektora rolnictwa, którego funkcjonowanie może wiązać się z ryzykiem powstawania uciążliwości zapachowej”, zwanej ustawą antyodorową. Rolnicy mówią wprost — to złe rozwiązanie, które zablokuje rozwój polskiej wsi. Negatywne opinie do resortu środowiska, autora projektuustawy, przesłali m.in. Instytut Gospodarki Rolnej (IGR) powiązany z hodowcami norek, Krajowa Rada Izb Rolniczych (KRIR) czy Polskie Zrzeszenie Producentów Bydła Mięsnego (PZPBM).

Zobacz więcej

fot Wojciech Wójcik-Forum

W propozycji ministerstwa znajduje się m.in. zapis o wyznaczeniu minimalnej odległości gospodarstw od budynków mieszkalnych — w przypadku dużej fermy jest to co najmniej 500 metrów.

— Oczywiście dostrzegamy na wsi różne napięcia na tym tle. Nie może być jednak tak, że rodzime gospodarstwa nie będą mogły się rozwijać, a proponowane przepisy jeszcze bardziej zablokują inwestycje.Chętnie porozmawiamy i wypracujemy porozumienie, ale to wymaga czasu i dogłębnych konsultacji społecznych, których nie było. O ustawie „antyodorowej” mówi się od jakichś 20 lat, ale jej projekt pojawił się nagle — komentuje Jerzy Wierzbicki, prezes PZPBM.

W projekcie wpisano tymczasem, że Rada Ministrów chce go przyjąć już w II kw. 2019 r. KRiR podkreśla, że nie uwzględniono w nim np. kwestii zastosowania nowych technologii, które ograniczają odór, a tym samym powinny pozwalać rolnikom na lokowanie gospodarstw bliżej zabudowań. Ponadto uważa, że określona odległość to nie wszystko, bo odór może być różnej intensywności. Jest też wątek „miastowych”.

„Problemem dla rolników są już obecnie nie tylko utrudnienia w wybudowaniu nowego obiektu, ale często pojawiają się skargi mieszkańców wsi wobec już funkcjonujących budynków inwentarskich. Prawo powinno zostać zmienione w tym kierunku, aby osoby, które chcą wybudować lub zakupić dom jednorodzinny na terenach wiejskich w bliskim sąsiedztwie gospodarstw rolnych oraz gruntów rolnych, oświadczały pisemnie w akcie notarialnym, że mają świadomość prowadzenia działalności rolniczej w bliskiej odległości oraz że zakupując działkę pod budowę czy dom mieszkalny, akceptują charakter prowadzonej w sąsiedztwie działalności rolniczej” — czytamy w opinii samorządu rolniczego działającego w ramach KRIR.

Zdaniem IGR nieraz te pojedyncze domy są budowane właśnie w pobliżu gospodarstw utrzymujących zwierzęta, a powodem jest tańszy grunt. To błędne koło, bo jeśli przepisy weszłyby w życie w tym kształcie, zablokowałyby rozwój i powstawanie nowych gospodarstw.

Jerzy Wierzbicki zaznacza, że pojawiają się konflikty nie tylko między mieszkańcami wsi a przeprowadzającymi się osobami z miasta, ale także samymi rolnikami.

— Rolnicy kończący produkcję zwierzęcą i przestawiający się na roślinną także wchodzą w spór z zajmującymi się chowem — podkreśla szef PZPBM.

Rolnicy pytają też: dlaczego my?

„Niezrozumiałym jest fakt objęcia projektem ustawy tylko sektora produkcji rolniczej. Projekt nie obejmuje problemu składowisk śmieci, oczyszczalni ścieków, wytwórni cementu czy innych działalności, które wpływają na dyskomfort życia” — czytamy w stanowisku KRIR.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy