Atom na cztery głosy

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2012-09-06 00:00

PGE zaprosiło Tauron i Eneę do współpracy przy programie jądrowym. Dołączył też bogaty KGHM, co szczególnie cieszy ministra skarbu

W środę po południu większość biznesowej Krynicy pojawiła się na wspólnym briefingu PGE, KGHM, Tauronu i Enei. W pękającej w szwach salce prezesi czterech firm podpisali list intencyjny.

— List ma umożliwić wypracowanie modelu, dzięki któremu wybudujemy elektrownię jądrową. Już wcześniej przestrzegaliśmy, że PGE nie będzie w stanie samodzielnie udźwignąć tego projektu, nałożonego przez skarb państwa. Znaleźliśmy właśnie rozwiązanie — ogłosił Krzysztof Kilian, prezes PGE. I tyle, jeśli chodzi o szczegóły.

Ruszają rozmowy o korzyściach…

List ma dopiero umożliwić rozmowy na temat szczegółów współpracy. Dlatego sygnatariusze jak ognia unikają spekulowania np. na temat wielkości udziałów w spółce celowej, którą zamierzają wspólnie zawiązać.

— List upoważnia nas jedynie do negocjacji — podkreśla Krzysztof Kilian. Ich efekty mają zostać ogłoszone w ciągu pół roku. Oczekuje tego szef czterech prezesów, czyli Mikołaj Budzanowski, minister skarbu. — Przed wami sześć miesięcy intensywnej pracy. Na początku przyszłego roku oczekujemy konkretnego porozumienia — podkreśla Mikołaj Budzanowski.

Nie kryje przy tym, że szczególnie cieszy go udział KGHM w tym projekcie. — Ważne, by zagwarantować finansowanie planów atomowych. Dlatego jestem zadowolony, że dołączyła spółka nieenergetyczna, ale dochodowa. Jej udział ma jednak głębokie uzasadnienie — KGHM zależy przecież na obniżeniu kosztów energii — tłumaczy Mikołaj Budzanowski. Potwierdza to Herbert Wirth, prezes KGHM.

— Potrzebna nam dywersyfikacja przychodów, bo rynek metali jest chwiejny. Poza tym chcemy mieć udział w energetycznym torcie przychodów. Zwłaszcza że sami zużywamy 2,4-2,5 TWh energii rocznie — tłumaczy Herbert Wirth. Dariusz Lubera, prezes Tauronu, oraz Maciej Owczarek, prezes Enei, przypominają, że już od dawna zabiegali o włączenie ich firm do programu jądrowego.

…przetargi też

Program dopiero rusza. Ale ma pójść szybko.

— Nie będziemy czekali, aż będą znane warunki wejścia udziałowców do spółki celowej. Prace trwają — podkreśla Aleksander Grad, szef spółek jądrowych w PGE. Grupa jest w trakcie wyboru firmy do badań lokalizacyjnych i do końca roku chce podpisać umowę. Do marca chce wybrać inżyniera kontraktu. Miałby uczestniczyć w pisaniu specyfikacji technicznej dla przetargu na dostawcę technologii.

A dalej — jest trochę zmian. Aleksander Grad zapowiada, że proces wyłaniania doradcy technologicznego, generalnego wykonawcy, operatora elektrowni, sposobu finansowania etc. będzie mieć teraz charakter „pakietowy”.

— Pierwszy etap takiego postępowania ruszy w październiku — zapowiada Aleksander Grad.

OKIEM ANALITYKA

Czekam na sojusz dla farm morskich

PAWEŁ PUCHALSKI

szef działu analiz DM BZ WBK

Udział KGHM w projekcie uważam za naturalny i zgodny z anonsowaną od dawna polityką dywersyfikacji przychodów poprzez projekty w sektorze energetycznym. To zresztą bardziej racjonalne przedsięwzięcie, z punktu widzenia miedziowej firmy, niż sojusz łupkowy. Dla Enei i Tauronu to też naturalny projekt — mają przecież przestarzałe elektrownie.

Poszedłbym nawet dalej. Skoro mamy już konsorcjum w gazie łupkowym, w projekcie nuklearnym — zawiązanie analogicznego porozumienia obejmującego realizacjęfarm morskich nie byłoby zaskakujące. Jeśli chodzi o udział finansowy poszczególnych partnerów w jądrowej spółce celowej, to o ile kontrola sprawowana przez PGE jest oczywistością, to już udziały poszczególnych spółek tak oczywiste wcale nie są. Kontrola może oznaczać od 51 proc. w rękach PGE do „zaledwie” 30 proc., oczywiście z odpowiednimi zapisami statutowymi. Prawdopodobnie strategiczny partner zagraniczny (dostarczający know-how) obejmie mniejszościowy pakiet, a reszta będzie uczestniczyła np. proporcjonalnie do osiąganego zysku EBITDA.